Zawsze wstydziłam się bałaganiarstwa. Przed przyjazdem ciotki czy przyjaciółki upychałam klamoty po szafach i przecierałam podłogi. Udawałam, że mam wszystko pod kontrolą, usiłowałam wymóc na niezłomnej woli życia – elan vital – zaprzęgnięcie się w służbę porządku, jeśli nie w świecie materialnym, to przynajmniej w głowie. Nie udalo się. Dziś odpuściłam. Jak dobrze.

W człowieku istnieje ogromna chęć porządkowania rzeczywistości. Lubimy zakończone prace, posprzątane biurka, pozamiatane podłogi, posadzone kwiatki, aspekt dokonany czasowników, związki po wsze czasy, niezmienne poglądy, wyrażenie „taki jestem”, podziały na dobrych i złych, zbawionych i potepionych, swoich i obcych, spłacone kredyty, uregulowane długi, wymierzoną sprawiedliwość, nazwy, tabelki, rubryczki, brak wątpliwości, opis i analizę. Porządek daje nam złudzenie bezpieczeństwa. Przynosi ukojenie. Zwalnia z trudu myślenia.

Druga tendencja ludzkiej natury to dążenie do rozwoju. Rozwój to nieustająca zmiana – zmiana to bałagan, to wieczne stawanie się i budowanie siebie i świata na nowo, to codzienne narodziny i śmierć, to brak stabilnego punktu odniesienia, ponieważ każdego dnia można co innego rozumieć pod hasłami: Bóg, miłość, człowiek.

Jesteśmy energią. Jesteśmy pulsującą magmą nieustajacej przemiany. Wszelkie próby zatrzymania jej w drodze zakrawają na kpiny. Świat nie został stworzony raz na zawsze, on wciąż jest nieustającym cudem tworzenia i choć wydaje nam się na co dzień, że wiele wydarzeń nie powinno mieć miejsca, że zło na świecie jest pomyłką Stwórcy, to w szerszym rozumieniu nasze doświadczanie bólu może mieć sens i być częścią procesu, czyli Drogi. Z jeszcze innej perspektywy pojawia się wdzięczność za drogę, która nie może być beztroskim stąpaniem po rajskim ogrodzie. Wakacje pod palemką to przerwa w podróży, odpoczynek dla nabrania sił – nie droga.

Te dwie postawy kłócą się ze sobą w każdym z nas. Dążąc do uporządkowania naszego świata, usiłujemy posprzątać też obszary przynależne innym, ponieważ uważamy nasz ogląd za uniwersalny i niezmienny. W dążeniu tym jesteśmy często ślepi, bo nie dostrzegamy zmian zachodzących w nas samych albo brak nam elastyczności, ponieważ oparliśmy się na niegdysiejszych normach i autorytetach. I jeżeli ci, których obraliśmy za przewodników, zbaczają z kiedyś obranej drogi, nazywamy ich zdrajcami i odwracamy się od nich ku nowym wodzom. Albo też pozostajemy im wierni do końca, znajdując wytłumaczenie dla każdej ich ułomności czy matactwa tak, aby nie narazić na szwank swojego i ich wizerunku. Z jakichś niewiadomych powodów relatywizm – wszelki relatywizm – postrzegany jest jako naruszenie zasad istnienia świata. Bo istotnie relatywizm etyczny mówi o braku uniwersalnych wartości. Należy sobie zatem zadać pytanie, czy są takie wartości. A potem zebrać dużo odpowiedzi ludzi z różnych kultur, kontynentów, różnych czasów, narodowości, religii, płci, modeli wychowania, modeli kształcenia i wyodrębnić te, które powtarzają się we wszystkich przypadkach. To bedzie odpowiedź uniwersalna. Rzecz w tym, że takiej odpowiedzi nie będzie. Ona może pojawi się kiedyś w rozwoju ludzkości, ale drogą do niej nie będą nakazy i zakazy, lecz będzie aktem wolnej woli.

Zmierzając ku bezkresnemu rozwojowi, zostawiamy za sobą bałagan – nie ma innej możliwości. Pewność każdego kroku jest domeną tych, którzy żyją według schematów. Mnie towarzyszy pewność niepewności, deptanie lub omijanie śladów tych, którzy szli przede mną, obok mnie, za mną, powroty, aby jeszcze raz przeżyć, szybki bieg do autobusu, błądzenie w znajomym lesie, gubienie kluczy, telefonów, szukanie okularów, spóźnienia, kretyńskie odzywki, niezliczone faux pas, wymsknięte słówka, halki wystające spod sukienki, rozdeptane ciastka, połamane paznokcie i kurz pod łóżkiem. Mam bałagan w życiu, w głowie, w domu, w pracy i w samochodzie. I po raz pierwszy w życiu nie wstydzę się tego. Kosmos też nie jest – w kategoriach ludzkich – uporządkowany, a jak działa! I z tego, co mówią fizycy, rozwija się w niesłychanym tempie.

I jeszcze jedno: zapytajcie przypadkowego nastolatka, co to jest bałagan – nie odpowie wam. Nie zna takiego pojęcia. Ewentualnie powie, że jest to stan, w którym rzeczy nie leżą tam, gdzie powinny według mamy. Ale to przecież mamy bałagan – nie nastolatka.

zdjecie: Mała