Już w ten weekend przekonamy się, czy Augustyn Ormanty, burmistrz Kalwarii Zebrzydowskiej dotrzyma słowa i nie storpeduje Festiwalu Kalwaryjskiego Ogórka, którego pomysłodawcą jest jego polityczny przeciwnik Tomasz Baluś, a formalnie jego podwładny.

W mieście huczy od plotek. Tak jak wówczas gdy przed laty burmistrz Ormanty zatrudnił w urzędzie swojego adwersarza. Obaj panowie nigdy nie pałali do siebie miłością. Spotkali się nawet na sali sądowej gdy Tomasz Baluś będący administratorem i właścicielem lokalnego portalu nasza kalwaria został pozwany przez burmistrza o naruszenie dóbr osobistych. Włodarz Kalwarii Zebrzydowskiej domagał się wówczas (w 2009 roku, przyp. redakcji) usunięcia kilkunastu komentarzy internautów zamieszczonych pod informacjami podawanymi przez ten portal.
Trudno się burmistrzowi dziwić, gdyż nazwanie powoda „baranem” czy „debilem” oraz zarzucenie mu prywaty w tym rzekome umorzenie podatku żonie „naruszyło bezspornie jego dobra osobiste, w szczególności cześć” – napisał w pozwie pełnomocnik burmistrza.
Augustyn Ormanty proces przerżnął. Sąd orzekł, że administrator strony internetowej nie może odpowiadać za komentarze, których nie jest autorem. Zaś powód, który od dwudziestu lat zajmuje się działalnością publiczną, powinien wiedzieć, że podejmując się jej, naraża się na krytykę, na ostre nawet oceny dotyczące jego pracy.
Zwycięstwo uskrzydliło redaktora Balusia, który wraz z grupą mieszkańców między innymi Jerzym Rojkiem i Rafałem Łęczyńskiem założył Inicjatywę §18. Społecznicy domagali się wówczas, aby właśnie do wspomnianego paragrafu dopisać pkt. 6 „wolne wnioski i interpelacje mieszkańców”. W ten sposób czas na wystąpienia mieszkańców byłby stałym i obligatoryjnym punktem każdego posiedzenia rady miasta. W Kalwarii Zebrzydowskiej jeszcze do niedawna potrzebna była do tego zgoda i głosowanie radnych. – Prowadziło to do kuriozalnych sytuacji, a i z uzyskaniem zgody czasem bywał problem – mówi Tomasz Baluś.
Można powiedzieć, że Tomasz Baluś był wrzodem na tyłku lokalnego samorządu. Do czasu. Oto bowiem zupełnie niespodziewanie burmistrz zatrudnił go w UM w Kalwarii Zebrzydowskiej. Od tego czasu redaktor naczelny Naszej Kalwarii, zatrudniony w wydziale promocji magistratu dbał o wizerunek burmistrza Ormantego, jak o swój własny. W ten sposób działający pod szyldem niezależnego info portalu produkt medialny Balusia stał się stroną internetową taką jak inne w powiecie żyjące z tego co skapnie z pańskiego stołu.
Powiedzmy tylko, że w 2022 roku gmina Kalwaria Zebrzydowska zawarła umowę na publikację materiałów informacyjnych z redaktorem naczelnym portalu Kalwaria24, co kosztowało podatnika 17589 zł (nie wiadomo czy to kwota netto, czy brutto). Z kolei za publikacje „materiałów informacyjnych” portale Wadowice24 i WadowiceOnline zarobiły po 7380 zł.
Dlatego dużym zaskoczeniem była informacja, że żyjący jak pączek w maśle Tomasz Baluś, zarabiający na rękę 4000 tysiące złotych, pracownik referatu Działalności Gospodarczej i Promocji, poprosił o rozwiązanie umowy o pracę i udał się na urlop.
– Prosiłem go, żeby to jeszcze przemyślał. Oferowałem mu nawet podwyżkę o 1500 zł – wyznał nam burmistrz Augustyn Ormanty.
Na nic jednak zdały się błagania burmistrza — Burmistrz wyczerpał mój kredyt zaufania do podejmowanych przez siebie decyzji i działań politycznych, jednak co najważniejsze wyczerpał mój kredyt zaufania jako człowiek i to przeważyło w podjętej przeze mnie decyzji — mówi Tomasz Baluś.
W tle są także polityczne wybory. Dr hab. inż. Augustyn Ormanty to zwolennik PSL, który do władzy doszedł w maju 1982 roku kiedy to został nominowany przez wojewodę bielskiego, na stanowisko Zastępcy Naczelnika Miasta i Gminy Kalwaria Zebrzydowska. Funkcję tę pełnił przez dwie kadencje. W 1990 roku został burmistrzem miasta, aż do przegranych wyborów w 2010 roku. Na fotel powrócił cztery lata później. Z kolei Tomaszowi Balusiowi prezesowi Stowarzyszenia im. Św. Jana Pawła II Patrona Miasta Kalwarii Zebrzydowskiej, bliżej do Konfederacji, i chociaż zarzeka się on, że nie myśli o wyborach parlamentarnych ani samorządowych, to nie można wykluczyć, że poznawszy słabe strony swego niedawnego pryncypała, zdecyduje się jednak kandydować na stanowisko burmistrza rodzinnej gminy.
Nadal jednak do czasu wygaśnięcia umowy o pracę pozostaje formalnie pracownikiem urzędu gminy, a nawet jak umowa o pracę wygaśnie to i tak może go dopaść zemsta burmistrza, jak gniew Putina dosięgnął wagnerowca Prigożyna. Oto bowiem burmistrz jest oficerem rezerwy Wojska Polskiego w stopniu podpułkownika i może teraz Balusia obuć w kamasze. A już na pewno może mu zepsuć ogórkową imprezę.
Autor: Robert Szkutnik
Zostaw komentarz