Wybory prezydenckie w 2020 r. kosztowały nas 304 miliony złotych. Przy czym był to łączny koszt wyborów kopertowych niedoszłych do skutku w maju oraz wyborów hybrydowych przeprowadzonych w czerwcu i lipcu.

Wybory w prezydenckie w 2025 r. zostały oszacowane na 552 miliony złotych (tyle środków zabezpieczono w budżecie państwa). O rzeczywistych ostatecznych kosztach dowiemy się pod koniec tego roku.
Dlaczego tak drogo tym razem? Ano dlatego, że utworzono rekordową liczbę komisji obwodowych w kraju i za granicą. Przy czym w wielu przypadkach za granicą do tego celu wynajmowano pomieszczenia poza placówkami dyplomatycznymi.
Dodatkowo podniesiono wynagrodzenia członków komisji.
W I turze łączna liczba komisarzy obwodowych wyniosła 267.261, zaś w drugiej – 266.658, z czego 5.029 za granicą i 25 na statkach. Nadto w obu turach – 308 komisarzy okręgowych.
Znakomita większość członków komisji zarobiła (za obie tury) 875 złotych. Najwięcej otrzymało 6 przewodniczących komisji obwodowych na terenie Szwajcarii – po około 3.465 złotych.
Opisywana wcześniej przeze mnie komisja w Oban w Szkocji, zorganizowana dla 100 wyborców dostała łącznie 14.765 złotych wynagrodzenia.
Sami komisarze ogółem kosztowali nas jakieś 260 milionów złotych. A przecież są jeszcze koszty wynajmu pomieszczeń, przygotowania lokali wyborczych zgodnie z wymogami PKW, monitoringu, ochrony 48-godzinnej (te składniki zwłaszcza w komisjach zagranicznych w lokalach poza placówkami). Dalej koszty druku kart, wykonania pieczęci, etc. etc.

*****
W obu turach przy urnach stawiło się ponad 40,7 miliona wyborców. Przypadki głosowań przez pełnomocnika bądź korespondencyjnie miały wymiar śladowy – łącznie 67 tysięcy i 21 tysięcy.
Oznacza to, że średni koszt jednego głosu w tych wyborach to jakieś 13 złotych 50 groszy.
Z tym, że ceny poszczególnych głosów są bardzo zróżnicowane. Rekordowe liczby głosów w II turze odnotowano w komisji 109 na Politechnice Poznańskiej – 4005, w komisji Rzym II – 3849 i w komisji 9 w szkole Hevelius w Gdańsku – 3290. W tych wszystkich przypadkach pracowały komisje w pełnych 13-osobowych składach.
Ale na drugim biegunie mamy komisję w Świetlicy Szpitalnej w Opolu Lubelskim, gdzie nie stawił się ani jeden wyborca w II turze (podobnie było w I)! W hospicjach, domach opieki czy szpitalach w Głownie, Bytomiu, Barczewie i Elblągu oddano po 1 głosie, zaś w Bydgoszczy – 2 głosy.
Zatem członkowie 5-osobowych komisji, w trakcie swej pracy musieli opuszczać lokal, po to aby pójść zagłosować w innym miejscu! Każda taka komisja (łącznie w obu turach) kosztowała 4.900 złotych.
W II turze aż w 85 komisjach oddano mniej niż 11 głosów, zaś aż w 1684 komisjach – mniej niż 101 głosów!
Średnio na lokal przypadło 654 czynnych wyborców.

*****
Kontrowersyjni politycy wsparci dyżurnymi prawnikami, nieuczciwymi naukowcami i nierzetelnymi dziennikarzami (przy czym dyżurni, nieuczciwi i nierzetelni mają zazwyczaj komunistyczne rodowody) opowiadają dyrdymały o sfałszowanych wyborach. To, że kontrowersyjni sieją zamęt – to juz taka ich zbójecka rola. Żal, że te bajki powtarzają za nimi ludzie z wyższym wykształceniem, a nawet tytułami naukowymi.
A przecież wszystko da się sprawdzić, policzyć – w oparciu o ujawnione dane statystyczne. A gdy czegoś brakuje można drogą mailową skierować zapytania do Krajowego Biura Wyborczego czy rzecznika MSZ. Odpowiadają! I to najcześciej w przeciągu 24 godzin.

*****
W aktualnej narracji kontrowersyjnych, dyżurnych, nieuczciwych i nierzetelnych jest podawany przykład Florydy. Rzekomo w 2000 r. w tymże stanie przeliczono na nowo 26 milionów głosów, oddanych w wyborach prezydenckich.
Faktycznie tych głosów było 5,8 miliona, zaś Sąd Najwyższy USA powstrzymał proces ponownego przeliczania jako niezgodny z Konstytucją. W tle była kwestia naruszenia autorytetu sędziów stanowych.
Dokładnie to samo byłoby w Polsce, gdy nakazać pełne przeliczanie wszystkich głosów oddanych w II turze – naruszono by autorytet 267 tysięcy komisarzy.
I to w sytuacji, gdy członkowie 13 komisji sami zgłosili swe błędy do Sądu Najwyższego. I dlatego właśnie Sąd nakazał ponowne przeliczenie tylko w tych 13 przypadkach. Karol Nawrocki otrzymał tam łącznie 7903 głosy, zaś Rafał Trzaskowski – 5503 głosy. Przy czym błędy są raz na korzyść pierwszego, raz na korzyść z drugiego z kandydatów.

*****
Nakaz przeliczenia wszystkich głosów doprowadziłby do absurdu. O tej procedurze wspominał w 2019 r. sędzia Wiesław Kozielewicz, ówczesny przewodniczący PKW. A rzecz dotyczyła wniosków o ponowne przeliczenie głosów w jednym z okręgów senackich. Należałoby wówczas wezwać wszystkich komisarzy obwodowych z danego okręgu do Sądów Rejonowych i nakazać im otwarcie zaplombowanych worków i policzyć na nowo głosy. Każdemu z komisarzy należałoby wypłacić zwrot za stawiennictwo.
W 2025 r. mielibyśmy do czynienia z wezwaniem ponad 261 tysięcy komisarzy krajowych i ponad 5000 zagranicznych.
Przy czym owym zagranicznym należało zapłacić nie tylko za utracony zarobek, ale także przeloty w obie strony, hotele, wyżywienie. Jeśli przeciętny zwrot dla krajowego wyniósł był 100 złotych, a dla zagranicznego 5.000 złotych – to wówczas koszty samego stawiennictwa wyniosły było około 51,4 miliona. A co z kosztami prowadzenia rozpraw sądowych?
Na dodatek jeszcze w tych wyborach mamy przypadek 15 komisarzy utajnionych – żołnierze wojsk specjalnych na terenie baz wojskowych w Libanie i Iraku. Ciekawe ile by trwała procedura odtajniania i sprowadzenia takich osób do Polski?
Trzeba byłoby też wzywać komisje, w której nie został oddany ani jeden głos, po to aby ta rozpruła worek i stwierdziła, że nie ma tam tego głosu. A tam gdzie był 1 głos – oglądanoby pod lupą, w której kratce postawiono krzyżyk.
Podczas gdy rzetelne badania statytyczne – w oparciu o porównanie wyników I i II tury oraz przepływu głosów kandydatów, którzy odpadli z wyborów wskazują na 30 anomalii w ponad 32 tysiącach komisji. Czyli 1 promil.

*****
Tym zaś, którym się marzy zamiast przeliczania, powtórzenie II tury wyborów (jest taki nowy „trynd” na X) odpowiadam by zajrzeli do Kodeksu Wyborczego. Można powtórzyć tylko całe wybory, a nie głosowanie. Co oznaczałoby wydatek kolejnych ponad 500 milionów, kolejne debaty i kolejne granaty wrzucane do szamba.