Na półmetku tegorocznego lata miało miejsce kilka ważnych wydarzeń, zarówno w kraju i na świecie i oto wybrane przeze mnie sprawy.

Na początek odejście z PiS Jana Krzysztofa Ardanowskiego i jego polityczne plany, o których wypowiedział się w wywiadzie wideo dla Tygodnika Bydgoskiego, a rozmowę przeprowadził Michał Jędryka i obejrzałem to z wielkim zainteresowaniem. Gdy pisałem o wyborach prezydenckich 2025 stawiałem tezę, że Jan Krzysztof Ardanowski byłby najlepszym kandydatem z PiS, a tymczasem może być jeszcze lepiej, bo w obecnym stanie rzeczy zarówno powinien rozważyć start w wyborach jako kandydat strony społecznej, a prawica też powinna to przemyśleć.

Wśród byłych członków PiS to jedyna osoba, której może udać się utworzenie nowego bytu politycznego jednoczącego środowiska prawicy nie pisowskiej. Powinien być to też ruch życzliwie odnoszący się do Konfederacji.

PiS na razie nie wskazuje nikogo, ale osobiście uważam, że tymi, którzy mogą zdobyć większe poparcie i sympatię są Beata Szydło i Patryk Jaki.

Co się tyczy Konfederacji póki co trudno wskazać, czy powinni wystawić kogoś swojego np. Krzysztofa Bosaka, czy też włączyć się w ten szerszy koncept wyłonienia społecznego kandydata prawicy.

Kolejny temat wybory w Wielkiej Brytanii i ich wynik.
Konserwatyści uczynili bardzo wiele, by utracić władzę, natomiast rozczarowanie obecną opcją może pojawić się tam bardzo szybko, zważywszy choćby na obecne protesty uliczne i podejście do demonstrantów. Jedno, co może być jakimś pocieszeniem to fakt, że Wielka Brytania ma ordynację większościową jednomandatowe okręgi wyborcze i inne funkcjonowanie partii politycznych, niż w Europie kontynentalnej, mianowicie tam po porażce zmienia się lider opcji pokonanej, więc tak stanie się u Konserwatystów, pytanie tylko, czy znajdzie się ktoś zdolny wykonać niezbędną pracę przez kolejne lata, by odbudować pozycję Torysów i przejąć władzę w kolejnej kadencji.

Wreszcie trzeci nośny temat w obecnym czasie nagonka salonu na prof. Jerzego Bralczyka. Ten cały hejt to przejaw bambinizmu, a z drugiej strony ciekawe, czy prof. Bralczyk zdawał sobie sprawę, że mówiąc to, co jest oczywiste dla każdego wolnego od bambinizmu w jakimkolwiek medium salonu tak bardzo podpadnie tamtej stronie, która dotąd raczej go akceptowała, a przynajmniej nigdy nie wyrażała jakiejkolwiek niechęci.