Ponownie odniosę się do „szczytu marzeń” tysięcy ludzi skrzywdzonych przez PO –PSL obsadą stanowisk Prezesów w Spółkach z udziałem Skarbu Państwa.

Wydawałoby się jeszcze kilka tygodni temu, że odsunięcie Prezesa Andrzeja Klesyka jest niemożliwe. Wpływowy człowiek chwalony przez analityków, ekonomistów, tyle dobrego działo się za jego panowania…

Prawo i Sprawiedliwość, obecna Partia rządząca udowodniła, że „kryształowe postacie”, którym hołd składano przez poprzednią ekipę mają skazy skrzętnie szlifowane przez PO.

Prezes, Zarząd miał zasób środków finansowych pozyskiwanych przez 200 lat, który został przez nich zwyczajnie przejęty. Mając majątek, wydawałoby się, że można wszystko. Kupić media ładując w nie miliardy złotych poprzez wykup reklam, sponsorować ważne wydarzenia w kraju, poza granicami, pokazywać się w dostojnym towarzystwie.

Dzięki takim ruchom obłudy zwyczajnej nikt z poprzedniej ekipy nie chciał słuchać, jakim kosztem szarych pracowników Spółka mnoży kapitał.

Listy Otwarte kierowane do byłego Premiera, pierwszego patrioty w Polsce, który pozostawił Ojczyznę wyjeżdżając do Brukseli lądowały w koszu, bez odniesienia się do trudnych spraw jednostek błagających wręcz o wysłuchanie, pomoc w powstrzymaniu działań Prezesa i jego ekipy.

Osobiście byłam bardzo zaangażowana w tym apelowaniu o pomoc ludziom, którzy całe swoje życie zawodowe poświęcili dla dobra zakładu. Nikt nie podjął się chociażby próby zatrzymania szaleństwa tam panującego.

Platforma widziała w PZU nadzorowanym przez Prezesa „kurę niosącą złote jajka”, a takiej skrzydeł się nie podcina.

Przytaczam fragmenty z publikacji z lipca 2014 r, którą umieściłam na jednym z portali niezależnych mediów.

Nie wierzę, że nie czytali, lub nie wiedzieli o tekście prominenci z Platformy wcale nie obywatelskiej. Wszak krzywda obywateli nie interesowała byłej władzy.

(..) Uważam, że PZU, to najbardziej „upolityczniona” Spółka w kraju. Bywało bardzo, bardzo źle, jednak nigdy nie ucierpieli wprost na tych zagrywkach pracownicy. W roku 2007 nominację na fotel Prezesa otrzymała osoba, która obsadę do swojej roli pozyskała bez żadnego „castingu”. Osoba została wprowadzona przez ówczesnego reżysera tej tragedii Ministra Aleksandra Grada. Czy powołanie na szczytne stanowisko Pana Prezesa było zgodne z prawem? Śmiem twierdzić, że było poparte szeroką koneksją. Oburzyłam się nominacją wraz z rzeszą pracowników identycznie, jak swoje oburzenie wyraził wówczas jeszcze członek opozycji za rządów PIS Pan Donald Tusk na nominację byłego Prezesa Pana Jaromira Netzel.

„Szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk ocenił nominację Jaromira Netzla na prezesa PZU, jako „tajemniczą i nieznajdującą żadnego uzasadnienia poza tajemniczymi koneksjami”.

Tusk oświadczył, że PO oczekuje od premiera i ministra skarbu wyjaśnienia sprawy nominacji Netzla na prezesa PZU. Oczekiwalibyśmy od premiera naszego rządu, od ministra skarbu, bardzo przejrzystych, bardzo klarownych i przekonujących zasad nominacji na stanowisko prezesa (PZU) – powiedział Tusk. We wtorkowych „Sygnałach Dnia” premier Kazimierz Marcinkiewicz poinformował, że jeszcze tego dnia ma otrzymać informacje w sprawie prezesa PZU Jaromira Netzla, o którego domniemanym udziale w aferze gospodarczej pisała w ostatnich dniach prasa; Tusk powiedział, że „to, co stało się z nominacją na prezesa PZU, to nie jest prywatna sprawa tego czy innego ministra rządu Marcinkiewicza”. „PZU to są miliardy złotych Polaków, tych, którzy ubezpieczają się w PZU. Ten, kto zostaje szefem PZU, staje się w jakimś sensie dysponentem oszczędności, inwestycji ubezpieczeniowych milionów naszych rodaków” – zaznaczył szef PO.”

Bardzo mądry przekaz Pana Tuska, ale tym razem nie stawiał sprzeciwu wobec nominacji, powołania Pana Andrzeja Klesyka w identyczny sposób, – dlaczego? Na stanowisko potrzebny był człowiek zaufany, zarazem, cyniczny, otoczony silną grupą wsparcia osób, których nazwiska nie są obce. Pan Prezes otrzymał niezwykłe przywileje ze strony Rządu, parasol ochronny:

Źródło: Renata Grochal Gazeta pl.

(..)Renata Grochal: Zanim trafił pan do PZU, dwukrotnie startował pan w konkursie na prezesa PKO BP., Dlaczego uznany menedżer z prywatnego biznesu uparł się, żeby zarządzać firmą kontrolowaną przez państwo, więc narażoną na polityczne naciski?

Andrzej Klesyk, nowy prezes PZU: Dwukrotnie wystartowałem w konkursie na prezesa PKO BP i dwukrotnie wygrałem. Za pierwszym razem, gdy wybrała mnie firma headhunterska, po kilkunastu godzinach usłyszałem, że coś nie zostało wyjaśnione i potrzeba czasu. Drugim razem, jak rozumiem, nie chciano zagwarantować mi samodzielności w doborze zarządu i 150 menedżerów, z którymi miałem współpracować.

Premier Jarosław Kaczyński lobbował wtedy, by prezesem PKO został Kazimierz Marcinkiewicz, ale ten wybrał ostatecznie EBOiR.

Dziś mam swobodę w doborze współpracowników. Dostałem też obietnicę niezależności. Zapytałem wprost ministra skarbu, czy będą polityczne naciski. Powiedział, że jeśli ktokolwiek z polityków zadzwoni, mam nie odpowiadać. I taki mam zamiar. PZU jest jedną z najpotężniejszych instytucji finansowych w regionie, ma powyżej miliarda euro zysku netto. Dla większości menedżerów to nieprawdopodobna adrenalina.

Były już jakieś telefony od polityków?
– Nie. Ale jestem tu od piątku.(..)

W trzecim dniu pracy odwołał pan dwóch dyrektorów oddziałów – warszawskiego i szczecińskiego. Na stanowiska przywrócił pan osoby zwolnione przez prezesa Jaromira Netzla. Dlaczego?(..) Gdy odwołał pan dyrektorów, PiS podniosło larum, że w PZU zaczynają się czystki.

– Nie będzie żadnych czystek. Będę oceniał ludzi pod względem wyników, profesjonalizmu, kompetencji, uczciwości, lojalności wobec firmy i kolegów. Chcę zweryfikować kadrę menedżerską tak, by stworzyć zespół około 150 osób. Na nich będę starał się zbudować potęgę firmy. Chciałbym, żeby awansowali ludzie z PZU. Będę musiał uzupełnić też wakaty, np. nie ma dyrektora marketingu ani zastępcy(..)

Zrozumieliśmy, iż głównym zadaniem nowego Prezesa jest ziszczenie marzeń Rządu pod przewodnictwem Premiera Tuska, z udziałem Ministra Grada; doprowadzenie do zakończenia konfliktu z EUREKO. „ Ktoś narozrabiał, by cierpiał dalej ktoś”. Tym kimś stali się pracownicy Spółki, do których zmierzało widmo zwolnień grupowych. Zapowiedź restrukturyzacji, to masowe zwolnienia pracowników rozproszonych po całym kraju. Kilka tysięcy osób na bruk miało przynieść mega oszczędności dla firmy, która mogła w nowej strukturze organizacyjnej wkroczyć na giełdę po uprzednim rozwiązaniu sporu z EUREKO. Jak to się stało, że właśnie Prezes Andrzej Klesyk był „cudownym lekiem” na konsensus z udziałowcem, który przez wiele lat oddalał zbycie swoich akcji?
Źródło: Polityka Joanna Solska

Andrzej Klesyk. Prezes-strażak

Po studiach w Harvardzie mógł już aplikować do najbardziej renomowanych firm. Tak wylądował w Londynie w McKinsey. Jako konsultant biznesowy? Do McKinsey w połowie lat 90. zgłosił się światowy potentat w produkcji kartonów Tetra Pack, żeby przygotowali mu projekt ekspansji na nowe rynki. Chciał, żeby za kilka lat 80 proc. mleka w Polsce było sprzedawane w kartonach (a połowa z nich miała być produkowana przez Tetra Pack). W polskich sklepach sprzedawano wtedy mleko w plastikowych, lepiących się torebkach, które trudno było donieść do domu w całości. – Ani myślałem wracać wtedy do Polski, ale wyzwanie było ambitne – mówi. (..)

Bank dla ludzi…

Wkrótce kolejne ambitne zadanie postawił przed nim Cezary Stypułkowski, szef Banku Handlowego. Bankowi, który głównie obsługiwał firmy, bardzo brakowało części detalicznej. Zbudować bank dla ludzi miał właśnie Klesyk. Handlobank okazał się sukcesem, a Klesyk wspólnie ze Stypułkowskim w tajemnicy opracowali projekt połączenia Banku Handlowego z BRE. Wtedy po raz pierwszy Klesyk przekonał się, jak politycy mogą krzyżować najlepsze biznesowe plany. Świetny projekt połączenia dwóch dużych banków mógł stać się zalążkiem wielkiej polskiej grupy finansowej. Zablokowali go Grzegorz Wieczerzak i Władysław Jamroży, jako prezesi państwowego PZU, nominowani przez rząd AWS-UW. Mogli to zrobić, bo PZU miał akcje BH. Rząd wolał Bank Handlowy sprzedać amerykańskiemu Citi Bankowi, niż pozwolić Stypułkowskiemu, którego uważano za związanego z lewicą, go prywatyzować. Wkrótce potem Cezary Stypułkowski (w kraju rządził już wtedy SLD-PSL) sam został prezesem PZU. Drogi Klesyka i Stypułkowskiego się rozeszły, ale od tej pory na biznesową karierę Klesyka coraz większy wpływ zaczyna wywierać polityka. Tworząc internetowy bank, nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Wówczas działał przecież na zlecenie niemieckiego klienta, formalnie dalekiego od politycznej sceny. Tymczasem klient dość szybko okazał się bankrutem, a nieco zmienioną wersję internetowego banku (dziś Inteligo) kupił państwowy bank PKO BP. Po trzech latach między znanym już w polskim biznesie Klesykiem (pracował, jako konsultant w Boston Consulting Group) a szefem agencji headhunterskiej, rekrutującej top menedżerów, odbył się następujący dialog:

–  Andrzej, nie chciałbyś wystartować w konkursie na prezesa?
– Prezesa czego?
– Banku, jednego z największych w Polsce.
– ?
– Zaczyna się na P.

Konkurs odbywał się bardzo profesjonalnie. Na przesłuchania w hotelu Sheraton Klesyka wprowadzano tylnym wejściem, żeby uniknąć przecieku. Nie wiedział, kim są kontrkandydaci. Profesjonalizm się skończył, gdy okazało się, że to on wygrał. Telefonicznie zawiadomiono go, że nie może zostać powołany. Media spekulowały, że prezesem PKO BP z pewnością zostanie Kazimierz Marcinkiewicz. O politycznej naiwności Klesyka świadczy fakt, że – mimo to – dał się namówić, by znów wystartować w konkursie na to samo stanowisko, do tego samego banku. – Minister Wojciech Jasiński osobiście przekonywał, że już mnie sprawdzili i teraz żadnych przeszkód nie ma – wspomina. – Przedtem podobno były podejrzenia, że mogłem współpracować na przykład z wywiadem brytyjskim. No, bo jakim cudem, zastanawiano się w PiS, dostałem w Londynie pozwolenie na pracę? Drugi konkurs znów wygrał Klesyk. I po raz kolejny działacze Prawa i Sprawiedliwości odmówili mu nominacji. Chyba ich rozśmieszył warunkami, że sam będzie sobie dobierał współpracowników („możecie mi do zarządu wsadzić tylko jednego człowieka, żeby mnie pilnował”) i politycy mają mu się nie wtrącać.

Dobry prezes jest potrzebny …

Wkrótce po wyborach w 2007 r. do Klesyka zadzwonił minister skarbu Aleksander Grad i poprosił o spotkanie. – Najlepiej za dwie godziny. Na jego biurku leżała gruba teczka Klesyka. Zapewnił, że dużo o nim wie, i zaproponował prezesurę PZU SA. Do warunków, które przyszły prezes postawił wcześniej politykom PiS przy negocjacjach w związku z PKO BP, teraz doszedł jeszcze jeden: w konflikcie między polskim rządem a Eureko o kontrolę nad PZU prezes pozostanie na boku. Na drugi dzień minister powiedział: dobrze.

Ale nowy prezes chyba nie był zupełnie neutralny… W Davos umówił się na lunch z Bertem Heemskerkem, wtedy jeszcze prezesem Rabobanku, mniejszościowego akcjonariusza Eureko. Trzygodzinny lunch zakończył się deserem (zwykle prezes go sobie odmawia) i konkluzją, że dziesięcioletnią wojnę holendersko-polską o kontrolę nad PZU trzeba zakończyć pokojem.

Przez cały czas rola Andrzeja Klesyka w tych trudnych negocjacjach nie była znana. Ale też obie strony robiły wszystko, żeby uniknąć przecieków. – Obaj z Heemskerkiem ustaliliśmy, że dla bezpieczeństwa nie będziemy się komunikować telefonicznie ani elektronicznie, tylko za pomocą faksu – śmieje się prezes Klesyk. Potem z tymi faksami udawał się do ministra Grada.

Teraz, gdy konflikt krępujący rozwój PZU został rozwiązany, Andrzej Klesyk przekonuje się, że politycy są mu bardzo potrzebni. PZU, mimo wypłaty odszkodowania dla Eureko, ciągle ma w kasie sporo pieniędzy i warto je dobrze zainwestować. Ponieważ nasz narodowy ubezpieczyciel kiepsko sobie radzi z indywidualnymi polisami na życie, bardzo by go wzmocniło przejęcie europejskiej części amerykańskiego AIG. W wyniku kryzysu jego właścicielem jest teraz jednak rząd USA. Rozmowy zainicjować musi, więc nasz premier.

Andrzej Klesyk czuje się zresztą niewykorzystany przez premiera.

– Powinien zebrać takich ludzi jak ja, prezes PKO BP, Banku Gospodarstwa Krajowego i zadać nam pracę do odrobienia – proponuje Andrzej Klesyk. Na przykład od biznesowej strony przygotować jakiś wielki projekt infrastrukturalny. I zapytać, jak go sfinansujemy. Rząd nie ma przecież na to pieniędzy. W innych krajach to normalna praktyka.

Świetnie zorganizowany prezes PZU SA wie nawet, skąd premier ma na taką rozmowę wziąć czas. Po prostu, jak będzie leciał na weekend do Gdańska, powinien zabrać ich do rządowego samolotu. W drodze wszystko omówią, a potem biznesmeni wrócą do Warszawy samochodami, które w Gdańsku będą na nich czekały. Zamiast odpowiedzi, jak długo spodziewa się prezesować narodowemu ubezpieczycielowi, Andrzej Klesyk opowiada anegdotę, która krąży wśród szefów wielkich spółek Skarbu Państwa.

” Dopóki w burdelu jest pożar, to dobry prezes jest potrzebny, żeby go gasić. Gdy sytuacja zostanie opanowana, politycy najczęściej dochodzą do wniosku, że można się tam teraz nieźle zabawić. Wszystko więc sprowadza się do oceny, czy jeszcze się pali.”

Kim jest Pan Prezes, jaka jego przeszłość?

Źródło: Piotr Nisztor Rzeczpospolita

„Śledczy badają wielomilionowe umowy zawierane z firmami, w których pracowali obecni członkowie zarządu PZU, Prokuratura Okręgowa w Warszawie wyjaśnia, czy członkowie zarządu PZU w latach 2001 – 2006 przekroczyli uprawnienia i nie dopełnili swoich obowiązków. Mogli, bowiem spowodować w PZU straty, na co najmniej 21 mln zł. Zawiadomienie w tej sprawie złożył w kwietniu 2007 roku zarząd PZU kierowany wówczas przez Jaromira Netzla. „Rz” dotarła do tego zawiadomienia. Wynika z niego, że wśród osób, które miały się dopuścić nieprawidłowości, są m.in. byli szefowie PZU Jerzy Zdrzałka i Cezary Stypułkowski. Na razie śledztwo toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko nim. Ma potrwać przynajmniej do 3 maja.

– Postępowanie jest wielowątkowe, badane są umowy zawarte przez PZU SA z firmami McKinsey i Boston Consulting Group – potwierdza Katarzyna Szeska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Obecnie trwają przesłuchania świadków i analizowana jest obszerna dokumentacja dotycząca zdarzeń objętych postępowaniem. Z zawiadomienia do prokuratury wynika, że współpraca z McKinseyem miała być narzucona PZU przez Eureko. „Na wybór tej firmy PZU nie miał de facto wpływu” – czytamy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prokuratura sprawdza, czy poprzez umowy doradcze nie dochodziło do wyprowadzenia pieniędzy z PZU. Z dokumentów, do których dotarła „Rz”, wynika, że w latach 2001 – 2006 umowy z McKinseyem opiewały na ponad 80 mln zł, a do Boston Consulting Group w latach 2003 – 2006 trafiło przynajmniej 5 mln zł. Wątpliwości dotyczą, co najmniej 21 mln zł. W samym tylko 2001 roku PZU zapłacił McKinseyowi prawie 47 mln zł. – Rzeczywiście to trochę dużo – przyznaje w rozmowie z „Rz” Andrzej Klesyk, obecny prezes PZU i jednocześnie były pracownik McKinseya i BCG. – Oznaczałoby to bowiem, że w jednym roku spółka musiała np. zlecić cztery bardzo duże, skomplikowane projekty. Umowy doradcze są jednak niemierzalne, dlatego czasem trudno ocenić ich faktyczną wartość. Klesyk przez siedem lat pracował w londyńskim oddziale McKinseya. – Wówczas nie miałem żadnej styczności z PZU – zaznacza. Przyznaje jednak, że od 2003 roku po przejściu do BCG zajmował się tam bezpośrednio projektami PZU. – We wszystkich miałem większy lub mniejszy udział – mówi.

W realizacji umów z PZU z ramienia McKinseya brał natomiast udział Witold Jaworski, obecnie wiceprezes PZU. Potwierdza to Klesyk, zastrzegając, że z samym podpisywaniem umów Jaworski nie miał nic wspólnego. – Był analitykiem i konsultantem dopiero rozpoczynającym karierę – wyjaśnia prezes PZU. Jaworski pracował w McKinseyu przez cztery lata. Andrzej Klesyk zapewnia, że będzie współpracował ze śledczymi. – Ze względu na normalne standardy korporacyjne ten zarząd nie może sobie pozwolić na wycofanie wniosku z prokuratury – zaznacza prezes PZU. Do śledztwa podchodzi jednak sceptycznie. – Trudno mi sobie wyobrazić, aby duże, uznane międzynarodowe firmy wchodziły w jakieś kryminalne układy – mówi. Przedstawiciele Boston Consulting Group i McKinseya nie chcieli komentować sprawy. Trudno mi sobie wyobrazić, aby uznane firmy wchodziły w kryminalne układy”

Źródło: Rzeczpospolita Piotr Nisztor

Afera w PZU, której nie było?

Prokuratora umorzyła postępowanie przeciwko Cezaremu Stypułkowskiemu, byłemu prezesowi największego polskiego ubezpieczyciela. Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która badała nieprawidłowości w PZU, do jakich miało dojść za prezesury Cezarego Stypułkowskiego, nie dopatrzyła się przestępstwa – ustaliła „Rz”. – Decyzja ta jest prawomocna – powiedział „Rz” Radosław Skiba z warszawskiej okręgówki. Były szef PZU był w tej sprawie podejrzany o działanie na szkodę spółki. Zarzuty dotyczyły umowy zawartej przez spółkę za jego czasów, w maju 2006 r. z firmą konsultingową PricewaterhouseCoopers. Za prawie 270 tysięcy złotych ubezpieczyciel zlecił jej dokonanie przeglądu domniemanych nieprawidłowości w Oddziale PZU SA we Wrocławiu. Umowę zawarto, chociaż w tym samym czasie taką inspekcję prowadziło już Biuro Kontroli Wewnętrznej PZU. Według prokuratury zatrudnienie firmy konsultingowej było w tym przypadku niepotrzebne. Z informacji „Rz” wynika, że na decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa wpłynęło m.in. pismo aktualnego prezesa PZU Andrzeja Klesyka. – Była to odpowiedź na pismo prokuratorzy z prośbą o ustosunkowanie się do sprawy – mówi prokurator Skiba.

Jaka była treść dokumentu? Szef PZU stwierdził, że spółka nie czuje się pokrzywdzona podpisaniem umowy z PricewaterhouseCoopers. Sprawa kontrowersyjnej umowy zawartej przez PZU została wyodrębniona do odrębnego postępowania. Wcześniej wątek ten był badany w ramach śledztwa dotyczącego milionowych nieprawidłowości w PZU. Zawiadomienie w tej sprawie w 2007 r. skierował ówczesny prezes spółki Jaromir Netzel. Według niego wątpliwości budziły umowy konsultingowo-doradcze z takimi firmami jak m.in. McKinsey i Boston Consulting Group (BCG) zawarte przez PZU, kierowane wówczas przez Stypułkowskiego. Przedstawicielem BCG, który podpisywał umowy z PZU był właśnie Andrzej Klesyk, aktualny prezes PZU. Nie był jednak przesłuchiwany w tej sprawie. Dlaczego przesłał prokuraturze pismo z korzystnym dla Stypułkowskiego stanowiskiem? Do momentu opublikowania tej informacji nie otrzymaliśmy z PZU komentarza w tej sprawie. Wielowątkowe śledztwo toczące się z zawiadomienia Netzla również zostało umorzone”.

Kto był zatrudniony w tym okresie w PricewaterhouseCoopers – trudno uwierzyć, ale profesor Witold Orłowski; W 2006 został głównym doradcą ekonomicznym firmy. Coś za coś?? – może i tak. 270 tysięcy – spora kwota, tym bardziej, że nie ze swojego kapitału, a kapitału PZU. Czy można nie zarzucać niegospodarności Panu Prezesowi?- ja osobiście taki zarzut postawiłabym. Nazwiska pojawiają się już wspólnie w wielu pozycjach:

Rada Powiernicza Muzeum Narodowego w Warszawie;

prof. Witold M. Orłowski – przewodniczący Rady Powierniczej
Pozostali Członkowie Rady Powierniczej MNW:
Jan Krzysztof Bielecki – Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Premierze RP.(..)
Andrzej Klesyk – Prezes Zarządu PZU.(..)
Ambitny Prezes ambitnie zmierza do celu. Adrenalina spełniła marzenie Pana Klesyka, by Jego postać była dostrzegana w gronie polityków, blisko Pana Premiera, społecznie.

Źródło: Wyborcza.biz.

Grad i Klesyk nagrodzeni …

Minister skarbu Aleksander Grad oraz prezes PZU Andrzej Klesyk zostali Osobowościami Roku Rynku Finansowego 2009. Wyróżnienie przyznano za rozwiązanie trwającego od dziesięciu lat sporu skarbu państwa z Eureko w sprawie PZU. Nagroda ta jest przyznawana już od dziesięciu lat przy okazji odbywającego się w Warszawie Forum Finansowego „Twoje Pieniądze”. Przewodniczącym Kapituły Rankingu jest główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers prof. Witold Orłowski, a jej członkami m.in. były minister skarbu Jacek Socha oraz b. prezes Giełdy Papierów Wartościowych Wiesław Rozłucki(..).

Wiem, że jestem ogromnie zmęczona wiedzą, jak brutalnie można ignorować szarych obywateli swoją butą, arogancją. Chaos na rynku ubezpieczeniowym będzie tak długo trwał, póki „towarzystwo” zasiadające w wygodnych fotelach, z Prezesem, którego dochód oscyluje w granicach 135 tysięcy zł miesięcznie nie zostanie rozliczone w myśl litery prawa. To jest oszczędność z Pana strony w ramach restrukturyzacji? Kpina! Miała być tylko adrenalina Panie Prezesie, nie dochody. Oszukał Pan sprytnie tysiące ludzi. Zaplecze polityczne dało Panu taką szansę.(..)

Na ten mój krzyk o pomoc odniosło się kilku Posłów z PIS. Niestety, nie mogli dokonać żadnych zmian, podjąć rozmów, bowiem nijaki Donald Tusk lekceważył wszystkich.

Wierzę, że po objęciu stanowiska Prezesa przez typowaną osobę z ramienia PIS ludzie jeszcze tam zatrudnieni nie będą poddawani mobbingowi.

Powróci normalność po odwołaniu WSZYSTKICH DYREKTORÓW piastujących dzisiaj swoje stanowiska. Oni są przesiąknięci bezwzględnym poddaniem wobec byłego już Prezesa.

Nie objęli stanowisk z racji wiedzy, profesjonalizmu, a zwyczajnej protekcji. Nadal bez skrupułów wręczają wypowiedzenia każdemu, kto o swoje prawa się upomni.

Dziękuję Panie Ministrze Jackiewicz w imieniu swoim, jak i tysięcy ludzi zwolnionych przez człowieka – wydawałoby się z żelaza, za ten ruch, dymisję Prezesa.

Takim oto postaciom hołdowała była ekipa PO – PSL.

BRAWO PIS. Niech Prawo i Sprawiedliwość zapanuje nie tylko w PZU, niech przepisy prawa nareszcie będą respektowane.