Z najnowszych badań European Council on Foreign Relations (ECFR) wynika, że opinia publiczna krajów UE jest mocno podzielona w kwestii wojny na Ukrainie. Ich obywatelom zadano pytanie, czy Zachód powinien dążyć do pokoju, za cenę ustępstw wobec Rosji. Aż 52 proc. Włochów i 49 proc. Niemców odpowiedziało, że chce pokoju. Jedynie 16 proc. pytanych Polaków tak odpowiedziało, ale aż 41 proc. chce najpierw ukarania Rosji.
Emanacją tych nastrojów jest polityka rządów państw unijnych. Od samego początku wojny, Niemcy prowadziły strusią politykę. Niby popierały Ukrainę, deklarowały, że wesprą ją militarnie. Jak jednak przyszło co do czego, to się okazało, że owe dostawy uzbrojenie były symboliczne w stosunku do potrzeb Ukrainy bo „wyczerpały się możliwości„ Bundeswehry. Jak oświadczyła niedawno niemiecka minister obrony.
Trzeba jednak oddać sprawiedliwość niemieckim mediom, które za taką politykę krytykują zarówno kanclerza Scholtza jak i cały niemiecki rząd. Przypominają, że to polityka ustępstw wobec Rosji i Putina osobiście doprowadziła do wojny. Mocne zarzuty padają zwłaszcza pod adresem Angeli Merekel, byłej kanclerz wspierającej m.in. budowę rurociągu Nord Stream 2 oraz dążącej do zacieśnienia stosunków gospodarczych i politycznych z Rosją.
Już po aneksji Krymu, kiedy wielu polskich polityków ostrzegało, że na tym się nie skończy i, że Rosja przygotowuje się do agresji na Ukrainę. Efektem takiej polityki jest m.in. duże uzależnienia gospodarki Niemiec od dostaw rosyjskiego gazu i ropy. W porównaniu z Polską, ich dostawy są mało zdywersyfikowane.
Trudno się zatem dziwić przeciętemu Schmidtowi, który patrzy na ceny benzyny na stacjach oraz rachunki za gaz, że chce rychłego pokoju bo nie ma zamiaru ponosić kosztów tej wojny i uniezależnienia się Niemiec od rosyjskich surowców. Schmitd myśli portfelem i wpływ tego myślenia na politykę niemieckiego rządu wobec wojny na Ukrainie widać jak na dłoni.
Scholtz oraz jego rząd i SPD wiedzą doskonale, że wyborów nie wygrywa się za granicą, tylko u siebie w kraju. Patrzą na sondaże i podobne do przytoczonej ankiety i kalkulują. Co im się bardziej opłaci. Pokój za cenę ustępstw wobec Rosji czy sprawiedliwość wobec agresora.
Z Polaków zaś jestem dumny. Przede wszystkim z powodu empatii, którą wykazują wobec Ukrainy od początku wojny. Ta empatia, jest dziś na Zachodzie, towarem deficytowym. My pokazaliśmy światu, że kiedy któremuś z europejskich narodów dzieje się krzywda, nie wolno stać obojętnie. Z boku.
Pokazujemy, w tym sondażu, że jest coś takiego jak elementarna sprawiedliwość, która się nie dewaluuje. Nie podlega też koniunkturalnym wahaniom. Należy mieć tylko nadzieje, że po rychłym zakończeniu wojny, zostanie Rosji wymierzona.
Artykuł pierwotnie opublikowano na Belsat.eu
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz