Przywykliśmy wyobrażać sobie politykę jako prostą linię: lewica po jednej stronie, prawica po drugiej. Tymczasem coraz częściej przypomina ona wstęgę Möbiusa. Idąc konsekwentnie ku jednej skrajności, można nawet nie zauważyć chwili, w której znalazło się po stronie pozornego przeciwnika.

Ile bowiem lewicowości jest w przekazie Grzegorza Brauna i jego pobratymców?

Nieufność wobec banków, korporacji i „globalnego kapitału”. Przekonanie, że demokratyczne instytucje są tylko fasadą skrywającą władzę tajemniczych elit. Antyamerykanizm, niechęć do NATO i Unii Europejskiej, protekcjonizm gospodarczy oraz wiara, że pluralizm jest słabością, a państwo potrzebuje wielkiego „oczyszczenia”.

Lewica mówiła kiedyś o burżuazji, imperialistach i międzynarodowym kapitale. Skrajna prawica mówi dziś o globalistach, banksterach, Brukseli i „układzie”. Zmieniają się dekoracje i wskazywani winowajcy, lecz konstrukcja opowieści pozostaje podobna: lud jest dobry, elity zdradzieckie, instytucje skorumpowane, a skomplikowane procesy społeczne najlepiej wyjaśnia spisek.

Najbardziej interesujące jest jednak miejsce Rosji w tej układance. Braunowcy niemal otwarcie nawołują dziś do nowego resetu. W listopadzie 2025 roku Braun i posłowie jego ugrupowania napisali nawet do Siergieja Ławrowa, deklarując potrzebę „deeskalacji i normalizacji” stosunków z Rosją – jakby problemem była polska nieufność, a nie rosyjska agresja, dywersja i imperialna polityka.

Nie jest to w polskim ruchu narodowym zupełna nowość. Bolesław Piasecki – przed wojną przywódca ONR-Falangi – po wojnie uznał porozumienie ze Stalinem za drogę do zachowania wpływów. Stanął na czele koncesjonowanego przez komunistów PAX-u, wykorzystywanego między innymi do osłabiania niezależności Kościoła. Wraz z nim miejsce w systemie znaleźli inni ludzie wywodzący się z przedwojennej prawicy narodowej: Zygmunt Przetakiewicz, Jan Dobraczyński czy Ryszard Reiff. Ich postaw nie należy oczywiście utożsamiać – Reiff w 1981 roku jako jedyny członek Rady Państwa sprzeciwił się dekretowi o stanie wojennym – ale sam mechanizm pozostaje znamienny.

Dzisiaj polityczną wstęgę Möbiusa przemierza również Leszek Miller. Dawny sekretarz Komitetu Centralnego PZPR, późniejszy przewodniczący SLD i premier rządu lewicy zdobywa popularność wśród części narodowej prawicy swoją walką z „banderyzmem”. Sam podkreśla, że nie jest antyukraiński, lecz antybanderowski, jednak jego coraz ostrzejszy język znakomicie trafia do publiczności Brauna. Do tego stopnia, że Braun przedstawiał Millera jako potencjalnego „ambasadora sprawy polskiej”.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych przywódców polskiej lewicy staje się więc autorytetem środowiska narodowo-katolickiej prawicy. Trudno o bardziej efektowny dowód na istnienie politycznej wstęgi Möbiusa.

Skrajności nie spotykają się dlatego, że przestają się różnić. Spotykają się, ponieważ zaczynają używać podobnych narzędzi: spisku zamiast analizy, zdrady zamiast konfliktu interesów, wodza zamiast instytucji i politycznego zbawienia zamiast mozolnego rządzenia.

A na końcu tej wstęgi zaskakująco często czeka Moskwa.

#Polityka #GrzegorzBraun #LeszekMiller #Rosja #Historia #Skrajności #BolesławPiasecki #PAX

Autor: dr Adam Stolarz
Ekspert ds wyceny przedsiębiorstw. Doktor nauk o bezpieczeństwie. Poszukiwacz genu innowacyjności w polskiej gospodarce obecnie i w przeszłości.