Nie bardzo potrafimy zrozumieć optymizm polityków którzy uważają, że drastyczne podniesienie składki zdrowotnej – a raczej podatku zdrowotnego – poprawi sytuację finansową w systemie opieki zdrowotnej.
Nie potrafimy, bo wystarczy rzucić okiem na zadłużenie szpitali, wzrost kosztów utrzymania począwszy od kosztów mediów, przez płace pracowników aż do cen żywności, badań laboratoryjnych i usług zewnętrznych itd. żeby zobaczyć, że dodatkowych kilka miliardów zostanie błyskawicznie wchłoniętych przez system i nikt nie odczuje poprawy. Ani dyrektorzy szpitali, ani pracownicy, ani – przede wszystkim – pacjenci.
Z powodu epidemii kolejny rok narasta dług zdrowotny i o ile uzyskanie porady w AOS jest możliwe na zbliżonym do poprzednich lat poziomie, o tyle diagnostyka i leczenie szpitalne kompletnie się załamało.
Przekształcane są oddziały szpitalne w oddziały „covidowe” bez ładu i składu bez wcześniejszych planów, i choćby symulacji jakie oddziały mogą zostać przekształcone, przy jakiej liczbie zakażonych, jaką wcześniej trzeba zrobić selekcję przypadków stabilnych oczekujących na leczenie, gdzie umieścić przypadki pilne gdyby zostały tworzone szpitale lub oddziały „białe”, personel dowiaduje się dosłownie z dnia na dzień, że oddział ma stać się „covidowy” i teraz radźcie sobie itd. – panuje kompletny chaos i nieprzewidywalność. Tak, jakby politycy uważali, że kolejny rok epidemii nie wymusza na nich żadnych decyzji, bo medycy i dyrektorzy nabrali takiego „doświadczenia” w pracy w warunkach nieustannego pułkowego punktu przyjęć rannych, że dadzą radę.
Owszem, dają radę, bo muszą, ale świadomość pozostawienia samym sobie, kolejne miesiące pracy w nadzwyczaj trudnych warunkach decyzyjnych, sanitarnych, często etycznych – nie pozostaje bez wpływu na naszą kondycję fizyczną i psychiczną. Chyba wszyscy nadajemy się do pójścia na rok urlopu płatnego „dla poratowania zdrowia” ……
Do tego wszystkiego dochodzi bardzo smutna i bolesna świadomość, że decydenci maja nas po prostu w d..pie. Nie da się tego inaczej nazwać.
Niby o tym wiemy od lat, ale chyba naiwnie wierzyliśmy, że chociaż w narodowej sytuacji zagrożenia epidemicznego coś się zmieni, dojdzie wreszcie do nich świadomość wielkiej odpowiedzialności za bezpieczeństwo narodowe, zapewnienie obywatelem chociaż podstawowej opieki medycznej i ochronę przed uniemożliwieniem dostępu do świadczeń w taki sposób, by najistotniejsze potrzeby zdrowotne zostały zabezpieczone. Nic takiego się nie stało ….. macie sobie WSZYSCY radzić sami!
Rozczarowanie postawą polityków pogłębia niechęć do pracy, która wydaje się czasami karą za to, że zdecydowaliśmy się na wybór takiego, a nie innego zawodu. Zawodu, którego wypełnianie wymaga szczególnych warunków organizacyjnych i finansowych, których zapewnienie musi leżeć po stronie państwa pochłaniającego z roku na rok coraz większe składki zdrowotne, a nie dającego nic, jak tylko: radźcie sobie sami, my najwyżej postawimy nad wami prokuratora, albo jakiś Instytut Ekspertyz Medycznych.
My – musimy, politycy – nic nie muszą, z wyjątkiem nieustannej troski o utrzymanie włądzy.
Czytaj więcej:
https://www.termedia.pl/mz/O-inflacji-i-pieniadzach-w-zdrowiu-,45076.html#.Ydvrq60PT2Y.facebook
Zostaw komentarz