Oficjalna deklaracja Jarosława Gowina stawia PJK przed trudnym wyborem: zrealizować swoją groźbę i wyrzucić polityków Porozumienia z RM, co w praktyce oznacza konieczność funkcjonowania dalej z rządem mniejszościowym (a z czasem także i z groźbą uformowania alternatywnej większości), albo też przełknąć tę zniewagę i zacząć się wspólnie z Gowinem zastanawiać co zrobić z wyborami prezydenckimi. Na wybór tej drugiej opcji wskazuje wypowiedź rzeczniki PiS zdającej się akceptować propozycje Gowina.
Ponieważ nie przyjmie jej najpewniej PO to oznacza to dwie główne możliwości:
1) dalsze upieranie się przy terminie 10 maja oraz głosowaniu tradycyjno-korespondencyjnym z udziałem najbardziej zdeterminowanych zwolenników PiS – w praktyce oznacza to, że 11 maja trzeba będzie wprowadzić stan wyjątkowy i demokracja dość szybko zakończy w Polsce swój żywot, bo wszystkich nie uznających reelekcji PAD w taki sposób (a będzie ich całkiem sporo) trzeba będzie stopniowo pozamykać;
albo
2) rozpoczęcie w końcu poważnych rozmów nt. przesunięcia daty wyborów na akceptowalny przez głównych graczy politycznych termin (o tym jak można to zrobić już pisałem).
Propozycja JG aby zmienić konstytucję i wydłużyć kadencje prezydenta do 7 lat (przy równoczesnym skreśleniu prawa reelekcji) wydaje mi się równie sympatyczna, co mało realna, gdyż jest sprzeczna z interesem PO liczącej na szybki powrót do władzy. Jednak obstawiam, że bez dogadania się ws. jakiejś zmiany konstytucji będzie coraz trudniej wyjść z kryzysu politycznego, którego nowa faza właśnie się rozpoczęła. Pozostaje nam mieć nadzieję, że nowelizacja nie zostanie napisana na przysłowiowym kolanie i nie wpędzi państwa w kolejne problemy. Ale to już zmartwienie kolegów prawników-konstytucjonalistów
Fot. Piotr Kucharski
Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Zostaw komentarz