Stałem się wewnętrznym drapieżnikiem buszującym po najskrytszych zakątkach mojej duszy. Wewnętrzne owce były poruszone moją obecnością, ale nie obawiały się śmierci. Bo wiedziały, że jestem jakby wilkiem wewnętrznym, takim który wyje, lecz nie zabija.

Stałem się wilkiem litościwym, zwykłym kundlem, drapieżnikiem niedrapieżnym. Maskotką zostałem. Pośmiewiskiem wszystkich, nawet dzieci. I tak chodziłem z podkulonym ogonem po ulicy Głębokiej, a dzieci wykrzykiwały – patrz mamo jaki żałosny nie-wilk. Było mi coraz bardziej przykro.

Nawet nie ugryzie gdy go kopnę. – powiedział sześciolatek – taki słaby kundel.

Nogi ci i ręce z dupy pourywam i powygryzam, jak się tak dalej będziesz zachowywać – odparowałem, ale on już nie słyszał. – Musiałem jakoś odreagować.

– Nie-wilku, a masz ty swojego pana? – zapytał właściciel kamienicy przy sklepie mięsnym?

– Nie mam, odpowiedziałem. Co więcej, sam nad sobą nie panuję. Jestem rewolucyjnie niepański. Czasem szukam swojego pana, ale kończy się to wszystko wielkim zmęczeniem. Wtedy zasypiam. Popadam w banał, podczas gdy w sercu pragnę wielkiej historii. Życia swojego, a nie wypożyczonego.

Powłóczyłem w kierunki Studni Trzech Braci, żeby tam na chwilę odpocząć.

– Wtorki są najstraszniejsze – powiedział człowiek skulony za studnią. – Ludzie myślą, że poniedziałki ssą najtrudniejsze, ale to nie prawda. Wtorki, wtorki są najgorsze – powiedział ledwo przełykając ślinę.

– Dlaczego wtorki? – zapytałem zaintrygowany? Dlaczego nie środy i czwartki?

– Bo jak się wywrócisz i rozwalisz ryj w poniedziałek, to ci pomogą. Bo prości ludzie są prymitywnie na swój sposób empatyczni. Myślą sobie wiadomo, w niedzielę zabalował, trzeba pomóc człowiekowi. A we wtorek? Gaśnie chęć pomagania. Jak się wywrócisz po poniedziałku to masz przerąbane. – powiedział szeptem człowiek skulony za studnią.

– a pan, dlaczego tak tutaj siedzisz skulony za studnią. – zapytałem.

– żeby się nie przewrócić w nieponiedziałek. Bo wtedy masz przerąbane, zwyzywają cię tylko od meneli – odpowiedział. Jak mam się przewrócić, to tylko w poniedziałki. – dodał.

– szanuję pana i pańską wiedzę o życiu. – powiedziałem.

– w dupę pan sobie ten szacunek wsadź. – krzyknął nagle niespodziewanie. – myślisz pan, że tytm twoim szacunkiem nakarmię myśli nienakarmione? Te, które noszę w swojej głowie po tym, jak zwolnili mnie z Uniwersytetu Śląskiego? Zwolnili mnie, bo powiedzieli, że za dużo pytam, a za mało udzielam odpowiedzi. Teraz jest doba influenceryzmu, do dupu z tym twoim słabym sokrateizmem – powiedział pseudodziekan.

– przepraszam, że wszedłem tak impertynencko w pańskie życie. – wykrztusiłem. Chciałbym być kiedyś bardziej wyrozumiały i delikatny wobec ludzkich tragedii.

– Widzi pan we mnie wilka? – zaryzykowałem pytanie.

– Owszem, jest pan prawdziwym wilkiem – odpowiedział człowiek skulony z zimna za Studnią Trzech Braci. Prawdziwszego wilka w życiu nie widziałem! Serio- wykrzyknął!

– Po czym pan to poznał? – zapytałem.

– Po grzywie, która wciąż rośnie. I nie przestanie rosnąć. Ale koniecznie musi pan dołączyć do stada, sam pan się w tym wilczym wzrastaniu nie utrzyma. Raczej skiśnie pan. Przed czym przestrzegam. Skiśnięcie jest gorsze od śmierci – powiedział.