Kształtujmy młode pokolenia w kanonie wartości bliskich Polakom, a starszych tych, którzy swoją biografią zahaczyli o komunizm w Polsce, próbujmy przekonać, że nie mają powodu do wstydu, gdy nic w celu jego upadku nie robili, ale powinni docenić tych, którzy się do tego przyczynili — mówi dr hab. Józef Brynkus, w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską o Ogólnopolskiej Konferencji – Pomnik Symboliczny: „Pułkownik Kukliński – zwycięska misja”. Dodaje: – Mam nadzieję, że 7 listopada 2015 roku przyczyni się nie tylko do całkowitego upadku komunizmu, jako systemu politycznego, ale przede wszystkim ideologii i kanonu wartości – podkreśla profesor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl

Małgorzata Kupiszewska: Jeśli Kukliński jest bohaterem, to my wszyscy jesteśmy zdrajcami” – co Pan Profesor myśli o tej teorii wypowiedzianej przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego?

Dr hab. Józef Brynkus: To absurd. Tak w skrócie można odpowiedzieć na taką teorię. Choć z drugiej strony jest to wytłumaczenie bardzo wygodne dla tych, którzy chcą zdeprecjonować czyn Kuklińskiego. Wykorzystują tu mechanizmy socjotechniki, odrywając się od historycznej rzeczywistości Polski Ludowej. Wpływają na odbiorców sugestiami, że większość się nie myliła, że polskie społeczeństwo podjęło w okresie od 1945 roku, a może lepiej od 1947 roku do 1989 świadomą współpracę z komunistami. To mechanizm socjotechniczny, ale mający także oddziaływać psychologicznie podprogowo na odbiorców tej tezy, a jako taki, pomijając już w ogóle fakty historyczne, jest nie tylko absurdem faktograficznym, ale wręcz manipulacją. Niestety z przykrością trzeba stwierdzić, że teoria ta ma dość sporo zwolenników. Zdecydowanie nie, albo wcale, wśród historyków profesjonalistów. Nawet ci, a jest ich wielu, którzy nie uznają Kuklińskiego za bohatera inaczej wartość jego dzieła dyskredytują.

Panie Profesorze, czy o płk. Ryszardzie Kuklińskim można powiedzieć, że był „zdrajcą narodu”?

– No właśnie, to jest jeden ze sposobów dyskredytowania, przyjęty przez pewną grupę historyków zawodowych. Założenie tego oskarżenia polega na tym, iż uzasadnia się go przywołaniem tezy, iż jego działalność mogła doprowadzić do wybuchu wojny między blokiem zachodnim (demokratycznym, kapitalistycznym) a wschodnim (komunistycznym). Kukliński ujawniając tajemnice Układu Warszawskiego i polityki krajów obozu socjalistycznego (cały czas pod tym określeniem rozumiem, że komunistycznego), a szczególnie Związku Sowieckiego, miał pokazać ich słabość, a jednocześnie determinację w obronie własnych interesów. Wg tego więc oskarżenia mógł narazić Polskę (jako państwo) na interwencję wojsk sowieckich i innych z Układu Warszawskiego, a przez to doprowadzić do tragedii narodu – społeczeństwa polskiego. Inna sprawa, że wojska UW w Polsce Ludowej stacjonowały. Ale właśnie przekazywane przez niego informacje pokazywały, że kraje UW nie są zdolne do takiej faktycznej interwencji, mimo tego, że niektóre z nich do niej się wyrywały (np. NRD, CSRS). Nie wiemy tak naprawdę, jak daleko zostały wieści podawane przez Kuklińskiego, spożytkowane przez Amerykanów. Powód to utajnienie wielu dokumentów, bądź ich brak. Ale wolno przypuszczać, że Amerykanie dzięki nim mogli sterować swoją polityką wobec Związku Sowieckiego, znając jego i Układu Warszawskiego stan. Bo wieści te dotyczyły głównie tych podmiotów, a nie samej Polski Ludowej.

Pomnik symboliczny - Pułkownik Kukliński - zwycięska misja

Zgodził się Pan Profesor wziąć udział w Ogólnopolskiej Konferencji Pomnik Symboliczny Pułkownik Kukliński – zwycięska misja 7 XI br. Nie boi się sie pan oceny środowiska naukowego?

– To pytanie zakłada, że środowisko naukowe inaczej postrzega postać Kuklińskiego niż ja i uczestnicy Konferencji i że to środowisko może chcieć zemścić się na mnie. Nie biorę pod uwagę takiej sytuacji. Zdaję sobie sprawę, że każde środowisko naukowe jest trochę w Polsce sfeudalizowane. Są w nim osoby i instytucje uznawane za autorytety. Nieraz jest to szkodliwe dla rozwoju polskiej nauki historycznej. Ale w przypadku postaci pułkownika Kuklińskiego coraz mocniej uwidaczniają się w środowisku historyków poglądy oparte na faktach, a nie ideologicznym zacietrzewieniu. Pewnym problemem tu nie jest ocena środowiska historycznego naukowego, ale publicystów i dziennikarzy, w którym nadal najgłośniejsi są ci, którzy chcą zniszczyć pozytywny obraz płk. Ryszarda Kuklińskiego. Uważam, że bardziej niż uczestnicy Konferencji ostracyzmu publicznego obawiać się powinni jej organizatorzy. To oni biorą na siebie odpowiedzialność za propagowanie idei, że Kukliński był polskim bohaterem.

Jaki temat przygotował Pan Profesor na Konferencję?

– Będę mówił o „człowieku zsowietyzowanym” – terminie wprowadzonym przez ks. Józefa Tischnera. Nie wiem, czy do końca zgodzę się z autorem pojęcia „homo sovieticus”, a na pewno z powszechnymi i dominującymi jego interpretatorami. Ale przecież to nie matura, na której odpowiadamy wg klucza i zasady: co autor miał na myśli. Wg mnie ten termin jest bardzo aktualny, ale nie dotyczy społeczeństwa polskiego w wymiarze ogólnym i całościowym. Uważam, że zjawisko ukryte w nim – trwa nadal, a co więcej, jest przemodelowywane i jego założeniem jest obrona oraz trywializacja PRL-u. Po szczegóły tej tezy  i przykłady zapraszam na Konferencję. Będzie dużo konkretów ze środowiska naukowego.

Co kryje się pod datą 7 XI?

– No cóż, przepytywanka na okoliczność Konferencji poświęconej Kuklińskiemu trochę naiwna. Dzień ewakuacji pułkownika przez Amerykanów – tak dla porządku. Choć, gdyby popatrzeć na datę inaczej , z perspektywy wcześniejszej, to rocznica niesławnej rewolucji bolszewickiej. Te daty wiążą się chyba ze sobą. Jedna to początek okrutnego fragmentu dziejów ludzkości, której rocznica miała w zamiarze tych, którzy pomogli wydostać się z Polski Kuklińskiemu, pomóc w tej operacji. Wiadomym było, że w tym dniu słabła trochę czujność aparatu przemocy komunistów. I to wyzyskano.

7 XI 2015 r. może się stać datą przełomową, ważniejszą niż zapowiedziana przez Joannę Szczepkowską publiczna deklaracja, że 4 czerwca obalono komunizm, choć radości z obalania komunizmu prof. Józef Szaniawski mógł się tylko przyglądać zza krat więzienia?

– Oby tak było. Obwieszczony przez Joannę Szczepkowską koniec komunizmu pewnie w sensie gospodarczym stał się faktem, choć niektórzy ortodoksi twierdzą, że nadal on w niej jest. Ale w sensie idei i wartości, oceny przeszłości, wtedy i dotąd nie ma końca kresu komunizmu. Była to znacząca data, której nie wykorzystano. Mam nadzieję, że 7 listopada 2015 roku przyczyni się nie tylko do całkowitego upadku komunizmu, jako systemu politycznego, ale przede wszystkim ideologii i kanonu wartości.

Dlaczego to takie ważne, aby o Konferencji Ogólnopolskiej „Pomnik Symboliczny Pułkownik Kukliński – zwycięska misja” dowiedziała się cała Polska?

– Pani Małgorzato – to sprawa oczywista. Kształtujmy młode pokolenia w kanonie wartości bliskich Polakom, a starszych tych, którzy swoją biografią zahaczyli o komunizm w Polsce, próbujmy przekonać, że nie mają powodu do wstydu, gdy nic w celu jego upadku nie robili, ale powinni docenić tych, którzy się do tego przyczynili. Pułkownik Kukliński należy niewątpliwie do dość wąskiej grupy Polaków, którym zawdzięczamy obalenie komunizmu. Żeby było wiadome. Dla mnie i tak to też wynika z dokumentów, najważniejszą postacią w tym działaniu był Jan Paweł II. Pisałem o tym w książce: Komunistyczna ideologizacja a szkolna edukacja historyczna w Polsce w latach 1944-1989.

Dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę.