Długo zastanawiałem się, jak najkrócej można określić ostatnie wystąpienia Ewy Kopacz*. Choć w pierwszej chwili słowa użyte w tytule mogą wydawać się nieco ordynarne, to przecież w mowie potocznej „sranie w banie” oznacza właśnie plecenie bzdur, gadanie głupot, czyli to, co bardziej subtelnie nazywano ongiś „robieniem wody z mózgu”.

Popatrzcie zresztą sami, jak bardzo pasują one do rzeczywistości:

– Przyszedł czas na zmianę relacji między urzędnikiem a podatnikiem. Dzięki temu, że dojrzeliśmy do tego i stwierdziliśmy, że te relacje należy zdecydowanie zmienić, powstał projekt, kierunkowe założenia nowej Ordynacji podatkowej – poinformowała premier. – Ten materiał powstał dzięki pracy komisji kodyfikacyjnej, pod kierownictwem pana profesora (Leonarda Etela – PAP). To wyjątkowo ważna rzecz wprowadzająca wiele bardzo korzystnych rozwiązań dla podatnika, ale niezależnie od tego wprowadzająca równowagę między interesem podatnika a interesem publicznym – dodała.

Zaznaczyła, że te założenia kierunkowe to zestaw, zbiór zasad, w oparciu o które powstanie nowa Ordynacja podatkowa.

W dokumencie przygotowanym przez Komisję Kodyfikacyjną Ogólnego Prawa Podatkowego, wskazano, że powodem rozpoczęcia prac nad nową ustawą była potrzeba znalezienia właściwej równowagi między interesem publicznym a interesem podatnika. Dlatego w przyszłej Ordynacji mają znaleźć się z jednej strony regulacje, które zwiększają uprawnienia podatników, a z drugiej instrument pozwalający fiskusowi na skuteczniejszą walkę z tymi, którzy unikają płacenia podatków – klauzula przeciw unikaniu opodatkowania.

Wiele środowisk, wielokrotnie zgłaszało propozycje zwiększenia ochrony podatników. Komisja Kodyfikacyjna podziela pogląd, że sprawy dotyczące obszaru tak wrażliwego jak podatki, muszą być rozwiązywane z poszanowaniem praw podatników. Nie można jednak zapominać o uwzględnieniu interesu publicznego. Interes ten jest także chroniony przez Konstytucję. Wpływy z podatków także służą zaspokajaniu potrzeb społeczeństwa. Dlatego, w nowej ordynacji, obie te wartości powinny znaleźć właściwe odzwierciedlenie – podkreślono w dokumencie.

Pięknie, prawda? Tyle, że założenia, nawet najlepsze, nijak się mają do obowiązującego prawa. A formułowanie założeń tuż przed końcem kadencji oznacza, że pracować nad ustawą, łącznie z projektem, będą już następcy. Wygląda na to, że jest to element kampanii wyborczej PO.

Tylko.

Kolejna marchewka wysunięta przed Narodem wprzęgniętym od ośmiu lat w coraz oPOrniej funkcjonujący kierat.

Przecież prace nad nową ustawą, tak, aby spełniała ona niezbędne minimum poprawności, trwają lata. Wystarczy przypomnieć, że prace nad ujednoliconym kodeksem cywilnym, jednakowym dla całej Polski, rozpoczęte już w 1918 roku, dały efekt dopiero w 1963! Nawet hiperżyczliwa dla obecnego rządu „gazeta wyborcza” podaje rok 2017 jako najwcześniejszą datę ewentualnego wprowadzenia nowej ustawy.

A poza tym Naród widzi, że słowa Kopacz* nijak nie przystają do bieżącej polityki fiskalnej prowadzonego przez nią Państwa.

Bo w rzeczywistości już oficjalnie wymaga się od urzędników fiskusa nakładania kar i interpretowania przepisów na niekorzyść podatnika. Tym bardziej „ludzkim”… grozi się zwolnieniem a pracy!

Katarzyna II

Mamienie ludzi obietnicami reformy prawa w tej części Europy posiada już prawie 250-letnią historię. Na przełomie lat 1766/67 caryca Katarzyna II postanowiła skodyfikować rosyjskie prawo.

Co oznacza ten termin?

Ano nic innego, jak zebranie tematycznie wydawanych w różnych latach przepisów prawa. Nawet wtedy szukanie rozwiązań prawnych w opasłych rocznikach było zajęciem trudnym. Dzisiaj, gdyby nie istniały wyszukiwarki odnajdujące tematycznie akt prawny, byłoby to już niemożliwe. A tak pod jednym hasłem kryją się wszystkie prawa dotyczące jednej dziedziny.

„Pierwsza komisja kodyfikacyjna została powołana przez cara Piotra, ale nie osiągnęła żadnych efektów.

Druga komisja została powołana przez Imperatorową Katarzynę II w 1766/7 roku.

Najważniejszy element imperialnej propagandy stanowił list, jaki Katarzyna wystosowała do członków komisji. Tekst ten zawierał 655 artykułów w 22 rozdziałach i był niczym innym jak pseudofilozoficznym wywodem, opartym w głównej mierze na dziełach Monteskiusza, oraz włoskiego prawnika – Cezarego Beccarii. W dokumencie tym mówiono o służebnej roli monarchini, oraz konieczności stworzenia dobrobytu dla obywateli, którzy mieli żyć w państwie opartym na wartościach równości oraz wolności. Nic dziwnego, że cenzura królewska we Francji zakazywała rozpowszechniania tego listu, ze względu na jego wywrotowy charakter. (…)

Komisja została powołana w składzie 551 osobowym, przy czym tylko 27 prawników. W skład weszli przedstawiciele wszystkich stanów, w tym chłopstwa, ale z wyłączeniem pańszczyźnianych (50% chłopstwa ogółem, jeśli nie więcej, a więc jakieś 40 – 45 % społeczeństwa).

Po roku, gdy głos zdążyli zabrać nieliczni, pod pretekstem umożliwienia członkom komisji dołączenia do swoich regimentów (wybuchła wojna z Turcją), Imperatorowa zawiesiła prace komisji, następnie przekształcając ją w twór nazywany Radą Cesarską.”

Rosja nie doczekała się kodyfikacji do końca XIX wieku. Katarzyna II osiągnęła efekt propagandowy – Wolter nazywał ją „Semiramidą Północy” i uważał, że największym szczęściem dla zacofanych Polaków jest poddanie ich władzy oświeconej monarchini.

Czy podobnie będzie wyglądać los nowej ordynacji podatkowej, a raczej założeń do niej?

I chociaż Kopacz* z Katarzyną II ma jeszcze mniej wspólnego niż Bartoszewski z profesorem, prawdopodobnie losy obu projektów będą podobne..

Platforma Obywatelska, czyli Ewa Kopacz*, to nie tylko obietnice zmniejszenia fiskalizmu państwowego w bliżej nieokreślonej przyszłości.

To również obietnice pieniędzy. Po sławnych „stu milionach” Wałęsy, potem trzystu miliardów Tuska i Rostowskiego, przyszła kolej na kolejne. Tym razem Kopacz* przelicytowała swoich poprzedników, i to łącznie:

Europejskie fundusze mają pozwolić nam na kolejny skok cywilizacyjny. Każdą złotówkę zainwestujemy w przemyślany sposób – przekonywała w czwartek na konferencji premier Ewa Kopacz.
Dziś, gdy oficjalnie startujemy z kolejnymi środkami europejskimi, mamy jeden prosty, ale ambitny cel. Rekordowe fundusze europejskie mają pozwolić nam na kolejny skok cywilizacyjny. Żeby tak się stało, każdą złotówkę – powtórzę – każdą złotówkę z tych 500 miliardów (złotych – PAP) zainwestujemy w przemyślany sposób” – powiedziała.

Dodała, że przez dwa ostatnie lata trwała praca nad strategią rozwoju Polski. „Przeprowadziliśmy największe w historii konsultacje społeczne. Wzięło w nich udział wiele tysięcy uczestników, obywateli, ekspertów, przedstawicieli organizacji pozarządowych i biznesu, działaczy samorządowych i naukowców. Dokładnie wsłuchaliśmy się w to, co mówią Polacy i jak wyobrażają sobie rozwój naszej ojczyzny” – powiedziała premier.

Kopacz zrobi to na co Tusk potrzebował 7 lat - rozwali wszystko w rok

Jak w praktyce wyglądał dialog rządu PO-PSL ze społeczeństwem?

Jeszcze pod koniec czerwca 2013 roku związki zawodowe zawiesiły swój udział w tzw. Komisji Trójstronnej, m.in. z uwagi na to, że dialog w niej jest pozorowany, a postulaty związkowe nie są brane pod uwagę przez rząd.

Dopiero teraz, w roku wyborczym, „władza” nagle przypomniała sobie o społeczeństwie. Przed wakacjami być może będzie uchwalona ustawa, która wznowi dialog społeczny. Z kim więc pani Kopacz* prowadziła konsultacje tak naprawdę nie wiadomo poza tym, że na pewno nie były to związki zawodowe.

Rzecz nie do wyobrażenia w żadnym kraju europejskim na zachód od Odry i Nysy Łużyckiej. A i na południe również.

Kopacz zdzwiona

Tymczasem oficjalnie ustami premier Kopacz* jesteśmy zapewniani o „największych w historii konsultacjach społecznych”. Zupełnie tak samo, jak jeszcze niedawno o przekopaniu ziemi pod Smoleńskiem „na metr w głąb”.

Humpty Dumpty

__________________________________

* – z domu Lis