27.11.2016 gościem programu „Dziś wieczorem” prowadzonego przez Michała Adamczyka był wicepremier Piotr Gliński. Zawsze uważałam go za człowieka zrównoważonego z klasą. Niestety podczas wywiadu byłam zniesmaczona jego zachowaniem. Tematem programu było hojnie finansowane z publicznych pieniędzy niektórych stowarzyszeń i fundacji powiązanych z byłą elitą rządzącą, a zwłaszcza tych w których pracują dzieci prominentów.

Pan wicepremier powiedział, by „nie łączyć tego z tym, że ktoś jest czyimś dzieckiem”. Natomiast ja uważam, że to nie przypadek, iż jedne stowarzyszenia i fundacje dostają grosze, a inne miliony. Powiązania rodzinne i poglądy polityczne odgrywają tu zasadniczą rolę.

Już przeproszenie wicepremiera za „Wiadomości”, które sugerowały, że wielkość dotacji może mieć związek z pracą w nich dzieci polityków bardzo mnie zaskoczyło i zdziwiło. Przecież pan Gliński nie jest właścicielem telewizji publicznej, by w jej imieniu przepraszać. Mógł to robić tylko we własnym imieniu. Myślę, że na takie zachowanie ma wpływ okazywana mu przy każdej okazji niechęć dużej części środowisk zwłaszcza kultury. Jak widać wybuczenia i tupania zrobiły swoje.

Wicepremier bardzo się irytował gdy redaktor Adamczyk kilkakrotnie wiązał przepływ pieniędzy z koligacjami rodzinnymi. Widziałam jak z wielkim wysiłkiem hamował się, by panować nad sobą i wypowiadanymi słowami. Jednak nie do końca mu się to udało.

„Wiadomości” podając informacje o finansowaniu fundacji, pominęły to, że Renata Koźlicka-Glińska – żona wicepremiera Glińskiego, związana jest z fundacją Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”, którą resort kultury dofinansował kwotą 50 tys. zł. Opozycja podniosła krzyk, iż jest to przykład klasycznej pisowskiej manipulacji.

W związku z tym, prowadzący nawiązując do zaistniałej sytuacji, poprosił wicepremiera o ustosunkowanie się do do niej. Wywołało to wicepremiera niepohamowaną wściekłość.

Pan Gliński jako polityk powinien nie tylko mieć „grubą skórę”, ale i być przygotowany na tego typu pytania. Zamiast tego stwierdził, że „trudno mi tłumaczyć, że nie jest się wielbłądem” (…) Zarzucanie mi, że ja daję żonie 50 tys. zł? Przykro mi, że po zmianie politycznej, na którą ja harowałem tyle lat, w TVP padają tego rodzaju zarzuty. To dom wariatów, państwo żeście oszaleli”.

Gdy prowadzący program dopytywał: – „Czy to moralne, że fundacje, które organizują szkolenia, dostają miliony złotych, a inne, które ratują dzieci chore na nowotwory, borykają się z problemami finansowymi?”

Wściekły Gliński wypalił: – „To jest klasyczne pytanie, które studenci dziennikarstwa powinni badać jako przykład dziennikarstwa populistycznego lub propagandowego. (…) Robicie to w sposób skrajnie nieprofesjonalny. (…). To jest kompromitacja TVP”. 

Panie premierze Gliński, to nie jest kompromitacja TVP. Ja jako telewidz uważam, że redaktor Michał Adamczyk prowadził wywiad bardzo profesjonalnie. Rolą każdego dziennikarza jest stawianie trudnych pytań zaproszonemu politykowi i oczekiwania na nie odpowiedzi. Nie było w nich cienia złośliwości. Zadawał proste, podstawowe pytania na które Pan, jadąc do studia powinien być przygotowany. Nie widzę w nich nawet namiastki populizmu i propagandy.

Jeżeli chce Pan o nich mówić, to proszę sobie przypomnieć wywiad z Beatą Tadlą, czy wywiady Moniki Olejnik, Tomasza Lisa czy Piotra Kraśki z politykami prawicy.

Jestem zniesmaczona zachowaniem premiera Glińskiego. Cnotę stracił, a rubla nie zarobił.