– I teraz wyglądasz jak człowiek – powiedział Trump do Zełenskiego, patrząc na jego garnitur z dyskretnym uśmiechem – Bo przecież nie gramy w komedii.

– Ale mój strój nie jest najważniejszy.

– To prawda. Najważniejszy jest pokój – chętnie się zgodził Trump. – Ale strój to wyraz szacunku dla rozmówcy. Gdyby ktoś przyszedł mnie prosić o pracę w takich dresach jak ty, wyrzuciłbym go na zbity pysk.

– Ale ja nie szukam pracy…

– Prosisz mnie o miliony, więc trochę szacunku mi się należy.

– Za twoje miliony płacę ukraińską krwią. To chyba coś znaczy?

– Kocham naród ukraiński. Utarliście nosa Putinowi. Brawo, chłopaki! Jesteście bohaterami! Ale chyba już dość tej krwi się wylało i czas na pokój.

– Za jaką cenę? Ty nie znasz…

– Za wszelką cenę – przerwał mu Trump wyraźnie zirytowany – Pokój zawsze będzie lepszy od wojny. Zrobiliście, co swoje, a teraz czas odpuścić. Gdybym wcześniej został prezydentem, już dawno zakończyłbym tę wojnę. Jeszcze wtedy, gdy stawialiście skuteczny opór. Wtedy można było się targować. Teraz musicie brać, co wam dają.

– …ty nie znasz Rosjan jak my… – Zełenski próbował kontynuować poprzednią myśl, ale tym razem Trump przerwał mu z wściekłością.

– Ja nie znam? Bez naszego wywiadu ruskie wojska weszłyby do Kijowa, a wy byście nawet tego nie zauważyli. Nie kompromituj się, rozmawiasz z prezydentem USA.

Trump znowu zachowywał się tak jak podczas poprzedniego spotkania. Prawie krzyczał jakby stracił kontrolę nad swoimi nerwami.  Zełenski zastanawiał się, czy to była tylko gra, nastawiona na zdezorientowanie rozmówcy. Jego doradcy mieli w tej sprawie podzielone zdania. Poprzednio uwierzył, że nie należy ustępować i na furie Trumpa  odpowiadał twardo, ale źle to się skończyło. Nadal nie był pewien, czy to była gra, czy Trump naprawdę był cholerykiem, ale nie miało to znaczenia. Nie zamierzał bowiem powtarzać poprzedniego błędu. Jeżeli Trump oczekiwał uległego rozmówcy, on będzie miękki jak plastelina.

– Absolutnie masz rację. Bez waszej pomocy Ukraina nie miała żadnych szans. Cały naród ukraiński jest wam niezmiernie wdzięczny. Tobie dziękuję za światowe przywództwo. To, co zrobiłeś na Bliskim Wschodzie, to majstersztyk. Pyk i zgasiłeś wojnę jak świeczkę. Tylko za tamto powinni dać ci Pokojową Nagrodę Nobla.

– Nie dadzą, przecież wiesz – Trump od razu się uspokoił i zaczął mruczeć zadowolony jak miś wylizujący miód ze słoika – Prędzej dadzą Nobla Bidenowi. Napuszeni głupcy, którzy chcą uprawiać politykę rozdając nagrody.

– Dlatego ja nie podważałem zasług amerykańskiego wywiadu. Bez niego bylibyśmy ślepi i głusi. Chodziło tylko o znajomość rosyjskiej mentalności. O samej Rosji wy wiecie najwięcej.

– Noo? – Trump zachęcił Zełenskiego do kontynuowania myśli, ale widać było, że znowu balansuje na pograniczu zadowolenia i wściekłości.

– Rosjanie nie odpuszczą, bo tacy są. Każdy ich pokój to tylko przerwa w wojnie. Za chwilę nas zaatakują w najgorszym dla nas momencie. Tego się boję.

– Lepszy nawet krótki pokój niż wcale. Dopóki ja będę prezydentem – nic wam nie grozi. Putin dał mi słowo.

– Rosjanie nie mają honoru. Boją się tylko siły. Jeżeli nie będą się bali, nic ich nie powstrzyma. Ich celem jest zagłada narodu ukraińskiego. Wiesz, co zrobili w Buczy?

– Wołodymyr, Wołodymyr, już raz próbowałeś tych łzawych sztuczek, ale zatrzymaj je na występy sceniczne. Rozmawiajmy o faktach i nie próbuj grać mi na emocjach. Fakty są takie: wojny nie wygracie. Jaki więc macie w tym cel, aby kontynuować tę wojnę. Powiedz mi Wołodymyr szczerze, o co chodzi? Tylko nie wmawiaj mi, że o dobro Ukrainy. Szanuj moją inteligencję.

– Gdyby Ameryka udzieliła nam zdecydowanego wsparcia, możemy tę wojnę wygrać, tylko wtedy mielibyśmy gwarancję…

– Wy wojny nie wygracie, a my nie zaczniemy wojny z Rosją dla was. Kropka. – Trump znowu był poirytowany – Nie pieprz mi więc tu Wołodymyr głupot. Nikt obcy nas nie słyszy. Szczerze, czego chcesz?

– Gwarancji bezpieczeństwa.

– No przecież cała Europa stoi za tobą murem – Trump zaśmiał się szczerze ze swojego dowcipu – A tak na poważnie, jeżeli przyjmiecie warunki pokoju, ja sam daję wam gwarancje bezpieczeństwa. Putin dał mi słowo. Jego obietnice dla was – nie są nic warte, ale obietnicy danej mi nie odważy się złamać. On wie, że tego nie należy robić.

– Jakie warunki?

– Oddajesz Rosji cały Donbas. Bez dyskusji. Rezygnujesz z Krymu i już nigdy więcej nie spojrzysz w tamtą stronę. I oczywiście koniec marzeń o wstąpieniu do NATO.

– Jak zagwarantujesz nam bezpieczeństwo bez NATO?

– NATO to ja. Moje słowo więcej znaczy niż art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego.

– Ale nadejdzie czas, gdy odejdziesz…

– Chłopcze, ty się o to nie martw. Zanim odejdę, świat będzie już całkiem inny! Martw się teraz o to, co jest teraz. Ja teraz chcę zakończyć tę wojnę. A ty czego chcesz?

– Tak samo chcę pokoju, ale również bezpieczeństwa dla Ukrainy.

– Bez “ale” – chcesz wojny czy pokoju?