Wkład mojego ulubionego wicemarszałka w rozwój gasnącej w XXI wieku sztuki epistolarnej nie ulega wątpliwości. Jego list do Swietłany Cichanouskiej już przeszedł do długiej i pięknej historii polskich listów otwartych. Nawet nie tyle z racji ściskającego serce opisu prześladowań polityków PiS w czasach reżimu Tuska i Pawlaka, o których upamiętnieniu w formie pomnika najwyższa już pora pomyśleć, ale z uwagi na ten przejmujący fragment:
„Kilkakrotnie byłem w Mińsku i innych miastach, spotykając się z politykami obozu władzy, nie po to, aby tę władzę uwiarygadniać, ale by przekonywać, że oprócz Rosji istnieje inna możliwość wyboru„.
Wielokrotnie analitycy sytuacji na Białorusi wskazywali na grę, jaką Łukaszenka prowadzi z Putinem, migając się od ostatecznego zintegrowania swojego kraju z Rosją. Teraz już wiemy, co powstrzymywało baćkę i jego ludzi przed ostatecznym stoczeniem się w objęcia Władimira Władimirowicza. To właśnie cicha, ale jakże konsekwentna i skuteczna dyplomacja wicemarszałka, klarującego pomocnikom Łukaszenki, że „istnieje inna możliwość wyboru” zapobiegała dramatowi. I byłoby tak dalej, gdyby nie naiwność Cichanouskiej, nie rozumiejącej, że kumając się z Trzaskowskim, przyczynia się do wykreowania nowego dyktatora, którego rządy mogą się okazać jeszcze bardziej opresyjne niż reżim Tuska!
Zapyta ktoś, jak to możliwe, że mój ulubieniec mając na głowie tyle spraw wagi państwowej, znajdował czas aby aż kilkakrotnie pochylić się także i nad losem białoruskiej opozycji, której jak się okazuje również nie szczędził w przeszłości swoich rad? A nawet był w stanie, będąc w Mińsku, zaobserwować z właściwą sobie przenikliwością, że „białoruska młodzież niczym nie różni się od młodzieży w Warszawie, Budapeszcie, czy Brukseli”.
Wyjaśnienie tej zagadki znajdujemy w poniższym zdaniu listu, które stanowi kwintesencję marszałkowskiego myślenia o naszym wiecznie nieszczęśliwym narodzie:
„Zawsze uważałem, że Białoruś jest kulturowo i mentalnie najbliższym sąsiadem Polski„.
Niedoświadczony interpretator mógłby uznać, że owa bliskość winna skutkować podążeniem przez Białoruś drogą swojego „kulturowo i mentalnie” najbliższego sąsiada, czyli Polski.
A co, jeśli nasz słynący z wyjątkowo wyrafinowanego poczucia humoru wicemarszałek wyobraża sobie proces odwrotny? Wszak kandydat na naszego, polskiego baćkę już jest i ma się dobrze. A sądząc po milczącym poparciu, jakiego ten ostatni udziela mojemu ulubieńcowi (kto wie, może nawet osobiście zatwierdził tekst listu?), przekonanie o wyjątkowym polsko-białoruskim powinowactwie nie jest mu obce…
Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Zostaw komentarz