Prawica zaraz przerżnie walkę medialną związaną z sytuacją powodziową, bo znowu dmie balon do imentu.
Nie – nie jest tak, że rząd „dał dupy na całej linii”. Nie jest tak, że „państwa nie ma”.
Są różne braki i popełniono pewne błędy, ale tak to jest w sytuacji kryzysowej.
Prawica powinna skupić się na tym, co ważne:
– Na „usypiających” enuncjacjach Tuska, że „nie będzie tak źle”. To był gruby błąd premiera i należy go uwypuklać. Zaważył na życiu ludzi.
– Na tym, że obecnie rządzący od lat wpisywali się w narrację ekologów, że zbiorniki przeciwpowodziowe są zbyteczne i szkodzą przyrodzie.
– Na podkreślaniu tego, że Wojska Terytorialne okazały po raz kolejny stanęły na wysokości zadania a wybudowane zbiorniki przeciwpowodziowe wykazały swoją przydatność.
– Na wykazywaniu uchybień, jak chociażby w przypadku Długopola-Zdroju, które zostało zalane, gdyż przez kilka dni nie było pracowników na zbiorniku retencyjnym Roztoka.
Ale dęcie balona, że „wszystko jest źle” obróci się przeciw prawicy, bo wcale nie jest tak, że wszystko jest źle. Źle jest tu i tam, ale wcale nie wszędzie.
Trudno bowiem oczekiwać od rządu KO, żeby przez pół roku dokonał inspekcji wszystkich obiektów hydrotechnicznych w Polsce.
Trudno oczekiwać od rządu KO, żeby był w stanie skorygować lata błędnych decyzji lokalizacyjnych, które stoją za rozwojem osadnictwa na terenach powodziowych.
Bardzo życzyłbym sobie, żeby prawica była w stanie zachować się racjonalnie i skupiła się na sprawach naprawdę ważnych. A taką sprawą jest znalezienie miary między potrzebami państwa a wymogami ochrony przyrody. Prawica powinna szukać kontaktu z racjonalnymi środowiskami wśród przyrodników i starać się wypracować z nimi jakiś konsensus.
Nie da się prowadzić sensownej polityki będąc stale „jedynym mądrym”. Trzeba otaczać się przedstawicielami różnych środowisk, którzy wspierają dany pogląd. I nie można ich „pakietować”, czyli stawiać w sytuacji, że ich pogląd w konkretnej sprawie oznacza wsparcie dla całego programu politycznego. Może być tak, że te same osoby, które stoją na stanowisku, że należy budować zbiorniki przeciwpowodziowe wcale nie są zwolennikami głębokiej regulacji rzek. Tak nawet będzie w przypadku większość znanych mi przyrodników. Nie powinno to jednak dawać powodu do ich wykluczania. Wręcz przeciwnie – należy utrzymywać jak najszersze kontakty z tymi ludźmi i szukać ich poparcia dla konkretnych inicjatyw. Jest to normalny pragmatyzm polityczny, który stawiam w kontrze wobec głębokiego zideologizowania.
Prawica potrzebuje otwarcia na różne środowiska. Potrzebuje normalnych kontaków z ludźmi różnych zawodów. I musi nauczyć się ich wysłuchować, bo nie jest tak, że oni wszyscy jak jednen mąż głupoty pierdolą.
Mając takie zaplecze, prawica będzie w stanie wyjść poza ogólniki, poza „blokowość” i argumentować bardziej precyzyjnie – dokładnie tam, gdzie ma rację.
Walenie „na odlew” jest złą strategią. Rozprasza siły i sprawia, że ostatecznie niczego się nie osiąga.
Dobrze być idealistą. Tylko że to dzięki tym nielicznym zbiornikom, które zdołano wbrew oporowi i wrzaskowi środowisk ekologicznych i przyrodniczych działających ręką w rękę z lewowiberalnymi politykami przeciw tym inwestycjom, zbudować i uruchomić, ograniczyły to co się stało na tyle że regionu i jego mieszkańców nie spłukało Nysą do Odry z powierzchni ziemi. Ci, którzy dziś zasiadają w rządzie doskonale to wiedzą. Ale idą w zaparte, bo kto chciałby wziąć odpowiedzialność, tak samo jak totalnie blokowano te inwestycje, ratujące ludziom choć w części dobytek, tak totalnie nikt nie chce powiedzieć – myśmy to blokowali bo przyroda itp, itd. I wyrzucanie pieniędzy w błoto… No to teraz błoto zalało to co mogło. Czy środowiska które tak działały, po tej tragedii będą skłonne do wycofania się ze swoich stanowisk? A czy one w ogóle mają na uwadze przyrodę i ekologię czy tylko na afiszach? Proszę to zauważyć, gdy ryby zdychały w jeziorze Dzierżoniów sprawę jak się dało wyciszano, twierdząc że już się tym od dawna zajmują a nawet robi się tam eksperyment ekologiczny. Operacja udana, pacjent zmarł. Bo to nie byłoby na rękę. Ale walenie w regulację i udrożnienie ruchu transportu rzecznego na Odrze było na czyją rękę i dla kogo korzystne? Dla przykładu: Ogromny Ren w górnym biegu rzeki, czyli górskim aż po Rheingau i dalej jest uregulowany i jego wylewy, mimo ogromnego ruchu barek są obliczalne, poldery retencyjne przygotowane, powodzie nie zaskakują, zaś w jego biegu jest mnóstwo parków i rezerwatów, nic nikomu nie wadzi, ale tam wolno i się opłaciło?
I nie muszą jak jeden mąż […] bo aktualnie jeden mąż robi to za nich i nawet za meteorologię tak się zabrał że wszystko przewidział choć nie wszystko tak jak „on to rozumie”, podobnie jak i prawo.