Wielokrotnie z racji prowadzonej działalności przyszło mi toczyć spory z największym ubezpieczycielem w kraju, którym jest PZU SA. Widziałam wiele nieprawidłowości w swoim życiu, jednak takiej „samowolki”, braku profesjonalizmu, „graniu” na tzw. zmęczenie przeciwnika, którym jest poszkodowany nie zaakceptuję.

Bulwersuje nade wszystko fakt, iż roszczenia dotyczą ciężko zaburzonego dziecka, które w wyniku błędu medycznego zostało okaleczono już z chwilą przyjścia na świat.

Od stycznia 2015 r. toczę spór z PZU w sprawie uznania zasadności roszczeń z tytułu błędu medycznego, zaniedbań placówki medycznej nad ciężarną kobietą, czego skutkiem było urodzenie niemowlaka w stanie krytycznym. Dziewczynka urodziła się z wieloma zaburzeniami. Bez wątpienia są następstwem braku nadzoru nad rodzącą, co zostało poparte dokumentacją medyczną dostarczoną z udziałem mojej Kancelarii do PZU.

Dziecko przyszło na świat z ciężką zamartwicą, encefalopatią niedotleniowo-niedokrwienną, niewydolnością oddechową, drgawkami, zakwaszeniem organizmu. Dodatkowo pojawiło się wodogłowie wewnętrzne, wodogłowie zewnętrzne, zanik nerwów wzrokowych, padaczka lekoodporna, mózgowe porażenie dziecięce. Cyklicznie organizm ujawnia kolejne zaburzenia.

Julka ma dzisiaj 5 lat. Mama dziewczynki dotarła do mnie z polecenia innej Mamy, której ta sama placówka medyczna identyczny los zgotowała. Wówczas po kilku miesiącach przekonywania PZU uznał roszczenia. Dziecko otrzymało należne świadczenia. Nie korzystała długo z „dobroci” PZU. W wieku 2 lat, w marcu tego roku organizm poddał się, dziewczynka zmarła.

W życiu nie pozwoliłabym sobie na obietnice bez pokrycia, gdybym nie była przekonana o zasadności roszczeń. Pozyskane dokumenty medyczne w pierwszej kolejności skonsultowałam z lekarzem, który jednoznacznie potwierdził, iż stan zdrowia dziecka jest następstwem zaniedbania nad ciężarną przez personel szpitala.

Matka była pod stałą opieką lekarza ginekologa. Ciąża przebiegała poprawnie, płód rozwijał się bardzo dobrze. Kontrolne wyniki badań przez okres 9 miesięcy nie wykazywały żadnych objawów chorobowych kobiety.

Pani Ania trafiła na oddział w 38 tygodniu ciąży z pobolewaniem podbrzusza. Przyjęcie, rutynowe czynności, założenie kartoteki. Karta Położnicza uzupełniona została o wywiad z pacjentką między innymi o przebytych chorobach swoich, w rodzinie. Z zapisu wynikało, że Ania miała resekcję wyrostka robaczkowego, infekcję dróg moczowych, jej matka choruje na serce. Opis odnosił się do ogólnie przebytych chorób w życiu.

Murem, betonem, którego nie mogę rozkruszyć są właśnie te słowa, które przytoczyła Matka w wywiadzie, że przebyła infekcję dróg moczowych.

Pierwsza odmowa ze strony PZU nie zaskoczyła. Praktyka nauczyła mnie, że taki obrót sprawy, choć to nienormalny stan, powszechnie występuje. Drugie pismo, argumenty, decyzja utrzymana w mocy. Poprosiłam o opinię lekarza orzecznika, który sprawę na zlecenie PZU opiniował …i nie dowierzałam w przekaz, uzasadnienie, które przeczytałam. Lekarz nie przytoczył żadnego przeciwdowodu, który miałby znaczenie procesowe.

Opracował opinię na bazie domniemań, przypuszczeń, literatury medycznej z pominięciem tego konkretnego przypadku. PZU w pełni zaakceptowało korzystną dla siebie opinię bez samodzielnego wnikania, że brakuje w niej jednoznacznego dowodu. Ubezpieczyciel ma obowiązek samodzielnie myśleć, zgromadzić materiał dowodowy na tyle obszerny, by nie kompromitować się żenującym wręcz stanowiskiem kierowanym do strony sporu.

Kolejne pisma, skargi przekazywałam na adres Pana Prezesa PZU prosząc o typowanie do likwidacji przedmiotowej szkody osoby z kwalifikacjami, które ocenią materiał poprawnie.

Od stycznia, to jest przez okres pół roku proszę ubezpieczyciela o DOWODY, które odgrywają najważniejsze znaczenie w obiektywnej ocenie sprawy.

PZU nie poczuwa się w żadnej mierze do udzielenia odpowiedzi na wielokrotnie zadawane pytania. Pomija nałożone obowiązki z wielką krzywdą wobec chorego dziecka, Rodziców, którym środki są bardzo potrzebne.

Wobec słów kobiety, która odpowiadała na pytania zadawane w trakcie wywiadu ubezpieczyciel przypisał zaburzenia dziecka do infekcji, która uszkadzała płód w łonie Matki.

PZU odrzuca dowody, iż po przyjęciu do szpitala u kobiety stwierdzono małowodzie. Oddala dokumentację świadczącą o pobycie Anny przez dwie doby pod opieką medyczną, gdzie nie reagowano w odpowiedni sposób na sygnały, że poród trzeba zakończyć cesarskim cięciem.

Poród siłami natury trwał 8, 5 godziny. Przez pięć godzin sączyły się zielone wody płodowe, które powinny zaniepokoić personel, iż jest to oznaka wydalenia smółki przez płód, że przez kolejnych kilka godzin porodu płód zostanie narażony na nieodwracalne zmiany organizmu z uwagi na możliwość niedotlenienia.

PZU odrzuca fakt, że w konsekwencji dziewczynka przyszła na świat w ciężkiej zamartwicy, z podwyższonym PH krwi pępowinowej świadczącym o zakwaszeniu organizmu, oklejona gęstą, zieloną mazią uzyskując 1 pkt. w skali Apgara. Ubezpieczyciel oddala wszystkie dowody poparte dokumentacją medyczną uznając domniemania lekarza orzecznika, jako podstawę odmowy. Uznaje za prawidłowe działanie placówki, która wypisuje pacjentkę po porodzie w godzinach rannych następnego dnia ( poród 30.08.2009 r godz. 19.05 , wypis 31.08. godz. 10.00).

Załączam opinię orzecznika oraz decyzję PZU. Laik zauważy, że w treści lekarz nie przywołuje żadnego dowodu, a snuje swój własny osąd. W taki sposób może rozpatruje się roszczenia w kraju, w którym przepisy prawa nie stanowią istotnego znaczenia w życiu społecznym. W kraju cywilizowanym, należącym do Unii Europejskiej, która również nakazuje respektowanie ogólnie przyjętych przepisów nikt nie ma prawa stać ponad nimi.

o.m. 1o.m.2

Opinia lekarza orzecznika

dec.1d.2

Decyzja z uzasadnieniem z PZU

Dziwne czasy nastały, w których to obywatel nie może uzyskać wiążących informacji w zwyczajnym komunikowaniu się z podmiotami, które nie wiadomo, dlaczego oddalają się od merytorycznej rozmowy.

Z uwagi na fakt, iż moje wielokrotne prośby kierowane przez pół roku na adres PZU nie zostały spełnione, nie otrzymałam dowodu, o który proszę bezskutecznie- kieruję do Prezesa PZU publicznie prośbę o zajęcie stanowiska w sprawie.

PZU SA

Pan Prezes Andrzej Klesyk

 

PUBLICZNE WEZWANIE DO OKAZANIA DOWODU

W SPRAWIE

 (dane przytoczę w korespondencji elektronicznej)

Szanowny Panie Prezesie,

Mając na uwadze dobro dziecka, wobec którego wnoszę o płatność świadczeń proszę o potwierdzenie słuszności oddalenia roszczeń dowodem mającym znaczenie procesowe.

Lekarz orzecznik, który wydał opinię w oparciu o domniemania bez wątpienia nie potwierdził stanowiska dokumentem medycznym, wobec którego mógłby opinię w takiej formie sporządzić. PZU nie poczyniło ze swojej strony żadnych istotnych czynności, aby utwierdzić się w przekonaniu, że  jest ona rzetelna.

Zadaję pytanie – na podstawie, jakiego wyniku medycznego potwierdzającego infekcję dróg moczowych utrzymujecie Państwo swoje stanowisko ?

Dysponujecie od dnia zgłoszenia szkody, od stycznia 2015 r między innymi kartą ciąży, gdzie widnieją dane lekarza, który prowadził poszkodowaną przez okres ciąży od 3 tygodnia do ostatniego badania przeprowadzonego w dniu 24 sierpnia 2009 r, tj. 4 dni przed hospitalizowaniem ciężarnej.

Czy przez okres pół roku toczonego sporu PZU wystąpił do lekarza, który prowadził ciąże mojej Mocodawczyni o potwierdzenie, czy pacjentka w trakcie ciąży przebyła infekcję, jakie diagnozy o tym dowodziły, czy lekarz fakt kiedykolwiek odnotował, wdrożył leczenie?

O ten dowód proszę od pół roku. Do chwili obecnej nie pozyskałam od Was najważniejszego zapisu, na podstawie, którego roszczenia zostają oddalone. Obrana przez PZU linia obrony jest niedopuszczalna, wysoce naganna.

Oświadczam, iż zmuszacie mnie Państwo do upubliczniania spraw, które powinny zostać rozwiązane w normalnym trybie sporu między PZU, a moją Kancelarią.

Z uwagi na brak takiej możliwości będę poddawała medialnej krytyce Wasze działania, które kolidują z przepisami prawa. Będę informowała społeczeństwo o nieprawidłowościach każdorazowo.

Znam doskonale zasady etyki publicysty. Państwo łamiecie prawo pisane, ja będę łamała zasady prawa niepisanego dochodząc słuszności na rzecz najsłabszych, stron poszkodowanych.

Jednocześnie oświadczam, iż na wezwanie biura prawnego reprezentującego PZU dobrowolnie wycofałam jedną z publikacji obrazującej funkcjonowanie PZU.

Obecnie jestem przygotowana na każdy proces wytoczony przeciwko mojej osobie.

Oczekuję na wiążącą informację – okazanie dowodu – WYNIKU Z PRZEPROWADZONEGO BADANIA MATKI, KTÓRY POTWIERDZA INFEKCJĘ DRÓG MOCZOWYCH skutkujących uszkodzeniem płodu.

Podstawa prawna; Art. 6 KC.

Dokument proszę skierować na adres mojej Kancelarii, bądź publicznie. Decyzja należy do ubezpieczyciela.

W przypadku jego braku WZYWAM UBEZPIECZYCIELA do bezzwłocznego przyjęcia odpowiedzialności, płatność należnych świadczeń opisanych w roszczeniach.

Małgorzata Klemczak

 

Powyżej przytoczona sprawa może bez wątpienia posłużyć decydentom do oceny, jakie czynniki mają bezpośredni wpływ na zbędne generowanie kosztów z kapitału ubezpieczycieli.

Nowo powołany Minister Zdrowia prof. Marian Zembala rozpoczął swoją „ służbę” od wielkiego zaskoczenia słowami wypowiedzianymi medialnie, które poruszyły społeczeństwo.

Pierwszy temat dotyczył konieczności podwyższenia składek ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych.

Wskazana przyczyna, to ogromne koszty związane z leczeniem ofiar wypadków drogowych. Szokująca wręcz informacja Ministra, który jeszcze nie zdążył zadomowić się w resorcie.

Pan Minister musi mieć wiedzę, że nie ten czynnik wpływa na generowanie ogromnych kwot z kapitału ubezpieczyciela. Kapitał wypływa w znacznej mierze z niepojętej, przerażającej wręcz działalności firm, które kpią z przepisów prawa. Sprawy trafiają na wokandy sądowe, często swój finał kończą po 3, 4 latach procesu.

Przegrane sprawy, to nałożenie dodatkowych kosztów należnych odsetek zasądzonych w procesie, to opłaty sądowe, biegłych, adwokatów, które wypływają ze wspólnej kasy.

Nie podwyżka ubezpieczenia Panie Ministrze, a lustracja spraw skierowanych do Sądu, przegranych z korzyścią na rzecz poszkodowanych.

Czy w strukturach nadzoru ktokolwiek prowadzi takie statystyki? Czy ekonomiści przeprowadzili poprawną ocenę kosztów, które zostają trwonione z wyłącznej winy podmiotów, gdzie spory powinny znaleźć swój finał bez obciążania Sądów opłacanych również z pieniędzy podatników? To ma swoją nazwę – NIEGOSPODARNOŚĆ podmiotu, za co powinni ponosić konsekwencje.

Właśnie ta swoboda, brak egzekwowania przepisów, brak skutecznych metod ukarania przez organy nadzoru zrodziły potęgę, która stoi ponad prawem.

Zakładając, że powyżej opisana sprawa trafi bezsensownie do Sądu. Roszczenia zostaną zdecydowanie rozszerzone. Sprawa zostanie rozpoznana z korzyścią na rzecz poszkodowanej. Kwota samych odsetek po upływie 1 roku będzie oscylowała w granicach 100.000 zł.

W sposób bardzo prosty można zobowiązać zakłady ubezpieczeń do odprowadzania pewnego % kapitału na specjalny fundusz, który pokryje koszty leczenia ofiar wypadków. Zamiast trwonić środki na z góry przegrane procesy sądowe, przeznaczyć je na szczytny cel.

Sięganie do portfeli Rodaków tylko, dlatego, że molochy ubezpieczeniowe trwonią kapitał, bo mają takie możliwości jest kolejnym przykładem, iż decydenci nie panują nad koordynowaniem różnych obszarów w kraju. Wstyd, to delikatne słowo.