1. Wypieranie wojsk rosyjskich z terenów zajętych przez nie – nie jest jakimś dla Putina problemem. Powód: mniejsze straty ludzkie i odparcie jedynego tak naprawdę silnego dla jego władzy w Rosji zagrożenia, czyli protestów kobiet i rodzin rosyjskich ofiar napaści rosyjsko/sowieckiej na Ukrainę. Jeśli ktoś liczył na to, że Putina można w Rosji obalić, to mylił się i to bardzo. Putin wyciągnął lekcję z historii. Osobiste zagrożenie dla niego samego zniwelował przez wzmocnienie ochrony i inwigilacji społeczeństwa w celu znalezienia i zniszczenia potencjalnych spiskowców. Wie o tym najbliższy krąg putinowców, że na szefa zamach się nie uda. Nie uda się też dlatego, że ci sami putinowcy są w politykę Putina mocno zaangażowani i w momencie udanego zamachu swoją pozycję, a być może wolność lub nawet życie straciliby. Pozostał – teoretycznie – opór społeczny związany ze stratami ludzkimi. Ale bez bezpośredniego zaangażowania w działania wojenne są one mniejsze. Dlatego Putin i jego generałowie wybrali wojnę na wyniszczenie Ukrainy (atak w infrastrukturę energetyczną i za pomocą rakiet średniego zasięgu na wielkie miasta ukraińskie)
2. Druga przesłanka potwierdzająca tytuł tego artykułu wynika z obserwacji tego co się dzieje obecnie. Pojawiają się informacje o „dziwnych” zdarzeniach w Rosji i na Ukrainie. Pierwsze to wybuchy i pożary w Petersburgu (wczoraj) i w Moskwie (dzisiaj). Niby można je przypisać jako zdarzenia losowe. Jednak znając rosyjsko/sowiecką propagandę może wyjść, że ich sprawcami są Ukraińcy. I zostanie to wykorzystane do wzmocnienia antyukraińskich nastrojów wśród Rosjan.
3. Bardziej niebezpieczne są jednak te drugie informacje o wybuchach w pobliżu lub na terenie nadal okupowanej przez Rosjan zaporoskiej elektrowni atomowej. Jeśli ktoś sądzi, że Putin nie jest zdolny do wykorzystania jej jako broni w walce z całą Europą, bo tam są rosyjscy żołnierze, to nie rozumie mentalności władców Rosji – od powiedzmy Iwana Groźnego, przez Stalina, Breżniewa i Gorbaczowa, do Putina – totalnie nie liczących się ze społeczeństwem i potrafiącym to społeczeństwo indoktrynować.
4. Nie wierzę, że te wybuchy i pożary w wielkich rosyjskich miastach mogłyby być sprowokowane przez Ukraińców. I nie z tego względu, że nie mieliby kim ich zrobić. Tak naprawdę zawsze znajdzie się niewielka grupa szaleńców zdolnych do każdego czynu. Po prostu Ukraińcom propagandowo to się nie opłaca. Tym bardziej atak na elektrownię zaporoską.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
To są trafne spostrzeżenia. Jednak skoro po zamachu na Stalina stalinowcy odżegnawszy się od jego polityki rządzili nadal a po chwili tzw. „odwilży” czyli wyczyszczenia z groźnych dla nich innych a mniej widocznych stalinowców i pozbyciu się podobnych w innych republikach bloku wschodniego wznowili terror i zimna wojna nabrała tempa, to i ta możliwość nie jest nierealna. Tyle że tam po prostu nic się nie zmienia i nie zmieni. Do dzisiaj zastanawiam się czemu w dniu śmierci Stalina skonał także Prokofiev. Był co najmniej jego bliskim pionkiem od kultury. I ciekawe, ileż oni jeszcze mają tych rakiet, w jakim końcu to się wyczerpie. Czy dostają już może od Chińczyków ich modele za surowce?