W szaroburym świecie PRL-u lat 70. i 80. poprzedniego wieku jako dzieci dorastaliśmy w gospodarce wiecznych niedoborów. Nauczyliśmy się stać w kolejkach po cukier, kawę, papier toaletowy, parówki. I mimo, że wiele nam brakowało z perspektywy dzisiejszych potrzeb, czuliśmy, że najważniejsze nas jednak nie omija. A tym najważniejszym były kontakty towarzyskie uskuteczniane face to face, na podwórku, w drodze do szkoły i ze szkoły, na szkolnej świetlicy, na złodziejkach w upatrzonych ogródkach działkowych.
Jakiś czas entuzjazmowałem się metalowymi samochodzikami zagranicznej firmy Matchbox. Można je było kupić w PEWEX-ie, jak się miało dolary lub marki niemieckie. Albo takie tajemnicze kupony nie wiadomo przez kogo wydawane. Co jakiś czas chodziłem do Pewexu oglądać te samochodziki, które mi się marzyły. Sprzedawczynie przeganiały mnie wówczas, bo jak twierdziły – tu się sprzedaje a nie ogląda. Tymczasem z nieba spadła mi Sylwia, koleżanka z klasy, która obdarowywała mnie tymi samochodzikami chyba z sympatii do mnie. Zbudowałem sobie flotę siedmiu resoraków. To było moje wielkie szczęście.
Dla mnie wówczas te solidnie wykonane samochodziki, zwane żelaźniakami lub resorakami, stanowiły kontrast dla bylejakości PRL-u. Te samochody były solidnej konstrukcji, świetnie polakierowane, podczas gdy w PRL-u wszystka produkcja rozłaziła się w palcach.
Myślę, że nie jestem odosobniony w tych swoich doświadczeniach.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz