W ten świąteczny czas przemierzam tą naszą krainę i tak sobie myślę: Mam wrażenie, że stoję kilka kroków obok świata. Nie w środku tłumu. Nie w środku wrzawy. Raczej gdzieś na krawędzi, z boku, z którego lepiej widać kierunek biegu i obecną rzeczywistość.
To nie jest wygodne miejsce. Tam, gdzie stoi tłum, zawsze jest raźniej, cieplej, lepiej. Tam łatwiej znaleźć potwierdzenie, poklepanie po plecach, chóralne „masz rację”, ,,też tak myślimy”. Ale im głośniej krzyczy zbiorowość, tym bardziej mam potrzebę zrobić krok w tył i przyjrzeć się temu wszystkiemu z dystansu, z oddali. Bo tłum rzadko myśli. Tłum reaguje emocjami.
Kiedy czytam dziś słowa José Ortega y Gasset z książki ,,Bunt mas”, uderza mnie jedno: jak bardzo są one aktualne. Ortega pisał o masie, która nie znosi odmienności. O masie, która nie dyskutuje, tylko rozdeptuje. O zbiorowości, która traktuje różnicę zdań jak prowokację. Czy dzisiaj z spolaryzowanej Polsce jest inaczej?Dziś masa nie działa już sama z siebie. Ma swoje pasy transmisyjne. Ma swoje megafony. Codziennie te same emocje pompują wielkie redakcje, studia telewizyjne, komentarze ekspertów od wszystkiego.
Ten sam ton płynie z ekranów TVN-u, z łamów Gazety Wyborczej i z całego mainstreamowego obiegu opinii. I wtedy mechanizm opisany przed laty przez Ortege zaczyna działać niemal automatycznie. Jeśli myślisz inaczej, jeśli nie powtarzasz tych samych zdań, lub często bredni natychmiast stajesz się kimś „innym”. A inność w świecie masy jest podejrzana.
Samodzielnie myślenie jest dla wielu niewygodne- wszak oni mają już ,,wklepane w mózgi” spojrzenie na ten świat. Jeśli patrzysz z boku i opisujesz to, co widzisz, nagle okazuje się, że jesteś „przeciw” ,tylko nie wiadomo czemu.
To bardzo charakterystyczne dla naszych czasów. Motłoch karmiony kłamstwami nie potrzebuje argumentów. Wystarczy im emocja. Wystarczy hasło. Wystarczy wskazać palcem. Resztę zrobi podpuszczony tłum, przez kolejnego guru- idiotę.
Dlatego coraz częściej wybieram miejsce obok. Nie z pogardy dla ludzi, ale z potrzeby zachowania własnego rozumu. Z tej pozycji łatwiej zauważyć, kiedy zbiorowa histeria zaczyna udawać moralność, a propaganda zaczyna udawać prawdę.
Stanie z boku ma swoją cenę. Bywa samotne. Bywa niewygodne. Czasem oznacza milczenie wtedy, gdy inni krzyczą.
Ale ma też jedną przewagę nad byciem w środku tłumu.
Pozwala widzieć.
A w czasach, w których masa – jak pisał Ortega – miażdży wszystko, co indywidualne i odmienne, samo widzenie rzeczy takimi, jakie są, staje się już aktem niezależności.
Zostaw komentarz