Być może już w tym tygodniu Unia Europejska ogłosi swoją pozytywną decyzję w sprawie przyznania Ukrainie statusu kandydata do członkowstwa. To historyczny dzień dla tego państwa bo oznacza on definitywne zerwanie z „ruskim mirem” i pierwszy krok na drodze ku pełnemu członkowstwu w europejskiej rodzinie.

Już jako rzecznik prasowy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego wielokrotnie powtarzałem stanowisko polskich, ówczesnych władz, że „Polska jest adwokatem Ukrainy w sprawie jej członkostwa w UE”. I od tej pory, na szczęście, nic w tej kwestii się nie zmieniło bo obecny polski rząd je podziela. Leży to bowiem w interesie zarówno Polski jak i Unii Europejskiej. Ukraina w gronie państw członkowskich wspólnoty europejskiej oznacza bowiem dla obydwu większą stabilność i bezpieczeństwo oraz transparentność ukraińskich instytucji. To prawda, że nadanie Ukrainie statusu kandydata może być przez niektórych odbierane jako zadośćuczynienie Zachodu za ignorowanie, przez długie lata, niebezpieczeństwa ze strony Rosji, którego skutkiem jest obecna wojna. Dramatyczna i dla Ukrainy wyniszczająca. Swego rodzaju „nagroda” za to, że Ukraińcy tak dzielnie sobie radzą z rosyjskim agresorem. Być może, takie pobudki też kierowały Komisją Europejską kiedy dawała „zielone światło” w tej sprawie. Trudno czasami oddzielić motywy racjonalne od tych emocjonalnych. Jedno jest pewne, to będzie spełnienie aspiracji ukraińskiego społeczeństwa, które dało im wyraz podczas rewolucji na kijowskim Majdanie sprzeciwiając się Janukiewiczowi. I daje dziś, walcząc „za waszą i naszą wolność” co każdego dnia podkreśla prezydent Zełenski i o czym świadczą doniesienia z frontu. Patrząc racjonalnie, pełne członkowstwo Ukrainy w UE jest korzystne przede wszystkim dla Polski. Z wielu podwodów. Potencjał gospodarczy Ukrainy nie był przed wojną w pełni wykorzystywany. Kiedy, po jej zakończeniu, zostanie członkiem Polska mogłaby jej w tym pomóc i na tym jeszcze skorzystać inwestując w ukraińską gospodarkę na wiele sposobów. Dostarczając know how. Tworząc inwestycje typu” green field” oraz dzieląc się doświadczeniami w budowie transparentnych instytucji państwowych oraz społeczeństwa obywatelskiego. W pomocy zamienić przysłowiowe „ topory na lemiesze „. Z pożytkiem dla całej Unii Europejskiej.  

Oczywiście, najpierw musi zakończyć się wojna by ukraiński rząd mógł sprawować kontrolę nad całym terytorium państwa. Trudno dziś przewidzieć kiedy to się stanie. Potem, bez taryfy ulgowej, Ukraina musiałby spełnić wiele kryteriów stawianych przez UE państwom kandydującym. Zlikwidować korupcję, stworzyć bezstronny i niezależny system sądowniczy, dopasować gospodarkę do unijnych standardów itp. Nie będzie to łatwe, ale znając determinację Ukraińców w obronie swej suwerenności wierzę, że i na tym polu dadzą sobie radę. Na pomoc Polski, swego dotychczasowego adwokata, zawsze może liczyć. 

Artykuł pierwotnie opublikowano na Belsat.eu 

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl