Człowiek, jeśli choć raz w życiu tak na maksa się nie ześmierdnie, to nie zna siebie. Myjąc się codziennie nie pozwalamy dotrzeć do siebie niezwykle ważnym komunikatom wyrażanym przez zapach naszego ciała. A to są być może niezwykle ważne informacje. W codziennym myciu się jest coś z zaprzeczania samemu sobie, z chęci niedowiedzenia się prawdy o sobie.

Myliłby się jednak ten, kto uważa, że aby się prawdziwie ześmierdnąć, wystarczy się nie myć. Nie wystarczy. Należy bowiem codziennie się czymś męczyć i wystawiać się na działanie promieni słonecznych, pić wodę w umiarkowanych ilościach, jeść dużo pomidorów i czosnku, obcować w towarzystwie innych niemyjących się. Nie pozdrawiać w drodze nikogo, za nikim się nie oglądać. Nosić na głowie kapelusz z dyskretnym piórem nietoperza. Nie golić się, a jedynie przetrząsać brodę palcami prawej ręki.

Bieliznę i wierzchnie okrycie raz na trzy dni wietrzyć lub okadzać dymem z ogniska. Nie zważać na grymasy ludzi, z którymi się spotykamy. Albowiem nie znają one tajemnicy rozeznawania swojego jestestwa poprzez śmierdnięcie. Uśmiechać się raczej do nich z politowaniem myśląc po cichu: o wy czyści, zdezynfekowani, wydepilowani, wydezedorantowani, wyperfumowani, wykąpani – cóż wy o sobie wiedzieć możecie gdy nie dopuszczacie do głosu ciała swego.

W 1998 roku wracałem z podróży do Turcji, a właściwie to zakupów, jakie poczyniłem w Stambule. Kupiłem kilka kurtek skórzanych na sprzedaż w kraju, co pozwalało mi odbyć taką podróż po kosztach. To był już bodaj dziesiąty dzień niemycia się w ogóle, jedynie obmywania twarzy i od czasu do czasu stóp. Wpakowałem się w rumuński pociąg jadący z Konstancy do Oradei, i w przedziale przez długi czas pozostawałem tylko ja i mój intrygujący zapach. Dopiero w Bukareszcie odważyło się dosiąść trzech mężczyzn w kapeluszach oczywiście. To było wieczorem, chyba ok. 22:00. Rumuńscy kompani również nie grzeszyli czystością, więc jakoś się zgraliśmy, a że wieźli ze soba trzylitrowy gąsior z ichniejszym bimbrem, podróż zleciała w mgnieniu oka. O 8 nad ranem byłem już w Oradei. I tam też się umyłem.

Tym, którzy nie pojmują do końca metafizycznych korzyści ze śmierdnięcia (to swoista joga tylko, że lepsza i dobroczynna), pod rozwagę: (a) niemycie się konserwuje skórę zapobiegając infekcjom i uczuleniom w myśl zasady „częste mycie, skraca życie – skóra się ściera, człowiek umiera”; (b) niebawem niewielu będzie stać na mycie się pod ciepłym prysznicem i wtedy chciałbym zobaczyć wasze skisłe miny.

Memento quod putes!

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.