Jestem Rumunem, a konkretnie rumuńskim Romem. Mam swój pałac w Huedinie. Nie muszę nikogo udawać, po prostu jestem sobą przechadzając się uliczkami tego rumuńskiego miasteczka z grubym złotym łańcuchem na szyi i pseudohrabiowskim sygnetem na serdecznym palcu. Lubię z ziomalami spędzać czas pod Lidlem, naprzeciw stacji benzynowej. Opowiadamy sobie wtedy filmy z Sylwestrem Stallone. To lepsze niż oglądanie. Bo żeby oglądać filmy trzeba mieć prąd, ale by je opowiadać wystarczy nasza cudowna cygańska wyobraźnia. Stallone jest chyba z pochodzenia Romem, tak uważam ja i moje ziomy. Wystarczy się przypatrzeć uważniej. To nasz człowiek w Hollywoodzie.
Ostatnio często opuszczam Huedin żeby powłóczyć się po ukochanej mojej ziemi rumuńskiej. Samochodem, pociągiem, czasem nawet zaprzęgiem kretoszczurzym. Coraz częściej jestem jednak wypraszany z jakiegoś miejsca przez gospodarzy wykrzykujących, że o własność prywatna (proprietate privată). Ćwierć wieku jeździłem po Rumunii i całych Bałkanach i nikt mnie z nikąd nie wypraszał. To jakiś znak czasów. Cygan nie ma nigdzie swojej ojczyzny, jest tylko przechodniem. Romska dusza gra we mnie głównie pieśni żałobne. Ale takie, które się świetnie rymują z tymi do tańca. Mentalnie zatem wciąż tańczę.
Ta prywatyzacja rzeczy i przestrzeni kiedyś źle się skończy.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz