Miesiące letnie były dla Bojków zamieszkujących Bieszczady okresem najbardziej wytężonej pracy w polu. Z tego względu letnie obyczaje nie dorównywały bogactwem rytuałów tym kultywowanym zimą czy wiosną. Centralnym świętem tego czasu było jednak wyjątkowe — przesilenie letnie, znane jako Noc Kupały.

Wierzono, że ta noc ma szczególne, magiczne właściwości. Mówiono, że właśnie wtedy diabeł ożywa i przechadza się między ludźmi, dlatego rozpalano ogniska — by odstraszyć złe moce, a jednocześnie przyciągnąć dobre duchy. Ogień symbolizował światło, słońce i odrodzenie. Nic więc dziwnego, że właśnie wtedy przypisywano roślinom — nie tylko uprawnym — nadzwyczajną moc.

Kobiety i dziewczęta zbierały zioła przed wschodem słońca. Po poświęceniu ich w cerkwi lub kościele przechowywały je w domach przez cały rok. Najczęściej zawieszano je przy ikonach — wierzono, że mają siłę zarówno uzdrawiającą, jak i ochronną. Zioła wykorzystywano więc do leczenia, ale także w praktykach magicznych.

Ponieważ obrzędy Kupały miały pogański rodowód i silnie magiczny charakter — oczyszczenie ogniem, wróżby i rytuały miłosne — Kościół nigdy ich oficjalnie nie wspierał. Mimo to, chłopstwo trwało przy swoich tradycjach. W końcu Kościół zrozumiał, że tych praktyk nie da się całkowicie wyplenić, i zamiast je zwalczać, nadał im nowe znaczenia. Z czasem pogańskie wierzenia przeniknęły do ludowej tradycji, przybierając formę przesądów lub rozrywki dla wiejskiej młodzieży.

Najważniejszym elementem obchodów Nocy Kupały były ogniska. Rozpalano je za wsią, aby rozświetliły drogę dobrym duchom, a złe trzymały z dala. Samo rozniecanie ognia miało charakter rytualny. Wykorzystywano do tego stare, drewniane koło z piastą, osadzoną na wcześniej przygotowanym palu wbitym w ziemię. Koło owijano smolną słomą lub mchem nasączonym żywicą. Obracano je szybko i długo, aż tarcie piasty o pal wywoływało ogień. Gdy smoła zajęła się płomieniem, toczono koło od jednego stosu drewna do drugiego, rozpalając kolejne ogniska w zaplanowanej kolejności.

Gdy zapadła noc, a ogniska rozpaliły się na dobre, rozpoczynały się tańce i skoki przez płomienie. Zabawy te, choć bywały niebezpieczne, miały głębokie znaczenie: wypędzały zło, zapewniały zdrowie, płodność i pomyślność. Dym unoszący się z ognisk miał sprowadzić dobrą pogodę na nadchodzące żniwa. W zabawie uczestniczyła cała wieś — od najmłodszych dzieci po starców. Jednak to młodzież czekała na tę noc najbardziej — dla niej Noc Sobótkowa była okazją do poszukiwania miłości.

Dziewczęta plotły wianki z kwiatów, ziół i kolorowych wstążek. Stare kobiety podpowiadały, jakich roślin należy użyć, by wianek miał magiczną moc. Na koniec wplatały w nie świecę lub łuczywo i puszczały je z prądem rzeki. Istotne było, by świeca nie zgasła — gasnące światło wróżyło staropanieństwo. Jeśli zaś wianek utknął w zaroślach lub nie został wyłowiony, znaczyło to, że dziewczyna jeszcze długo nie znajdzie męża.

Chłopcy ukrywali się niżej w nurcie rzeki, wypatrując płynących wianków. Gdy któryś z nich złowił wianek, wracał do wsi i szukał jego właścicielki. Czasami los tak chciał, a czasami… wszystko było wcześniej umówione. Młodzi, którzy mieli się ku sobie, potajemnie ustalali szczegóły przed zabawą, by uniknąć plotek i złośliwości.

Szczęśliwie połączonym parom pozwalano na wspólną, nocną wycieczkę do lasu. I tu pojawiał się inny zwyczaj — poszukiwanie legendarnego kwiatu paproci. Wierzono, że kwitnie tylko raz w roku, tej jednej nocy, i tylko wybrańcy mogą go odnaleźć. Kwiat miał dawać moc poznania przyszłości, szczęścia i bogactwa.

Kobiety, zwłaszcza starsze, wierzyły w moc innych ziół. Przed Nocą Kupały nacierały się wyciągiem z liści nasięźrzału — rośliny zwanej eliksirem młodości. Wierzyły, że dzięki temu znów wzbudzą zainteresowanie swoich mężów. Rytuałowi towarzyszyło zaklęcie:

„Nasięźrzale, nasięźrzale,
rwę cię śmiele, pięścią, palcem,
szóstą dłonią, niech się chłopy
za mną gonią – po stodole, po oborze,
dopomagaj, Panie Boże!”

Kwiat paproci, zwany też Perunowym Kwieciem, miał pochodzić od samego Peruna — Gromowładnego, słowiańskiego boga błyskawic, odpowiednika skandynawskiego Thora. To jego gromy pobudzały ziemię do rodzenia nie tylko zbóż, ale i magicznych roślin.

Z czasem lud zaczynał żartować z tych poszukiwań. Prześmiewcze przyśpiewki opowiadały o tym, że chłopiec, który zabierał dziewczynę do lasu „w poszukiwaniu kwiatu”, najczęściej dostawał coś zupełnie innego — i to właśnie było źródłem szczęścia.

Także woda miała swoje znaczenie w dawnych wierzeniach. Wierzono, że w dzień poprzedzający Noc Kupały nie wolno się kąpać w rzekach, jeziorach ani stawach — to czas, kiedy mityczne i niekoniecznie przyjazne stworzenia mają prawo żerować bez ograniczeń.

Dziś, mimo upływu wieków, święto Kupały nie zatraciło swej pierwotnej siły. Nadal przyciąga, fascynuje i przypomina, że magia wciąż może być blisko — jeśli tylko potrafimy ją dostrzec.

Autor: Jędruś Ciupaga