We wszystkich większych miastach stoją puste szpitale, bo nowe często nie otrzymały kontraktu z NFZ, a starsze zostały po połączeniu różnych szpitali w ramach tzw. sieci szpitali lub zostały wybudowane, ale nie zapadły decyzje odnośnie przenoszenia innych podmiotów leczniczych do nowych budynków.
Przygotowanie ich do pracy z chorymi „covidowymi” nie byłaby skomplikowana, gdyż całe zaplecze techniczne jest dostępne. Ale nie, będziemy tym razem w Polsce budować szpitale w międzynarodowych salach kongresowych, na boiskach sportowych – wszędzie, tylko nie w już istniejących szpitalach. Prowizorka i chaos organizacyjny w walce z epidemią przeniesie się do szpitali „covidowych”. Dopychanie kolanem w gumiaku, przy pomocy sznurka i taśmy klejącej zrobi się „szpital” – nie takie rzeczy już robiliśmy, na drzwiach od stodoły latamy wszakże codziennie do roboty ….
Nasi politycy robią sobie, co chcą, bo doskonale wiedzą, że odpowiedzialność za niewłaściwe leczenie i błąd medyczny spadnie na tych, którzy w tym „szpitalu” będą pracować. Czytaj więcej.

Co było do udowodnienia.
Tyle, że nie wiele nam to da, szczególnie w sytuacji dramatycznego braku wykwalifikowanego personelu medycznego. żadna satysfakcja. Najgorsza jest świadomość totalnej i wszechogarniającej pogardy, a jaką nas traktują rządzący, przy aplauzie sporej liczby obywateli – tu się nic nie zmienia od lat i nie ma barw żadnej partii politycznej.
Mówimy i wołamy o reformy w ochronie zdrowia wszyscy od lat – jak do ściany. Walimy w tą ścianę głowami od lat. Prosimy, tłumaczymy, przedstawiamy argumenty – żadnej efektu. Ale niech nam tylko do głowy przyjdzie wyciągnąć pistolet protestów i groźbę strajku – to nagle władza znajduje wszelkie siły i środki, by zdławić je w zarodku. Jesteśmy w klinczu obowiązków wobec chorych i naszego poczucia odpowiedzialności i świadomości, że tylko tak radykalne środki, jak strajk mogą coś wymusić na politykach i wstrząsnąć społeczeństwem. To doprowadza do coraz większej frustracji, bo żadne pokojowe środki nie skutkują, a koszty strajków w ochronie zdrowia mogą być tak tragiczne, że nie znajdujemy siły w sobie – by to zrobić.
Nikt za nami nie stoi, społeczeństwo nas nie popiera, hejt i lincz leje się z każdego forum i z każdych komentarzy na temat epidemii, reform w ochronie zdrowia. Dochodzi do tego,że jesteśmy posądzani o „zarabianie na epidemii”, bo przecież naród nie rozumie,że koszty leczenia drastycznie wzrosły, a łaskawie przyznane przez NFZ zwiększenie wycen hospitalizacji ich nie pokrywają, a podwyżki płac nie dotyczą wszystkich i nie rekompensują ryzyka pracy w coraz trudniejszych warunkach.
Jeśli po stronie rządzących nic się nie zmieni i nie będzie woli rozmów i zmian, to może dojść do sytuacji, że po prostu przestaniemy pracować i będzie nam absolutnie obojętnie kto i co z nami zrobi, jak ukarze i odsądzi od czci i wiary.
I tak to mamy codziennie. Dalej nic się nie zmieni.
Fot. Krystian Maj/KPRM
Zostaw komentarz