Dr Norman Pieniążek (75 l.) pyta rządzących. Szkoda wielka, że zanim sformułował te pytania nie zapoznał się z powszechnie udostępnioną informacją publiczną a nawet… swoimi wcześniejszymi wypowiedziami.

Nazywany profesorem Norman J. Pieniążek studia biologiczne na Uniwersytecie Warszawskim ukończył… 52 lata temu. Cztery lata później obronił tamże pracę doktorską. Niestety, zgodnie z wpisem do bazy Nauka Polska na tym kariera naukowa pana Pieniążka zakończyła się, przynajmniej w Polsce.

(vide: https://nauka-polska.pl/#/profile/scientist?id=115064&_k=ku2c67 )

Nazywanie więc doktora Pieniążka profesorem nie ma najmniejszej racji bytu. Podobnie zresztą jak podawanie go za pracownika Centers for Disease Control and Prevention (CDC). Dr Pieniążek w końcu odszedł na zasłużoną emeryturę, i to już 7 lat temu, w 2013 r.

Opowiada zresztą o tym na youtubie:

https://www.youtube.com/watch?v=3DSRMwfT-bw

Pamiętać trzeba, że w USA nie ma takiej tytułomanii, jak w Polsce (czy w Rosji), i biedni amerykańscy naukowcy nie wiedzą zupełnie, co to takiego stopień doktora habilitowanego czy też profesora. Jak widać jednak nauka amerykańska z tego powodu polskiej nie ustępuje. 😉

Uf, tyle tytułem wstępu. Przejdźmy więc do pytań pana Doktora:

1. Prawie 100 lat badań nad zakażeniami wirusem grypy pokazało, że wirus ten nie przenosi się przez dotyk. Koronawirus jest bardzo podobny do wirusa grypy. Dlaczego „eksperci” kazali nam często myć ręce i odkażać powierzchnie? Do tej pory nie było ani jednego przypadku opisanego w literaturze naukowej zakażenia się koronawirusem przed dotyk. Dlaczego w mediach nie pokazał się ani jeden „ekspert” kajający się za taki głupi dowcip, który wystraszył miliony?

Faktycznie, mycie rąk to wyjątkowo głupi dowcip. Od czasów Pol Pota (Kambodża) wiemy przecież, że brudne ręce pozwalają na pełniejszą integrację człowieka ze środowiskiem. Tak samo, jak chodzenie bez butów. A że taki kontakt ze środowiskiem dla wielu okazywał się śmiertelny tym lepiej dla społeczeństwa. Osobniki słabe muszą wyginąć.

Mówiąc zaś serio – po to należy myć ręce, aby nie dotknąć palcem czyjegoś zakażonego gluta, a potem przenieść do ust wraz z kęsem jakiegoś kebabu czy nawet lodów.

2. Około 40 różnych wirusów i bakterii powoduje bardzo podobne w objawach infekcje dróg oddechowych, często kończące się śmiercią. Dlaczego chorych i zdrowych testuje się tylko na koronawirusa?

Bp tylko koronawirus stanowi problem światowy. Doszło do tego, że jeden z amerykańskich lekarzy określił go jako polio naszego pokolenia. A trzeba pamiętać, że liczba chorych na polio była wielokroć mniejsza, niż obecnie chorujących na covid-19.

3. Technologia PCR została wynaleziona prawie 40 lat temu. Dlaczego od 2020 roku używa się jej do diagnozowania koronawirusa, choć wiadomo, że daje wyniki fałszywie pozytywne w prawie 95% przypadków?

Ot, ciekawostka, gdzie pan Doktor wynalazł taką informację? Jeszcze w 2020 r. szeroko w mediach społecznościowych kolportowana informacja mówiła o 80% fałszywych wyników. To skłoniło dziennikarzy AFP sprawdzam do szukania odpowiedzi:

W Polsce oraz w innych krajach członkowskich WHO do potwierdzenia przypadku Covid-19 stosowane są wyłącznie testy molekularne o znacznie większej dokładności – napisał w mailu do AFP Jarosław Rybarczyk z ministerstwa zdrowia. – Testy molekularne mają precyzję powyżej 95 proc. (przy prawidłowym pobraniu próbki i wykonaniu badania) – tłumaczy Rybarczyk. Dodaje, że wynik ujemny testu molekularnego nie wyklucza ostatecznie zakażenia SARS-CoV-2 „ze względu na możliwą niewystarczającą do wykrycia, śladową ilość wirusa w wydzielinach osoby badanej w początkowym okresie po zakażeniu zwłaszcza, gdy nie ma ona objawów zakażenia”.

https://sprawdzam.afp.com/afp-sprawdzilo-tezy-pojawiajace-sie-w-falszywej-ulotce-o-epidemii-koronawirusa

O ile wiem, pod tym względem nic się nie zmieniło. Dr Pieniążek jednak twierdzi, że testy są praktycznie bezużyteczne i podaje to jako fakt. Warto więc by było, aby ten „fakt” udowodnił.

4. Dlaczego nie stosowano technologii PCR do diagnozy chociażby groźnego wirusa grypy w przeszłości?

A była taka potrzeba? Czy ktoś, kto zachorował na grypę, wykazywał objawy tożsame np. dla tężca, ataku kolki nerkowej czy też wszawicy, co powodowało brak możliwości zdiagnozowania choroby?

5. Testy PCR są bardzo drogie. Istnieją na rynku od dawna tak zwane szybkie testy na obecność antygenu (białka) koronawirusa, które kosztują około 12 złotych, przypominają w swoim formacie testy ciążowe, mogą być robione w domu, a wynik jest po 15 minutach. Dlaczego „eksperci” naciskają na stosowanie testów, które kosztują ponad 100 razy więcej?

Co do „testów ciążowych”, dostępnych za kilka złotych w aptece każda kobieta powie panu Doktorowi, że wskazują one tylko możliwość, co generalnie obliguje do zrobienia już konkretnych badań. Zastanawiające jest jednak zupełnie co innego – otóż w opublikowanym na pressmanii tekście Pandemia w Polsce! Pieniążek podawał zupełnie inną cenę:

Skupmy się tylko na Polsce. Na dzień 21 kwietnia 2021 roku, jak podaje worldometers.info, przeprowadzono w Polsce 13 767 550 testów. W Polsce, jak na całym świecie, wykonywane są głównie testy PCR kosztujące od 200 do 800 złotych za test, średnio po 500 złotych.

http://pressmania.pl/pandemia-w-polsce/

No to 200, czy 6 razy więcej?

6. W ciągu ostatnich 100 lat przebadano dokładnie czy noszenie maseczek zmniejsza zakażenia wirusem grypy. Ze wszystkich tych doskonale przeprowadzonych badań wynika, że noszenie maseczek absolutnie nie zmniejsza infekcje wirusem grypy. Dlaczego „eksperci” jednogłośnie wzywają do noszenia maseczek?

Proponowałbym więc panu Pieniążkowi oraz innym równie mądrym antyszczepom wszcząć krucjatę pt. precz z maseczką u chirurga podczas operacji!

Skoro maseczka i tak nie chroni, to po co operator i cały zespół obecny na sali zasłania sobie nimi twarze? Czy po to, by przypadkiem, jak się niespodziewanie obudzi, pacjent nie zobaczył, kto mu robi krzywdę? 😉

Mówcie NIE maseczkom! w każdej sytuacji. Bo przecież skoro nie chronią przed wirusem grypy, to tak samo są bezużyteczne na dworze (albo na polu, jak ktoś z Krakowa), jak i w sali operacyjnej.

7. Pomimo dużej corocznej akcji szczepienia się przeciw grypie, dziennie w Polsce zapadało na ciężką grypę ponad 20 tysięcy osób. Nie spowodowało to wcale zamykania szpitali. Dlaczego koronawirus, który powoduje bardzo podobną chorobę do grypy, spowodował totalny kryzys służby zdrowia?

Fajnie by było, gdyby emerytowany pracownik CDC mógł porozmawiać z kimś, kto przeszedł COVID-19. Faktycznie bowiem podobieństwo pomiędzy COVID-em a grypą jest takie, jak raka nerki i kamieni w pęcherzu. Otóż w obu przypadkach źle się sika.

Pieniążek najwyraźniej nie dostrzega, że w przypadku grypy respiratory są praktycznie nie potrzebne, a ludzie chorują w domach na L-4. Tymczasem o wiele więcej przypadków covid-19 wymaga hospitalizacji.

8. Kto jest winny temu, że chorzy na raka, po zawałach, czy po udarach mózgu boją się teraz pójść do szpitala?

A wcześniej się nie bali? Chory, u którego lekarz zdiagnozował raka oddychał uspokojony i udawał się do pobliskiego oddziału onkologicznego z radością jeszcze w styczniu 2020 r.? Bać się zaczął dopiero wtedy, jak ogłoszono pandemię???

A już najbardziej boi się osoba nieprzytomna po udarze. To już nawet nie jest demagogia…

9. Dlaczego płacono pracownikom rządowym za siedzenie w domu, skoro bardzo wiele rodzin znalazło się na bruku?

Ręce opadają… Przecież ci „siedzący w domu” pracownicy sfery budżetowej (nie rządowi, panie Pieniążek!) pracowali w trybie pracy zdalnej. Co szczególnie nie powinno dziwić pana doktora, gdyż w USA taka praca ma miejsce od dwóch co najmniej dekad.

Ale oczywiście niech Pan zapyta nauczycieli, czy im nie wstyd brać pieniądze za, często kilkunastogodzinne, siedzenie przy komputerze i zdalną pracę z dziećmi?

Natomiast opowieści o rodzinach wyrzucanych na bruk podczas pandemii dyskwalifikują emeryta Pieniążka spośród grona ludzi rozumnych!

Otóż zgodnie z art. 15 zzu ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 nie wykonuje się tytułów wykonawczych nakazujących opróżnienie lokalu mieszkalnego.

Nie ma więc możliwości wywalenia jakiejkolwiek rodziny na bruk. Ba, generalnie lex Blida też już nie obowiązuje i ludzi tak wywalić się nie da nawet w przypadku braku pandemii.

No cóż, podsumowując „proste pytania” amerykańskiego emeryta o polskich korzeniach trzeba powiedzieć krótko – kolejny demagogiczny stek bzdur, na który zwrócono uwagę tylko przez wzgląd na autora.

Tymczasem jeszcze przed wojną (światową!) lekarz Tadeusz Żeleński – Boy przestrzegał:

bo paraliż postępowy

najzacniejsze trafia głowy!

I to by było na tyle, jak mawiał wiadomo kto. 😉

6.06 2021