„You may say I’m a dreamer
But I’m not the only one
I hope someday you’ll join us
And the world will be as one”
(John Lenonn, „Imagine”)
Snienie ma moc. Warto snić. Podoba mi się pod tym względem język angielski w którym nasze słowo „sen” oznacza zarazem „marzenie”.
„Dream”.
Pamiętam kiedy słuchałem konecrtu noworocznego z 1989 na 1990moich proroków tamtych lat z U2, z Dublina. I na wstępie Bono powiedział coś takiego:
– Forget about the past, don’t be afraid to dream, dream out loud. Your dreams are the future.
Odtwarzam z pamięci, nawet nie chce wiedzieć jak to brzmiało naprawdę, sen, marzenie jest ważniejsze, ma pierwszeństwo. Niech tak zostanie.
I czasem śni mi się, że nagle nastaje pokój i zostajemy ze masą pieniędzy ze zrzutek na termowizory, mundury, śpiwory, hełmy, kamizelki, noktowizory, dalmierze, drony rozpoznawcze, drony tankjebce, buty, celowniki.
I nagle nie wiadomo co z tym zrobić i kto ma o tym decydować, a to są miliony złotych.
I nagle jedni wysyłają i tak do tych, do których te pieniądze miały pójść, do ukraińskich pułków i brygad, żeby dali je dzieciom i wdowom swoich bohaterów, którzy nie doczekali tego dnia.
A inni kupują materaiły budowlane, dachówki, pręty zbrojeniowe i zbierają się ekipy remontowe, ratownicze i wszyscy jadą odbudowywać Ukrainę.
Bo trzeba odbudowywac szkoły, przedszkola, szpitale, domy kultury, mieszkania, domy opieki społecznej, poczty, boiska, stadiony, drogi, mosty.
I śni mi się, że jedziemy na wakacje do Ukrainy. Chociaż może jeszcze nie na Krym, gdzie wymyśliliśmy sobie jechać w 2014 latem, po wycieczce do Gruzji. I tak mówiliśmy sobie jeszcze jesienią 2013 roku, że za rok Krym, Krym.
No i dupa.
Śni mi się zatem, że jedziemy do Tarnopola odwiedzić Sergiejczyka, do Łucka spotkać się z Witą, Lerą i Wadikiem, a potem jedziemy dalej na południe, śladami prababci i pradziadka – Kołomyja i Sniatyń.
A potem Kijów, piwo z Olafem. Zapytam Olafa, ej, a ta sanitarka jeszcze jeździ i on mi pokaże, że tak, a ja zrobię zdjęcie i wyślę Darkowi (Dariusz Piszewski!) i napiszę mu, popatrz Darku, udało się, zaklęliśmy autko, nikt wnim nie zginął. I oczywiście znowu Instytucka, i Andryjwska i najlepsze pielemieni u Tarasa Bulby.
I zaraz z Kijowa do Czernichowa, odwiedzić pszczoły i Borysa. U Borysa na piwie się nie skończy, trzeba liczyć ze trzy dni, bo przyjazd, odwiedziny i jeden dzień na trzeźwienie.
Ale wcześniej jeszcze do Bogusławia, skąd Babcia Karolina z domu Jabłońska, po której mam dziedziczę afekt do słowa pisanego. Czy tam ktoś jeszcze pamięta kogokolwiek z domu Jabłońskich?
A potem jeszcze zobaczyć Charków, który się nie złamał. I do Izjum, pokłonić się cieniom i do Bachmutu, Biłohorywki tyle razy odwiedzanej przez Googlestreetview.
A potem zobaczyć Mariupol, jak się odbudowuje, bo on sie odbuduje, jestem tego pewien. Będzie większy, piękniejszyi bardziej żywy niż jakiekolwiek inne ukraińskie miasto.
Ostatecznie wystarczy żyć, żeby zagrać oprawcom na nosie.
I kto wie, może i na ten Krym w drodze powrotnej, może Geniczesk, gdzie pierwszego dnia wojny, dnia zdrady, Witalij Skakun wysadził się razem z mostem, żeby spowolnić marsz moscow morgul.
I śni mi się, że odwiedzę na jednym , drugim, trzecim cichym mijeskim czy wiejskim cmentarzu Witalija, Herohija, Antona, Janusza.
Naszym zwyczajem chadziajów, kiedy podejdę do grobu zastukam dłonią w płytę, na znak, że jestem, przyszedłem pogadać. Usiądę, pomilczę, posłucham wiatru, zostawię coś, raczej nie kwiaty, nie lubię kwiatów, a znicze szybko się wypalają.
A może nic po sobie nie zostawię. Coś szepnę pod nosem,że nie na darmo chłopaki, neie na darmo. I pójdę tak jak przyszedłem. Jakby mnie nie było.
Ale będąc już na Krymie iw Geniczesku to trzeba będzie chociaż okiem rzucić na Dniepr, obejrzeć Most Antonowski, który będzie wówczas eksponatem muzeualnym bo obok wybuduje sie nowy, szerszy, wyższy i ładniejszy most, a ten zostanie pamiątką po uciekających okupantach.
A potem pojedziemy do Mikołajowa, a stamtąd do Odessy, śladami Izaaka Babla i jego opowiadań odeskich. A wracac będziemy przez Mołdawię, pijąc wina, oglądając skansen w Naddniestrzu, bo samego Naddniestrza juz nie będzie a Mołdawia będzie świetować pierwszą rocznice przystąpienia do porozumienia z Schengen.
I Rosja będzie sie w bólach dzielić na kilka wolnych kantonów, republik, księstw. I Moskwa będzie tylko jednym z nich, jednym z wielu. I pozbawiona wpływów ze złóż jakucji, Buriacji, Wschodniej Syberii – nawet nie będzie najbogatsza. Inaczej niż Rzeczpospolita Petersburska, która zawsze była jakaś inna.
I z Mołdawii skręcimy jeszcze do Krzywego Rogu, do Dnipra i Pawłogradu, gdzie do Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics wysyłaliśmy przez całą wojnę pieniądze z nadłuższej zrzutki, jaką udało się stworzyć, bo otworzyliśmy ją z razem z koleżeństwem Wyleczyć z wojny pierwszego dnia inwazji. A potem kiedy zostały na niej pieniądze – wydaliśmy je na wielki polsko-ukraiński festiwal literacki, który miał miejsce w kilku miejscach na raz.
By stalo sie zadość słowom poety ( Karol Maliszewski), że
„słońce wstaje w kilku miejscach na raz”.
I śni mi się, że potem przez granicę z Ukrainą będzie się jeździć juz tak jak do Czech czy do Niemiec. Tylko się na chwilę zdejmie nogę z gazu, odruchowo, bo granica, bo jakąś linię na mapie sie przekracza, której przecież nikt nie narysował na wzgórzach, lssach, rzekach, której nie widać gdy się patrzy na ziemię z kosmosu,jak poucza Dalaj Lama.
A zaraz potem jednak gazu się dodaje, żeby jechać dalej, szybciej, bo może w Drohobyczu, może we Lwowie, może Białej Cerkwi ktoś już czeka, herbata stygnie.
I wtedy synek z tyłu rozespany zapyta:
– Tato gdzie jesteśmy?
– A mineliśmy granicę minute temu.
– Ale gdzie jesteśmy – zapyta znowu, bo jest dociekliwy, a ja odpowiem krótko:
– No jak to gdzie, u swoich, u przyjaciół
i dodam gazu, bo szkoda czasu, ludzie czekają.
Jedźmy już,
chociażby i do Akermanu.

____________________________________________________________________
Na zdjęciach Wadik i Lera, które dzięki dobrym ludziom dostali lampy i już nie muszą sie uczyć przy swieczkach.
Ciągle trwają inne zbiórki, które tradycyjnie wrzucam w komentarze – prowadzone przez Sikorki na Ukrainie i Tomek Ssak Sikora, UA Future i kolegów Piotr Kaszuwara, Jacek Cielecki, a także na #Smigła_Świętej_Sabiny czyli helikopter medevac przez Bożydar Pająk i oczywiście najsatrsza zrzutka dla Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics.
A także prawem kaduka – zrzutka dla Iwona Glazer, bo wojna, wojną, a Iwonka nie może czekać, spieszy jej się na operację.
Gdyby zaś komukolwiek wpadło do głowy wesprzeć mnie w słusznym dziele niezależnej, samorządnej publicystyki literackiej na FB- polecam także odcisk serwisu buycofee.to tez w jednym z komenatrzy.
Bardzo dziękuję za wszystkie wpłaty na zbiórki, jest ich sporo, ale widzę, że co post, to ktoś się dorzuca, kap , kap, kap.
Bardzo też dziękuję za wszystkie wirtualne kawy na buycofee.to. Osiołek tez dziękuje.
Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.
Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.
Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Fot. MON
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz