Najpierw kilka uwag ogólnych bo widzę, że emocje, emocje – także u mnie. Nie chce się spać, żeby nie stracić broń Boże newsa o oswobodzeniu kolejnych miast, miasteczek, wsi. I to czekanie na tweety, ploty, zgrywki z telegrama czy ruskiego military-blognetu, że znowu coś się rozsypało i że kamandir bliadź, a putin chujło. I niektórzy oraz niektóre z was też tak mają, prawda?

Skala #Roswpierdolu na północy Ukrainy jest oczywiście imponująca, wydaje się, że rozpad całego skrzydła frontu mógł zaskoczyć nawet sztab ukraiński, który jednak wykazał się elastycznością i był na to przygotowany wstępnie jak ten zespół co to gra koncert i całkiem przypadkiem ma przygotowanych na bis jeszcze z dziesięć kawałków. Tak, to @Pearl Jam. Zatem Załużny, jak ten Eddie Vedder usłyszał, że muzyczka żre, no to proszę – mam w zapasie kilka batalionowych grup taktycznych – proszę, grajcie dalej.

Nie wiem czy taki był plan, bardziej pewne, jak mówił kilka razy Pan Pułkownik Piotr Lewandowski że plan był wariantowy, ograny w grach sztabowych i mniej więcej było wiadomo, że jak zażre – to robimy A, jak tak sobie – to robi wariant B, a jak w ogóle się nie uda to mamy wariant C. No i chyba wyszedł wariant A++.

Z tym, że są pewne ale.

Najpierw o tych zdjęciach, potwierdzeniach, zajęciach, przejęciach.
Zdjęcie zrobione nawet na rogatkach miasta przez grupę zwiadowców, nie stanowi o tym, że ktoś ma nad tym miastem kontrolę. To znaczy, że jakiś oddział tam się pojawił i było na tyle bezpiecznie, że trzasnęli fotę. Na pewno Ukraińcy oparli się mocno o rzekę Oskoł, na pewno wypuścili za nią rozpoznanie, Marcin Jop wskazuje, że zajęli może nawet i Swatowe (wrzućcie sobie dowolną mapę tej wojny i poszukajcie – to 60 kilometrów na południowy wschód od Kupjańska). Na pewno zajęli Wołczańsk, podeszli pod wiele miejsc, na pewno przejęli masę sprzętu, logistyki, wzięli trochę jeńców, rozbili sztaby – 18 Dywizji zmechanizowanej i być może sztab Grupy „Zachód” – nawet jeżeli nie wzięli do niewoli jej dowódcy – sporo o to kto w zasadzie dostał się do niewoli trwają. Ale pewne jest jedno sztab grupy „Zachód” stracił możliwość efektywnego zarządzania podległym mu wojskiem, bo nawet jak jenerał uszedł, to sztabu nie ma.

Zdumiewające jest, że nadal brak solidnego rosyjskiego kontrataku z głębi operacyjnej. Tłumaczyłem to Małgosi, w czym rzecz. Jak idziesz z kimś na noże, powiedzmy kłótnia dotyczy czegoś ważnego – to też szykujesz warianty, jak on/ona powie to, to ja powiem to, a jak to i to nie przekona to zawsze jeszcze mogę np. powiedzieć to albo zagrozić czymś. Nie rzucasz w sporze, kłótni, trudnych negocjacjach wszystkich argumentów od razu na stół, stopniujesz, jak masz rozsądek, bo nie wiesz co zrobi druga strona. No i mówię – w walce to samo. Nie wystawiasz na pierwszy strzał wszystkiego co masz, bo to Ty chcesz mieć ostatnie słowo.

No i to co jest zdumiewające w tym co się dzieje na północnym wschodzie Ukrainy to, że tam wygląda tak, jakby nie było żadnej drugiej linii, nie było założonych rygli, czyli takich pozycji ostatniej szansy, za liniami obronnymi w jakichś czułych punktach, za które przeciwnik na pewno nie może się przerwać. Nic. Wszystko posypało się, armia ucieka jak może, razem z nią administracja, policja polityczna, kolaboranci.

I tutaj wchodzi drugie ale.

Bo owszem, to imponujące, ale każda ofensywa ma swoje granice. Te granice wyznacza nie tylko opór przeciwnika, ale stan sił własnych i zaopatrzenie. Jeżeli masz za mało sił zgromadzonych do ataku i osłony skrzydeł to pójście za daleko będzie oznaczało że albo zostawisz w swoim ugrupowaniu duże luki, żeby zachować jakąś gęstość pięści uderzeniowej, ale będziesz starał się chronić skrzydła i będziesz rozrzedzał te swoje siły, rozpraszał coraz bardziej i w końcu balonik urośnie, że aż strach. No znacie dalszy ciąg. To można trochę oszukać manewrowością, elastycznością reagowania, rozpoznaniem i łącznością. Jak ktoś nie wie o co chodzi to polecam przejrzeć mapy kampanii Afrika Korps Erwina Rommla w latach 1941-42. Tam niemieckie czołgi tego samego dnia potrafiły walczyć w kilku różnych miejscach. Czyli było ich powiedzmy 50, ale że biły się sprawnie i manewrowały, ponosiły relatywnie małe starty bezpowrotne to efekt był taki jakby ich było dużo więcej.
No ale nawet dryblingi Rommla miały swoje granice. I ta ofensywa też ma swoje granice. Nie wiemy jakie realnie siły tam poszły, mało w każdym razie o tym wiemy. Ulubiona przez Pana Pułkownika Piotr Lewandowski 1 окрема танкова Сіверська бригада nadal na zapleczu, nie widać jej. Moja ulubiona 93-тя ОМБр Холодний Яр też tam raczej nie działa. Chyba raczej nie. No i nie widać – ponownie przypomnę – zbyt wiele sprzętu z jednostek rezerwowych tak jakby korpus rezerwowy ciągle stał gdzieś z dala albo był szykowany na inny kierunek.

Co do zaopatrzenia – to też jest istotne. Wszystko co jeździ, strzela, je, pije wymaga ton różnych rzeczy. Jak się przewiduje ofensywę na 100 kilometrów w głąb to się zawczasu przygotowuje inne zapasy, a jak na 200 czy 300 to inne. Jak się planuje walki od lata do jesieni to się wydaje inne mundury i tak dalej. Nie zawsze jest możliwość przedłużania w nieskończoność natarcia – o czym z kolei przekonali się Niemcy w 1941 pod Moskwą, im wtedy linie zaopatrzenia się wydłużyły a swoi etom skróciły. Samo to nie wystarczyło do sukcesu, ale było znaczącym czynnikiem.

Nie wiadomo gdzie i kiedy skończy się paliwo tej ofensywy, ale kiedyś się skończy. Oczywiście pomagać może uruchamianie kolejnych realnych lub pozorowanych jej kierunków. Ja nie bardzo wierzę, że wszystkie te kierunki – Łymań, wznowienie walk o lotnisko w Doniecku, wyjście znowu na Lisiczańsk, na Rubiżne, z drugiej strony – to są kierunki równorzędne. Za wiele tego moim zdaniem.

Możliwe, że to mydlenie oczu, sianie paniki, żeby przeciwnik jeszcze ściągnął na północ jakieś siły, albo zaczął je ściągać – po to żeby uderzyć z kolei w jeszcze jakimś innym miejscu. Wiecie, jak się dowództwo za bardzo w panice miota to wychodzi z tego takie Ligny i Quatre Bras. Już pisałem o tym kiedyś. W czerwcu 1815 roku, tuz przed Waterloo Napoleon i Marszałek Ney toczyli dwie osobne bitwy, blisko siebie. Napoleon tłukł się z armią pruską pod Ligny, a Ney z armią Welligtona pod Quatre Bras, żaden zdecydowanie nie wygrał. Za plecami mieli korpus D’Erlona, który gdyby pojawił się na którymkolwiek z pół bitew mógłby przeważyć szalę na stronę armii francuskiej, ale najpierw wezwał go Ney, a kiedy zaczął marsz w stronę Neya – dostał rozkaz od Napoleona, więc zawrócił pod Ligny, efekt był taki, że nie wziął udziału ani w bitwie pod Ligny ani pod Quatre Bras i – skracając wątek do minimum – w efekcie Napoleon pod Waterloo starł się z obiema niepokonanymi do końca armiami – Welligtona i Bluchera i przegrał.

Także myślę, że te różne ataki, natarcia nie muszą być obliczone na realne otwarcie nowych kierunków, ale takie zamieszanie niezbyt rozgarniętym sztabom rosyjskim w łbach żeby wyszło jak pod Ligny. Albo Quatre Bras, jeden pies.

I jeszcze jedno ale – na tyłach plącze sie prawdopodobnie masa rozbitych, pogubionych grypek waciaków, zdezorientowanych ale posiadaj acych broń. trzeba ich wyłapać, oczyścić sobie tyły. To tez zajmuje czas i ludzi.

I ostatnie małe ale. Gdy tak pojawiają się różne doniesienia o tym że nawet gdy w rus-necie pisze się , że wdziano ukraińskie wojsko tu czy tam trzeba pamiętać o jednym, czego my w ciepłych papuciach przed ekranami komputerów nie czujemy. To wszystko jest potworny stres, nie tylko na pierwszej linii. I nie tylko waciaków spieprzających byle dalej od ukrów. Stres robi dużo dziwnego z percepcją. Kiedyś zbłądziłem w Beskidach po nocy i nad ranem byłem pewien, że widzę na polanie przed sobą … niedźwiedzia tańczącego wśród poletka konwalii. Nie, nic nie brałem. Maiłem we krwi od kilku godzin systematycznie rosnącą dawkę adrenaliny, bo noc, góry, a ja nie wiem gdzie jestem i jeszcze te jelenie ryczące po kniei. A to był pokój, polskie góry, gdzie ostatecznie zawsze możesz zacząć iść w dół i prędzej czy później trafisz na drogę, a droga doprowadzi cię do wsi, nie zginiesz. A co dopiero w czasie wojny. W czasie wojny to żołnierze na Westerplatte widzieli jednego dnia peryskopy łodzi podwodnych w morzu – myśleli, że brytyjskich, a innego dnia widzieli niemiecki desant od Martwej Wisły i otwierali do niego ogień w nocy.

Także tak bywa, że się widzi coś czego się bardzo nie chce widzieć albo to co się bardzo chce widzieć by sparafrazować Stachurą – to ostatecznie na jedno wychodzi.

Dlatego dzisiaj rano pomyślałem, kiedy nie było znowu lawiny doniesień o nowych zdobytych miejscowościach, że owszem, ten moment musi nadejść zawsze. Nie wiem czy to już ten moment. Moje przeczucie, jak to mówię intuicja tego kogoś, kim byłem w innych wcieleniach, która mnie nie zawiodła w tej wojnie, mówi mi, że to nie jest ten moment, że to raczej blokada informacyjna ze strony Ukraińców, ale dziwne, żeby jej przestrzegali też w rusnecie. Tylko, że jeżeli jest blokada z jednej strony to nie dowiemy się o wielu patrolach, które mogły widzieć już nawet rogatki Lisiczańska i zrobić sobie tam zdjęcia, a o których waciaki nic nie wiedziały, bo patrol jest od tego, żeby widzieć samemu, ale żeby ciebie raczej nie widzieli.

Jeżeli czegoś wszyscy możemy się nauczyć od naszych braci i sióstr z Ukrainy w tym wszystkim to na pewno równowagi i spokoju. Żeby hurraoptymizm, fala euforii nie ustępowała raz dwa fali zniechęcenia, że o tak było ładnie, an której wypływają różne wyrwało podobne trole, które znowu zaczynają sączyć jad w serca. A to że ruskie wincyj strzylajo, a to że Ukry majo lepiej w Polsce niż Polacy, a to że mieli darmowe przejazdy, a to, że Wołyńwołyńwołyń, a to że cza się dogadać z Rosjo bo zima idzie. Trzeba trzymać pion i poziom, że tak zacytuję dżingiel mojego ulubionego Radio Nowy Świat

Bo jak daleko by nie sięgnęła ta ofensywa ukraińska jest dość prawdopodobne, że ona niestety nie zakończy wojny (chociaż bardzo bym chciał i wielu innych by chciało). Trzeba się uśmiechnąć przez zęby jak Załużny i robić dalej swoje, cokolwiek kto robi. Nawet jeżeli jest to zgłaszanie fejkowych kont moskiewskich troli. Albo udostępnianie zbiórki.

Każdy wysiłek ma sens. Nie ma gestów zbędnych. Pamiętajcie.

No bo z koleżeństwem z UA Future mamy nową ściepę, tym razem dla 8 полк спеціального призначення ССО ім. Князя Ізяслава Мстиславича zbieramy na drona rozpoznawczego. Chłopaki mieli dwa i oba stracili, a takie oczy drona, szczególnie w nocy to ważna sprawa. Kiedy dron wychyla się nad dachy, ktoś może mieć łeb schowany za ścianą a to często ocala życie. No ale wtedy drony ponoszą straty – dlatego ta ściepa – link w pierwszym komentarzu.

No, to do dzieła!

Trzymaj się Ukraino.

Разом до перемоги!

(Na zdjęciach chłopaki z 8 полк спеціального призначення ССО ім. Князя Ізяслава Мстиславича z dziewczynką na ulicy jednej z wyzwolonych miejscowości. Na drugim porzucony przez watników sprzęt na przeprawie z dużą ilością cywilnej odzieży męskiej. Ciekawe co jeszcze ich wieźli, w każdym razie kradzione nie tuczy, mówiła babcia. To drugie zdjęcie dzięki Mikolaj Susujew.)

______________________________________________________________________
Niezmiennie dziękuję wszystkim którzy zostawiają po sobie ślad, dzielą się moimi tekstami w swojej przestrzeni prywatnej. Jak wspomniałem wiele razy – nie piszę dla żadnej redakcji, nikt mi nie płaci, nie daje zleceń. Jestem jak ten delfin z Pelorus Sound, sam sobie wyznaczam zakres służby.

Jak zawsze dorzucam też link do kawy dla mnie myself, która pomaga przetrwać noc i dotrwać do świtu. Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor