Polityczny spór o majowe wybory prezydenckie w Polsce dochodzi do zenitu. Politycy opozycji używają argumentów rodem z bajek o mchu i paproci. Doszliśmy do muru, który niebawem runie jak domek z kart? Komu to służy i jak się ma do codziennego funkcjonowania państwa w czasie pandemii? Z jakiego powodu parlamentarzyści nie protestują? Sądy przecież zasypują prawników i strony postępowań sądowych pismami z zawitymi terminami z koniecznością odpowiadania listownego. Wybory pocztowe są jednak zagrożeniem dla zdrowia i życia? Kto zatem zapłaci prawnikom za działania sądowe, które noszą wg tej filozofii znamiona czynu karalnego?
Wybory prezydenckie w Polsce muszą się odbyć. – „Co do wyborów, można mieć wątpliwości co do trybu ich organizowania, zmian ordynacji itp., choć opozycja trochę nie zostawia wyboru. Nic nie robić, to od sierpnia będą twierdzić, że prezydent jest nielegalny. Zmienić konstytucję i przedłużyć kadencję o dwa lata nie chcą. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego to konieczność płacenia przez państwo gigantycznych odszkodowań” – podkreśla adwokat dr Monika Strus-Wołos.
COVID-19 choroba czy już stan umysłu? – „W Polsce tyle się mówi o tym rzekomym zagrożeniu epidemiologicznym. Otóż na początku marca byłam w Alpach, gdy jeszcze w Polsce nie było żadnych rządowych obostrzeń” – wspomina prawniczka. – „Kto pierwszy przestał pracować?” – pyta mecenas. – „Otóż nasze „odważne” sądy” – wyjaśnia dr Strus-Wołos i dodaje: „Codziennie odbierałam po kilka maili o odwołaniu rozpraw a nawet ogłoszeń wyroków. Sędziowie pierwsi zatroszczyli się o swoje bezpieczeństwo. Ale tylko o swoje. Poodwoływali rozprawy, więc mieli kupę czasu na nadrabianie zaległości. Kazali personelowi przychodzić do pracy i masowo wypychali do adwokatów uzasadnienia i inną korespondencję z zarządzeniami wymagającymi odpowiedzi w zakreślonych terminach”.
Sąd nie widzi zagrożenia epidemiologicznego? – „Korespondencja zaczęła lawinowo spływać do adwokatów w okresie największych obostrzeń. W grupach prawniczych niektórzy koledzy wrzucali fotki, że ktoś jednego dnia dostał kilkadziesiąt przesyłek, a rekordzista nawet sto. To wszystko idzie poleconymi, więc adwokat najpierw musiał iść na pocztę po odbiór (na dodatek niektóre poczty wprowadziły ograniczenia liczby przesyłek na 1 osobę), a potem zrobić parę kursów, aby ponadawać pisma wykonujące zarządzenia sądów” – przypomina kuriozalną sytuację kobieta z palestry.
Parlamentarzyści nabrali wody w usta i milczeli. – „I co? Któryś z posłów opozycji protestował publicznie, że to niebezpieczne? Że sądy dbają o swoją robotę narażając innych? Co więcej, choć niektórzy prezesi ostatecznie wydali zarządzenia wstrzymujące wysyłki, ale też nie wszystkie, bo sprawy pilne nadal idą, to już zostały te zarządzenia pouchylane. Więc jeśli wirus naprawdę ima się kopert, to co mają powiedzieć prawnicy i strony postępowań sądowych? O tym nikt nie mówi” stwierdza stanowczo zbulwersowana sytuacją prawniczka.
Prosili o tymczasowy tryb elektroniczny na czas pandemii. – „Do prezes SO w Radomiu nasz dziekan napisał pismo, zresztą za moją podpowiedzią, aby umożliwiła przejściowo wnoszenie pism mailami, jak zrobili to prezesi w Warszawie i Poznaniu. Odpowiedź była odmowna. Bo to dla Wysokiego Sądu za wielka fatyga drukować pisma z maila. Szkoda gadać” kończy naszą rozmowę dr nauk prawnych Monika Strus-Wołos adwokat, która w latach 2007-2013 była członkiem Naczelnej Rady Aadwokackiej.
Zostaw komentarz