W gruncie rzeczy, mimo że cywilizacja ludzka liczy sobie już kilka tysiecy lat, ludzi można podzielić na; (a) „rolników” i (b) „zbójników”.

Ci pierwsi starają się powierzoną sobie ziemię czynić sobie poddaną. Nawożą ją, pielęgnują rośliny, hodują zwierzęta. Pracują w pocie czoła. Ci drudzy nienawidząc pracy i wszelkiego wysiłku skoncentrowanego na tu i teraz, gardząc systematycznością i odpowiedzialnością, wydoskonalili się w wypatrywaniu tych pierwszych, a zwłaszcza tych, którym się powodzi dzięki pracy rąk i umysłów, by ich wywłaszczyć z ich dóbr.

„Rolnicy”, którzy współcześnie przybierają poza faktycznymi rolnikami postać topniejącej w oczach klasy średniej – małych przedsiębiorców, przedstawicieli wolnych zawodów, z roku na rok słusznie narzekają na rosnącą presję ze strony „zbójników”.

„Zbójnicy”, którzy współcześnie w większości porzucili fach w postaci zbrojnych najazdów na „rolników” i odbierania im plonów ziemi, kobiet i dzieci, stali się zwyczajnymi konsumentami w myśl zasady im mniej potrafisz, tym więcej ci się należy.

Dopóki między „rolnikami” a „zbójnikami” istniała względna równowaga sił, nasza cywilizacja trzymała się kupy, mówiąc kolokwialnie. Jednakowoż, gdy „zbójnicy” zyskali więcej praw do rozboju, a „rolnicy” mniej praw do ochrony, wniosek nasuwa się sam z siebie.

Pozostanę mimo wszystko rolnikiem, nie przyłączę się do zbójników.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.