Taka ogólna refleksja przy okazji kolejnej histerii i obsrywania internetu gówno-argumentami i słabymi memami w związku z wiadomą konwencją, która do niedawna nikogo nie interesowała, a teraz interesuje prawie wszystkich, w tym 99% tych, którzy jej nie czytali i nie przeczytają, bo nie potrafią tego zrobić z lenistwa albo z braku kompetencji do rozumienia tekstów dłuższych niż instrukcja obsługi dmuchanego materaca.
W naszej podupadającej cywilizacji od pewnego czasu rzeczą niezwykle wygodną jest posiadanie statusu ofiary. Ofiary nikt nie pyta, jaki miała pomysł na życie, co zrobiła, żeby go zrealizować, ile zrobiła dla siebie a ile dała innym, wreszcie nie pyta się jej kim jest naprawdę. Ofiarę sie pociesza, ofiarę się przytula, ofierze się często płaci niemałe pieniądze, żeby uśmierzyć ból i zadośćuczynić za prawdziwe, a często także i za wydumane krzywdy. Co bardziej refleksyjne lub raczej zwyczajnie cwane ofiary stają się prawdziwymi celebrytami, zyskują rozgłos, zarabiaja pieniądze i… wciąż oskarżają innych za sparszywienie swojego losu.
Nie kwestionując absolutnienie istnienia prawdziwych ofiar, które doświadczyły prawdziwego zła ze strony sprawców, które cierpią przez to często do końca swojego życia, mimo rozlicznych psychoterapii, farmakoterapii itp., chcę powiedzieć, że w ich towarzystwie pojawia się coraz więcej zasranych symulantów – ludzi bez kręgosłupa, oślizłych, podłych i chciwych, którzy na swoistej postmodernistycznej ideologii wiktymizmu, chcą prześliznąć się przez życie kosztem innych, szkodząc im, niszcząc ich, a jednocześnie oskarżając o sprawstwo swoich własnych niepowodzeń.
Bycie ofiarą zwalnia z odpowiedzialności moralnej za swoje czyny, które zawsze można wytłumaczyc konsekwencjami doznanych wcześniej krzywd. Ofiara jest z definicji moralnie wyższa i to jej przysługuje przywilej wskazania sprawcy, którego inne współofiary mają moralne prawo zlinczować i zagryźć na oczach tłumu. I co najważniejsze, ofiara jest zwolniona z obowiązku doskonalenia się moralnego. Ona ma bowiem swoistą rentę, która rzekomo zadość czyni temu obowiązkowi.
Śmiem twierdzić, że zmierzając ku schyłkowi naszej cywilizacji, coraz częściej doświadczać będziemy dyktatury rzekomych ofiar, które w coraz większym stopniu terroryzować będa już nietylko bliskie sobie osoby, ale i liczniejszych adresatów, którzy akurat nie wpadli na pomysł, żeby wcześniej ogłosić się ofiarami.
Na koniec powiem tylko jedno: coraz bardziej żal mi jest prawdziwych ofiar, które jak znam życie pozostaną w tej sytuacji bez pomocy…
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz