To było do przewidzenia, ale nie unieważnia symbolicznego wymiaru wyprawy kijowskiej PJK oraz trzech premierów. Trafi ona do podręczników historii, jako piękny gest solidarności i… bezsilności. Podobnie bowiem jak w 2008 r. wyprawa pod przewodem Lecha Kaczyńskiego nie zatrzymała rosyjskich czołgów zbliżających się do Tbilisi, tak i obecnie nie będzie żadnej „misji pokojowej NATO” na Ukrainie.

I w zasadzie wszyscy – oczywiście poza Ukraińcami – będą z tego zadowoleni. Oczywiście mało kto się do tego przyzna.

Zwolennicy PiS otrzymali już bowiem kolejny dowód heroizmu swojego lidera, a przy okazji jasny sygnał, w kim widzi swojego sukcesora. I oczywiście kolejny dowód „zdrady Zachodu”.

Z kolei przeciwnicy PiS, będą teraz mogli do listy zarzutów wobec PJK dołączyć oskarżenie o próbę wywołania III wojny światowej. Ten zarzut jest znacznie bardziej uniwersalny od wczorajszego, mówiącego o rzekomym narażaniu przez delegację życia prezydenta Zełeńskiego. Można go bowiem będzie powtarzać tak długo, jak długo owa wojna nie wybuchnie.

A co z tymi, którym daleko jest do obu wysokich, wiecznie zwaśnionych stron?

Oni powinni mieć teraz na głowie przede wszystkim sytuację Ukraińców, którzy trafili (i jeszcze trafią) do naszego kraju. Po fali euforii, która jest naszą narodową specjalnością, czekać nas teraz będzie długi i nie ma co ukrywać trudny okres koegzystencji. Widzę w nim wiele zagrożeń, ale też olbrzymią szansę rozwojową dla naszego kraju.

Fot. facebook.com/Morawiecki

Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.