Wśród skarg na sądy najczęstsze są te, że sąd był z góry nastawiony. Na każdym dyżurze poselskim słyszę o tym samym – sędzia nie słuchał, krzyczał, przerywał, nie przyjmował wniosków, wyrok był już ukartowany z góry i faktycznie pięć minut po rozprawie sędzia odczytał wyrok już dużo wcześniej napisany. Na to ludzie skarżą się nagminnie.

Mówili o tym na przykład rodzice dziewczynki, która zginęła obok domu, jadąc rowerem potrącona przez samochód. Okoliczności wyraźnie wskazywały na winę kierowcy, próbowali o tym powiedzieć – ale gdzie tam, sąd się niecierpliwił, pohukiwał, no i oczywiście odczytał napisany wcześniej wyrok – kierowca kryształ, dziewczynka zabiła się sama.

I nie chodzi nawet o ten wyrok, tylko o to dojmujące upokorzenie, o przekonanie, że proces był farsą, że wyrok był napisany przed rozprawą. Uważam, że jest z tym prawdziwy problem i że kryzys zaufania do sądów (ufających 25 procent) bierze się głównie z tego właśnie zjawiska – pisania wyroków przed rozprawą.

I na nic bzdurne tłumaczenia, że to co napisane było wcześniej, to tylko projekt, ze pod wpływem rozprawy można go przecież zmienić. Nic z tych rzeczy, a w każdym razie bardzo rzadko. Jak już sędzia sobie coś tam poukłada w głowie i jeszcze to wszystko napisze (albo raczej napisze mu asystent sądowy) – to – jak śpiewał Brassens – nie poradzisz nic, bracie mój…

Oczywiście – Trybunał Konstytucyjny to nie sąd powszechny – tłumaczą bojownicy o wolność i demokrację i bagatelizują sprawę napisania wyroku przed rozprawą. Sędzia Biernat przywołuje trybunalskie regulaminy, gdzie taka praktyka jest usankcjonowana. A mnie się ten regulamin i ta praktyka nie podoba. Uważam, że pisanie wyroków przed rozprawą to jest praktyka demoralizująca i zła. Demoralizująca, bo dająca zły przykład, idący w dół, w całe sądownictwo, że tak można. A tak nie można. Po to jest rozprawa, każda rozprawa, także i ta przed Trybunałem, żeby jej uczestnicy i jej publiczność mieli przekonanie, że tu się coś naprawdę rozstrzyga, że tu się do czegoś przekonuje, że tu się kogoś słucha. A jeśli wyrok jest już od dawna napisany, to to mamy już tylko teatr, w którym aktorzy odgrywają tylko swoją rolę w przedstawieniu ze znanym zakończeniem.

Dla powagi Trybunału, dla szacunku dla całego sądownictwa polskiego i dla zwykłej sprawiedliwości – niech wyroki pisane będą zawsze po rozprawie, nigdy przed. Rozprawa trybunalska czy sądowa to nie konferencja naukowa, na którą szacowni profesorowie przychodzą z napisanym referatem. To rozstrzyganie o losach ludzi, a w przypadku Trybunału także o losach państwa.

Janusz WojciechowskiAutor: Janusz Wojciechowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego z listy Prawa i Sprawiedliwości.