Wojna na Ukrainie, jakkolwiek stanowi źródło bólu, cierpienia i śmierci, może mieć i ten skutek, że wielu z nas pozbawi złudnego poczucia komfortu, który niby należy się każdemu i wszędzie. Koniec historii nie nastąpił, ale mimo to wielu w niego uwierzyło.
Wojny w Jugosławii miały być ostatnim akordem etnicznych, krwawych nienawiści rodem z przełomy XIX i XX wieku. Potem miało być już tylko z górki.
Wszyscy szybciej lub wolniej, ale bogacili się, jeździli lepszymi samochodami, żarli wołowinę zamiast wieprzowiny, pili droższe alkohole. Dzieci już się nie wychowywało, bo wielu dało sobie wmówić, że pedagogika to rodzaj tresury i opresji.
Zatem dzieci zostały wystawione na pastwę BigTechu, rolę nauczycieli przejęli Youtube, Instagram, TikTok. Współcześni kidnaperzy, na których brakuje paragrafu.
Ta wojna, choć jest straszliwa i wielu na niej cierpi jest szansą na wytrącenie się z tego chocholego tańca, którym oddaje się cześć nowoczesnym bożkom autokreacji.
Zastanawiam się jak rozmawiać z Olą na temat tej wojny. Ona już wie, że ją ona też już dotyczy, ale jej nie rozumie. Jest przerażona. Zwłaszcza, że jej rówieśniczka została niedawno zamordowana (wraz z matką) przez jakiegoś ruskiego dywersanta. O czym trąbiły media.
Może to właśnie jest ten moment, żeby wyrzucić na śmietnik tych multimedialnych czarodziejów plastikowego świata i zacząć żyć, jakby tego syfu medialnego nie było?
Wrócić do podstaw. Nauczyć się ziemi, sadzenia roślin, zbierania plonów, hodowli zwierząt, które od wieków były przy człowieku? Nauczyć się celnie strzelać, przeładowywać broń, konserwować ją aby się nie zacinała w krytycznych momentach.
Myślę, że wracamy do historii, tej przez duże i przez małe „h”.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz