Moskale plują na w twarz i to otwarcie, rżąc ze śmiechu nad… chciałoby się napisać…. fiaskiem polityki zagranicznej RP.

Zacznijmy jednak od tego, że Polska od 1989 roku (o tym co przed się nie wypowiadam) nie miała żadnej polityki zagranicznej pojmowanej w kategoriach autonomicznegio działania nastawionego na osiąganie długookresowych korzyści. Polska ani razu nie stała się podmiotem w polityce międzynarodowej, zadawalając się krótkookresowymi korzyściami z bycia polem gry geopolitycznej. Z bycia chwaloną, głaskaną i zapraszaną do udziału w nic nie znaczących przedsięwzięciach i formatach współpracy międzynarodowej.

Tu strategiczny rzekomo sojusz z USA, które nas regularnie opuszczały w sytuacjach, gdy potrzebowaliśmy ich wsparcia. Tu bezgraniczna i bezwarunkowa miłość do UE i Berlina, patologiczna i nieodwzajemniona miłość do Ukrainy, a z drugiej strony kozaczenie przed Moskwą, nie mając żadnych asów w rękawie. Obiektywnie rzecz biorąc największe korzyści mielibyśmy z szorstkiej przyjaźni z Rosją, ale to byłaby wielka zdrada naszej nieszczęśliwej ojczyzny, więc niemal każdy polityk nad Wisłą poczuwa się do obowiązku choć raz splunąć na Moskwę i powiedzieć o niej złe słowo.

Efekt jest taki, że Moskale świadomie przepuszczają przez bramki odprawy paszportowej w Petersburgu pana opozycjonistę Piwowarowa, aby następnie na oczach tłumu na lotnisku i przez telewizorami wywłóczyć go spektakularnie juz z… pokładu samolotu stanowiącego w świetle prawa międzynarodowego… terytorium RP.

Ale w naszym MSZ siedzą sami wąsaci ułani na koniach wystruganych z wyleniałych PRL-owskich kanap i tylko popijając gorzałką wykrzykują hasła typu „o wolność Waszą i Naszą”, „Bolszewika goń goń goń”, „Jeszcze Polszcza nie zginęłą kiedy my pijemy”… Obrażeni na Amerykanów, zadziwieni twardą postawą Berlina, nierozumiejący niczego, zwłaszcza źródeł swojej głupoty. I strasznie zgorszeni – oburzeni postawą Moskwy. Jak można??? Jakim prawem???

Ano prawem silniejszego i sprytniejszego, bo tylko takie się licza w polityce międzynarodowej. Bajki o prawie międzynarodowym czyta się dzieciom na dobranoc.

Tymczasem takie małe Czechy prowadzą politykę zagraniczną 100 razy bardziej pragmatyczną i racjonalną…

Ale u nas są co najmniej dwa konkurujące ze sobą ośrodki polityki międzynarodowej: prezydencki oraz rządowy, a także … a jakże nie docenić Czeciejosobywpanstwie pana Tomasza Grodzkiego – trzeci opozycyjny polegający głównie na cieszeniu się z porażek polityki zagranicznej rządu RP (ku uciesze Moskwy i Berlina, bo w Waszyngtonie mają to akurat w nosie).

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.