„Pierwszą ofiarą wojny jest prawda” – powiedział po zakończeniu I wojny światowej amerykański polityk Hiram Johnson. W przypadku wojny ukraińsko-rosyjskiej potwierdza się to w całej rozciągłości. Obie strony stosują dezinformację i propagandę w efekcie czego, trudno powiedzieć jaki jest jej faktyczny przebieg, jakie straty w ludziach i sprzęcie.
Kilka dni temu The New York Times opublikował – powołując się na informacje otrzymane z anonimowych źródeł Departamentu Stanu USA – dane dotyczące strat w trwającej od ponad roku wojnie ukraińsko-rosyjskiej. Zdaniem dziennika, Ukraina miałaby stracić ok. dwustu tysięcy żołnierzy (siedemdziesiąt tysięcy zabitych oraz ok. stu dwudziestu tysięcy rannych). Rosja zaś ok, trzystu tysięcy licząc łącznie poległych i rannych. Na informacje dziennika w odniesieniu do strat ukraińskich od razu zareagował Ołeksij Daniłow, sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony określając je nieprawdziwymi.
Nie po raz pierwszy zresztą Kijów reaguje nerwowo na wszelkie, medialne doniesienia rzucające nieco światła na faktyczny przebieg ukraińskiej kontrofensywy oraz liczbę poległych i rannych żołnierzy. Wszystkie, które nie są zgodne z oficjalną linią Kijowa, podkoloryzowaną i nieprawdziwą, są a priori dementowane i potępiane. Dotyczy to również wypowiedzi zachodnich polityków i wojskowych odbiegających od oficjalnej narracji Ukrainy, która ustawiła się w roli cenzora zachodniej opinii publicznej. Psychologicznie jest to zrozumiała postawa, by podtrzymywać wysokie morale swego społeczeństwa, ukraińscy politycy i wojskowi nie podają od początku konfliktu informacji o stratach własnych, jedynie o ogromnych rosyjskich. Nie ma dnia by siły zbrojne Ukrainy nie zamieszczały raportów o stratach agresora. Wszystko po to by podtrzymywać ducha walki i podane w bohaterskim tonie, nie wolnym od podkoloryzowania. Jakie by nie były intencje ukraińskich władz, to jest dezinformacja będąca elementem oficjalnej propagandy Kijowa. Oczywiście, ta rosyjska przebija ją po stokroć. Rosjanie od dawna są mistrzami mącenia wody w stawie. Tak czy owak. przeciętny Kowalski, Schmidt czy Brown jest tą propagandową papką codziennie karmiony bo większość mediów nawet nie czyni żadnego wysiłku by pokazać swoim odbiorcom w miarę przybliżony obraz tej wojny. Powodów przyjęcia takiej postawy jest kilka. Jednym z nich, jest źle rozumiana solidarność z walczącą Ukrainą wyrażająca się w słowach – ” nie będziemy dochodzić prawdy, nie będziemy podważać oficjalnej narracji Kijowa, by nie dawać satysfakcji Ruskim i żywić ich propagandowej machiny”. Postawa szlachetna, ale sprzeczna z zasadami obiektywnego dziennikarstwa. Dziennikarz ma przede wszystkim informować, dochowując należytych starań by dotrzeć do różnych źródeł informacji. Nawet jeśli sympatyzuje z dzielną Ukrainą, to uprawiając dziennikarstwo informacyjne, powinien tę sympatię schować głęboko do kieszeni. By nie powstało wrażanie, że jest pasem transmisyjnym ukraińskich polityków bądź wojskowych. Jest to winien swoim odbiorcom. Zaraz usłyszę, że bardzo trudno uzyskać wiarygodne informacje o faktycznym przebiegu wojny. Tak trudno, ale nie jest to niemożliwe co udowodniły setki dziennikarzy informując opinię publiczną o faktycznym przebiegu wojny w :Wietnamie, Iraku, Afganistanie itp. Nawet jeśli nie podobało się to amerykańskim politykom i często za cenę zdrowia lub życia.
Propaganda, czy to ta „dobra” jak w przypadku Ukrainy, czy „zła” jak w przypadku Rosji, zawsze będzie formą manipulacji opinią publiczną, której celem jest ukształtowanie określonych postaw czy zachowań i nie ma nic wspólnego z zasadami rzetelnego dziennikarstwa informacyjnego.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz