To pytanie zadaje mi część moich znajomych, druga część nie pyta bo już ma wyrobione zdanie na ten temat. Uznaję za rzecz stosowną udzielić wyjaśnień w tej sprawie poszerzając tę kwestię o spanie pod gołym niebem gdziekolwiek, bo jak wiadomo poza dworcami kolejowymi były robione już place przykościelne, place zabaw, pola uprawne i pastwiska. W każdym przypadku bez namiotu.

Zacznę od sprawy fundamentalnej. Spanie pod gołym niebem stanowi powrót do czasów, w których człowiek – zanim zbudował sobie dom – musiał zmagać się z wieloma niebezpieczeństwami i niedogodnościami. Żył w sytuacji permanentnego ryzyka nie mając oparcia w postaci jakiegoś systemu zabezpieczeń w postaci ścian i drzwi, które można zamknąć przed nieproszonymi gośćmi lub intruzami. I nie chodzi tutaj o to, by igrać z ryzykiem zagrożenia własnego bezpieczeństwa, ale by sprawdzić jak bardzo gościnna jest dana ziemia i zamieszkujący ją ludzie. Do dziś mam w pamięci, jak zamieszkawszy w ruinach jednej z albańskich fabryk, po kilkunastu minutach pojawili się u nas mieszkańcy okolicznych domostw, ubogich tak, że nie mieszczą się w skali ubóstwa, z naręczem warzyw i chleba. W trosce o nas jako nieproszonych gości ich sąsiedztwa. Takie sytuacje pozwalają zrozumieć, że do człowieczeństwa trzeba dorosnąć i że ludźmi stają się zazwyczaj głównie ci, którzy nie mają niczego poza wielkim sercem i empatią. Tak, to prawda, spanie na dworcach jest poniekąd testowaniem człowieczeństwa lokalnych społeczności.

Druga sprawa – nigdy nie śpimy pod namiotami. Namioty są dla słabych. Po pierwsze dlatego, że śpiąc w nieznanym miejscu w namiocie można zostać wraz z nim zawiniętym (wówczas pełni on rolę worka) na pakę jakiegoś samochodu i odwiezionym w nieznanym kierunku. Po drugie, tam, gdzie jeździmy z zasady nie pada, więc nie ma potrzeby robienia dachu zwłaszcza, że letni gwiazdozbiór oferuje tyle atrakcji wizualnych i poniekąd duchowych. Po trzecie ściany namiotu uniemożliwiają obserwację pociągów i lokomotyw w czasie noclegu.

Last but not least, spanie na dworcach kolejowych pozwala zrozumieć, że my wszyscy jesteśmy tylko przejazdem, że życie jest jak rozkład jazdy pociągów. Niczym bowiem nie różnimy się od pociągów w kwestii regularnego wykonywania pewnych obowiązków. Pociągi kursują od stacji do stacji, my zaś od zadania do zadania. Różnica jest taka, że pociągi poruszają się po torach, a my często po bezdrożach. I dlatego podziwiam pociągi, a zwłaszcza lokomotywy. Moim marzeniem jest zostać kiedyś lokomotywą, która poprowadzi tysiące ludzi po właściwych torach. Taką wypasioną jak „Kennedy”.

Dlatego właśnie sypiam na dworcach kolejowych. Zwyczajnie się uczę.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.