Z cyklu: Kiedyś.

Trenowałem od bodaj 6 roku życia pływanie pod okiem niedawno zmarłego ś.p. Ottona Widzika. Jego szkoła była na wskroś wyczynowa, liczyła się przede wszystkim długodystansowość. Ale Ottek swoje przeżył, i swoje wiedział. Więc pływałem dziennie te 3 kilometry i wracałem do domu. Po jakimś czasie Ottek wpadł na pomysł, że w soboty nie będziemy nawijać jak te chomiki w kółkach kilometry bez poczucia, że coś się wokół nas i z nami samymi zmienia. Ottek zarządził więc sprinty jako przedsmak normalnych wyścigów. Pamiętam jak nas to stresowało. Był nawet taki czas, że w szatni ustalaliśmy, kto na jakim dystansie wygrywa, żeby się nie przemęczyć i umrzeć ze zmęczenia. Tak bardzo baliśmy się tej soboty.

Bardzo żałuję, że nie mogłem być na pogrzebie Ottona, ale nie mogłem już przełożyć wcześniej poprzekładanych terminów warszawskich. To niestety kolejny raz kiedy chciałbym, a nie mogę.

Ottek trzymał kury na zapleczu basenu. Jak otwierał drzwi do basenu od strony kurnika, to woleliśmy szukać tlenu w wodzie niż na powierzchni. Ale to było takie fajne i intrygujące. W każdym calu autentyczne. W wakacje można było wyrabiać godziny społeczne w ramach Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, do którego należę od ponad 30 lat i karnie płacę składki. Wtedy to Ottek zadawał nam zadania uszczelniania styropianem dachu przed zimą lub malowania niecki basenu (ci, którzy malowali podobno mieli zawroty głowy przez kolejny tydzień).

Ottek był dla mnie pierwszolinijnym nauczycielem. Nie był jakimś wybitnym pedagogiem, ale nie zmienia to tego, że ja mu bardzo wiele zawdzięczam. Piszę to mając na uwadze tych wszystkich, którzy wątpią w sens swojej pracy. Ottek był przede wszystkim charyzmatycznym nauczycielem i tym właśnie zarażał innych. Potrafił wykrzesać iskrę. I o to chyba chodzi w pedagogice.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.