Wróciłem godzinę temu do Polski i w sprawie mojego wczorajszego wpisu o prowokacji Stanowskiego chciałbym jeszcze coś dodać.
Nie odwołuję niczego, co napisałem (czytaj tutaj). Tak, wiem już teraz, że Stanowski zrobił prowokację.
Wyuczona zawodowa ostrożność kazała mi wczoraj napisać „Jeżeli to nagranie jest prawdziwe…”. Nie miałem wszak odniesienia się przez drugą stronę do tego nagrania. A było ono bardzo sugestywne i wiele osób dało się na nie nabrać. Okazało się, że warto było nauki adwokackie przyswajać.
Zauważyć trzeba, że osoby, które potraktowały serio to nagranie generalnie uderzyły w Stanowskiego ciesząc się z wpadki (ci, co go nie lubią) lub martwiąc się, że to się „prawicy” przydarzyło.
Miroslaw Popkowski zarzucił mi, że robię sobie”dupokrytkę” z tych słów o prawdziwości nagrania. Proszę jednak zauważyć, że ja wykorzystałem tę sytuację nie po to, żeby w Stanowskiego uderzyć, tylko, żeby uderzyć w to, co zaczyna się dziać z dziennikarstwem jako takim.
„(…) nie chodzi mi o to, że Stanowski nie chce atakować Ziobry. Inny dziennikarz nie będzie chciał atakować innego polityka – wszyscy dostali od nich kasę i mamy Orwella 2024.” – napisałem. I dalej nie było już o Stanowiskom jako takim, tylko właśnie o dziennikarstwie.
Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że dziennikarze są coraz słabsi merytorycznie i coraz słabiej znają się na tematach, które przedstawiają publiczności, nadrabiają za to ideologicznym zaangażowaniem.
Gwiazdą mediów i medioznawcą oczywiście nie jestem, ale zdarzyło mi się udzielić kilku wypowiedzi do telewizji i wywiadu do gazety. Brałem też udział w kilku programach telewizyjnych.
Na początku się trochę bałem – a jak zadadzą pytanie, na które powinienem znać odpowiedź a nie będę znał? Starałem się więc do tych „występów” przygotować.
Jednak od pierwszego razu się rozczarowałem. Żaden, z dziennikarzy nie miał pojęcia o tematyce tego wywiadu. Nie to się liczyło, tylko teza. Ci ludzie w ogóle nie byli przygotowani do zadawania mi pytań i nawet mnie pytali o co mają mnie pytać.
To nie są ludzie, którzy dzisiaj szukaliby jakiejkolwiek prawdy, rzadko się specjalizują. Nie budzi ich żenady zadanie pytania prokuratorowi, kiedy ten złoży „pozew” w sprawie karnej. Oni nie rozróżniają co to pozew a co akt oskarżenia. Dziś robią „setkę” o sprawie karnej, jutro – o wpływie monsunu na rozmnażanie się kaczek w powiecie krasnostawskim.
Dlatego nie trudno było uwierzyć, że taka sytuacja mogła mieć miejsce. I nie tylko mnie – sporo ludzi niezwiązanych z tym zawodem w to uwierzyło. Także ci z „prawej strony”.
Pytanie dlaczego? Bo są „głupi”?
I na koniec:
Często, jako pełnomocnik słyszę powątpiewania ludzi co do etyki adwokackiej. Pojawiają się wypowiedzi, że dany adwokat „wziął od drugiej strony” i celowo przegrał sprawę. Uważam te oskarżenia za niesprawiedliwe i po prostu w nie nie wierzę. Teoretycznie jest to możliwe, ale w praktyce po pierwsze bardzo trudne, po drugie – nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Ciekawi mnie jaka byłaby reakcja publiczności, gdybym tak z mojej kancelarii nagrał film, w którym mówię, że dostałem łapówkę od drugiej strony.
Ilu by ludzi w to uwierzyło?
A czy później, kiedy bym ujawnił swój „prank” – czy zyskałbym na wiarygodności?
Zostaw komentarz