Z ostrą krytyką spotkała się zapowiedź spektaklu „ Śmierć i dziewczyna” na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Teksty autorki Elfride Jelinek znane są z dosadnego, wulgarnego języka. Austriacka pisarka kocha opisy perwersyjnej erotyki, sianie wrogości wobec katolicyzmu.

Twórczością pisarki zafascynowana jest Ewelina Marciniak, młoda reżyserka, Absolwentka europeistyki i dramatologii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz reżyserii dramatu na PWST w Krakowie. Pani Marciniak cieszy się popularnością w środowisku artystycznym. Spektakle w Jej reżyserii podobno zaskakują.

Nie moja to bajka, nie przekonuje się do tego rodzaju przekazu od zawsze.

Milsza sercu jest bajka o „ Koziołku Matołku” dajmy na to.

Uważam, że twórczość wymyka się spod kontroli, coraz śmielej promuje się zjawiska nasycone zwyczajnym szambem. Seks na żywo wcale nie w burdelu, a na scenie Teatru Polskiego utrzymującego się z publicznych pieniędzy musiał spotkać się z krytyką, stanowczym NIE, co było do przewidzenia po zapowiedziach premiery tejże „sztuki”.

Pikanterii otoczki wokół „wydarzenia” dodał Dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu Krzysztof Mieszkowski. Z uporem bronił formy przekazu odpychając krytykę bynajmniej nie w sposób elegancki.

„Nie zgadzam się na powrót peerelowskiego totalitaryzmu, cenzurę”- stwierdził.

Prośbę Ministra Kultury i Sztuki prof Glińskiego, aby spektakl w tym miejscu się nie odbył przyrównał Pan Mieszkowski do dyktatury panującej przed rokiem 1980, skandalem, który nie przejdzie bez echa w całej Europie.

Panie Mieczkowski, pyta się skromna osoba z populacji tych, którzy takich wyuzdanych, chamskich treści nie pojmuje, – dlaczego do owej sceny kopulacji na żywo nie znalazł Pan artystów ze sceny rodzimej? Wstydzili się, – czego? – udziału w wielkim wydarzeniu artystycznym? Gdyby tak było, casting do spektaklu trwałby sporo czasu.

Jeżeli dostrzega Pan fenomen w promowaniu wybitnej twórczości, artystami nazywa ludzi, którzy zapewne żadnego tekstu nie wypowiedzieli, ich rola odnosiła się tylko do odbycia aktu płciowego przed publiką, to gubię się proszę Pana, czym jest dzisiejsza sztuka.

Promowanie ludzi z porno biznesu pozyskanych z Czechosłowacji, obrona swoich racji przywołując totalitaryzm, dyktat, który według Pana sprzeciwia się wolności twórców – przegina Pan jak nic.

Pan się cieszy, bo brawo bili wewnątrz obiektu tzw. widzowie. Przed obiektem grupa protestująca została rozdzielana przez Policję, kilka osób zatrzymano.

Wesoło Panu?- SUKCES, czy porażka moralna dajmy na to…

Nie oczekuję odpowiedzi. Odszukam tylko chwili, kiedy składał Pan przysięgę Posła w budynku Sejmu RP.

Jeżeli zakończył Pan słowami „ Tak mi dopomóż Bóg”, to ja proszę, niech Pan zrobi replikę do tej ważnej obietnicy złożonej przed całym Narodem.

Można szokować w wieloraki sposób. Zazwyczaj z oryginalnym pomysłem wyskakuje z tłumu celebryta, który odczuwa niedosyt publikowania na jego temat. Po „dobrych ziołach” zakropionych nalewką dojrzewa pomysł zaskoczenia środowiska czynem, który wzbudzi dyskusję, ostrą krytykę.

Czas jakiś temu jedna z Pań postanowiła w samą Wigilię Świąt Bożego Narodzenia dokonać aborcji. Obwieściła swój błogosławiony stan bez grama radości. Stwierdziła, że do niej należy ciało, nowe życie, które poczęło się zapewne bez uczucia i ona ma „kaprys” usunięcia ciąży w dniu, kiedy Polacy będą świętowali pamiątkę narodzin Jezusa. Osiągnęła swój cel. Próżna, pusta jak bęben niewiasta została obrzucona krytyką.

Osobiście uważam, że takie osoby zdrowe psychicznie nie są. Masochizm, to zaburzenie, odczuwanie przyjemności między innymi przez poniżenie, szeroką krytykę.

„Artysta może używać każdych dostępnych narzędzi”, twierdzi Pan Machowski, „ma prawo zajmować się pornografią, która w przestrzeni publicznej, ogólnodostępnej, jest obecna dzięki politykom właśnie”.

Pornografia jest sztuką?- nie wiedziałam. Byłam przekonana, że zbytnie zainteresowanie, to dewiacja jakaś.

Sumując, w tym spektaklu nie użyto narzędzi, a organy płciowe okazane w przestrzeni publicznej.

Brawo Panie Machowski, brawo młoda reżyserko. Cel osiągnięty, Naród podzielony.

Zdecydowanie opowiadam się przeciw takim eksperymentom emocjonalnym w miejscach, gdzie pada nazwa Teatr Polski. Twórzcie, nakręcajcie się w obiektach z czerwonymi firankami . One mają swoją nazwę – DOMY PUBLICZNE , jakoś tak.

Przeczytam sobie „ Małego Księcia”…, który jest ciągle żywym dziełem.