„The cracked bell rings and the ghost bird sings
And the gods go begging here
So just open fire when you hit the shore
All is fair in love and war”
(Tom Waits, „Hoist that rag”)
Rotacja musiała nastąpić, nie da się przecież czuwać bez przerwy, ale też nie da się dać zrotować tak zupełnie. Idziesz przez góry, liczysz oddech – bardziej stromo, jest jeden na dwa kroki, mniej stromo dwa na trzy, jeden na trzy, ale co jakiś czas powtarza się ustalony tryb skanowania przestrzeni wokół.
Zatem tak jak i Wy nie doczekałem się tej wielkiej ofensywy, chociaż chyba pisałem, że tej efektywnej kontrofensywy, tych śmiałych sztychów, które potem można pokazywać na mapach – może nie być.
Bo z drugiej strony to wygląda tak. Obie strony ostrożnie używaj sił żywych. Obie strony wiedzą, że w gruncie rzeczy mają kłopoty z rezerwami. Jedna, bo nie bardzo może ogłosić mobilizację – to władcy mordoru – bo przecież nie prowadzą żadnej wojny. Druga się mobilizuje cały czas, ale nie ma co ukrywać, że globalnie jest słabsza od napastnika i ma te rezerwy mniejsze, więc nie może sobie pozwolić na pomyłkę i wysokie straty. Bo owszem ludzi znajdzie, ale nie z tym doświadczeniem.
Człowieka znacznie trudniej wymienić niż zniszczony samolot, czołg, armatę. Tak właśnie jest. Z człowiekiem ginie jego doświadczenie, wiedza, umiejętności zbierane często latami.
Co z tego, że pod koniec drugiej wojny światowej Niemcy wdrażali być może najlepsze konstrukcje samolotów czy czołgów skoro do ich obsługi posyłali coraz gorzej wyszkolonych rekrutów, a ci coraz szybciej ginęli i nie mieli szansy nabyć niezbędnego doświadczenia?
Zatem ostrożnie z tymi ludźmi. Bo tobie się wydaje, że kreślisz śmiałe plany na mapie, a tam są ludzie.
A z trzeciej strony właśnie się coś wydarzyło ciekawego, co pewnie już wiecie, bo koledzy i koleżanki piszą o tym od dwóch dni. Po pierwsze wykryto, że Ukraińcy mają i używają rakiet przeciwradarowych HARM.
Wiele razy, kiedy gdzieś poza kadrem wymienialiśmy ze znajomymi uwagi o możliwym ukraińskim kontruderzeniu była mowa o tym, że dopóki nie rozwiąże się jakoś kwestii przykrycia takiego ruchu z powietrza – ciężko jest myśleć o czymkolwiek sensownym. Wprawdzie rosyjskie lotnictwo działa opieszale i dziwnie mało agresywnie, coraz częściej spod własnego parasola przeciwlotniczego i na oślep, ale jest sprawne. Co więcej – ukraińskie lotnictwo, mimo, że wszyscy się śmieją, że miało być według kremlowskiej propagandy zniszczone pięć razy – istnieje. Ale trudno ukryć fakt, że jest mniej liczne i działa jednak w warunkach przewagi przeciwnika i taką stosuje taktykę.
Pamiętacie te materiały z ataków na Wyspę Węży? Przelot na ekstremalnie niskim pułapie i zrzut uzbrojenia na granicy bezpieczeństwa dla własnego samolotu. Mistrzostwo? Owszem. Ale tak się atakuje w warunkach przewagi, kiedy wiesz, że nie możesz wystawić nosa powyżej pułapu kilkuset metrów, bo cię zdejmą, bo mają przewagę. We wszystkim.
I co ma z tym rakieta AGM-88 HARM, której użycie w zasadzie udowodniono?
To rakieta, która jest przeznaczona, w dużym uproszczeniu, do zwalczania stacji radiolokacyjnych przeciwnika. Nie to, że zawsze trafia w taką stację. No nie, to bardziej skomplikowana kwestia różnych trybów użycia tej rakiety, z różnych nośników i w różnych warunkach. No ale wiadomo, że kiedy taka rakieta jest w drodze i obsługa radaru nie wyłączy swojej stacji, to może być srogie „ała-ała, bam i o nie!” – jak mawiał dwuletni Tymek.
I najczęściej w dziejach wojen ostatnich kilkudziesięciu lat, kiedy obsługi stacji radiolokacyjnych orientowały się, że HARM jest w drodze, a one yo wiedzą, to milkły, wyłączały ustrojstwo, bo jednak własne życie okazywało się ważniejsze niż zadanie ochrony obiektu. Supression of Air Defence się to nazywa – stłumienie obrony przeciwlotniczej.
Nie wiem i chyba nikt nie wie co było nosicielem wystrzelonego HARM-a, zdjęcia szczątków którego obiegły internet. Powiadają, że być może była to jakaś wyrzutnia bazowania lądowego, chociaż generalnie HARM jest dostosowany do strzelania spod samolotów. Ale to o tyle nieistotne, że doszedł ważny środek tłumienia morgulskiej obrony pelot. Jest tam i nikt nie zawaha się go użyć.
Hej, chłopcy radarowcy, bawimy się kto włączy-wyłączy radary?
I teraz to wypada złożyć z tymi wybuchami w bazie rosyjskiej na okupowanym Krymie. Baza Nowofiedorowce jest tak lekko licząc ze 200 kilometrów od linii frontu. Naliczono tam kilka solidnych eksplozji. Oczywiście jak zwykle oficjalnie chodziło niedopałek papierosa czy zaprószenie ognia o hubki i krzesiwa. Podobnie w bazie lotniczej pod homlem na Białorusi i jeszcze w kilku innych miejscach oddalonych od linji frontu standardowo o więcej niż 150 kilometrów jak ten skład paliw pod Rostowem nad Donem.
Tu nie chodzi o to czy tam się spaliło 9, 10 czy 11 samolotów sił powietrznych władzimira wampirowicza. To nie chodzi o to, że most krymski zapchał się i powstał stukilometrowy korek spieprzających nagle przed pokłosiem operacji specjalnej zwykłych, miłujących pokój rosjan i rosjanek. Zupełnie nie. To są kwestie – wybaczcie – anegdotyczne, je się dobrze opowiada, ale nie mają większego znaczenia.
Chodzi o to, że po tygodniach łojenia z HIMARS-ów po składach paliw, amunicji, sprzętu, smarów, żywności w strefie przyfrontowej, po przywaleniu w mosty, drogi, przeprawy, parkingi, bazy logistyczne w promieniu powiedzmy 30-60 kilometrów od frontu – rosjanie musieli spróbować chociażby opanować zaopatrzeniowy bajzel jaki zapanował.
Nie zwróciliście pewnie uwagi na to większej, ale w codziennych komunikatach Ukraińskiego Ministerstwa Obrony ruszył licznik ciężarówek. Przez wiele tygodni krwawiła rosyjska artyleria, piechota, czołgi, środki saperskie, ale ciężarówki – nie. I teraz i one znowu się palą i giną, bo trasy dojazdowe się wydłużyły, ich ilość się zmniejszyła, ilość wąskich gardeł wzrosła, ruch oporu na zapleczu tężeje i ot, logistyka znowu krwawi. Nie tak jak w marcu, ale stale.
Ledwo jednak być może udało się podwładnym chujłowicza jakoś opanować plan B, a tutaj
jeb,
dup ,
ciul
– najpierw HARM. a potem niedopałek na Krymie, spięcie od starej grzałki w Homlu, sztorm pod Rostowem nad Donem – i okazuje się, że i sto kilometrów od frontu nie działa obrona przeciwlotnicza i coś wybucha. I to solidnie wybucha. Rzecznik carskiego MON-u powiedział, że żaden samolot nie ucierpiał. No bo nie. Bo wyparowało ich kilkanaście. Kilometr od bazy fruwały jakieś fajerwerki, które spaliły mnóstwo cywilnych samochodów.
Nie wiadomo co to było, te niedopałki. Nikt za bardzo nie chce powiedzieć a są domysły. Działania partyzantów lub sił specjalnych włożyłbym między bajki. Charakter śladów po eksplozjach wskazuje zdecydowanie na trafienia środkami precyzyjnego rażenia i to sporej mocy. Moim zdaniem, chociaż nie jestem wojskowym, to mogły być rakiety ATCMS wystrzeliwane wyrzutni M270. Oficjalnie ich nie ma w Ukrainie.
Tak samo jak HARM-ów, bo Ukraina nie ma lotnictwa, a jakby miała, to by nie było tam jednej maszyny zdolnej wystrzelić HARM-a.
Rozumiecie. Rękopisy nie płoną, armia czerwona nie gwałci i tak dalej.
Ledwo zatem ruskie opanowały chaos w promieniu 50 kilometrów od linii frontu a już muszą myśleć czy czasem nie odsunąć niektórych baz, składów, magazynów na dalej niż sto kilometrów od linii styczności wojsk, no bo okazuje się, że przeciwnik dysponuje środkami napadu powietrznego, przed którymi nie ma skutecznej obrony druga czy tam trzecia armia świata. I chodzi tutaj o środki napadu precyzyjne, których ruskim brakuje coraz bardziej, a nowych nie będzie, chociażby Olaf Scholz jeszcze bardziej zmarszczył swoje wysokie czoło.
I to jest ciekawy moment. Co z tego, że rosjanie mają na froncie znowu około 110 aktywnych batalionowych grup bojowych skoro kwestia ich zaopatrywania i uzupełniania wygląda coraz słabiej. Żołnierz głodny, żołnierz, który w coraz większym stopniu może liczyć tylko na siebie, także gdy chodzi o amunicję, środki medyczne, higienę, transport będzie miał coraz mniej chęci do wojowania. Coraz bardziej będzie miał ochotę powiedzieć za słowami piosenki „Lao Che”:
„Żołnierz na wojnie gnije w okopie
Żona pisze: brzuch duży i mały kopie
Myśli żołnierz – w dupie z wami i waszymi wojnami”
Nie wiem jak będzie, ale może będzie właśnie tak. Że pewnego razu jeden, drugi, trzeci, tysięczny żołnierz napastnika powie – w dupie z wami, to nie moja wojna. Tak już kiedyś było w rosji. Nie raz.
No bo nie jest twoja. Było siedzieć u siebie, a nie wybierać się na szaber do sąsiada. Wielką macie tę rosję w ciul, zajmijcie się nią, sprawcie sobie kanalizację w każdym domu, sraczyk porządny i póki tego nie zrobicie – nie zawracajcie głowy innym.
Tymczasem „the illegal and unprovoked invasion of Ukraine is continuing”, a nasi walczą.
Слава Україні.
(a my chwilowo rotujemy się dalej)
(na zdjęciu ATCMS na poligonie. Chabrów z poligonu nie ma bo kombajn skosił)
_______________________________________________________________________
Jak zawsze przy postach, które nie są jedynie – mam nadzieję – czczą auto-ekspresją, ale tez trochę pracą z zakresu dywersji i supportu psychologicznego w tym straszliwym boju – dziękuję za każdy komentarz, lajk, udostępnienie.
Jak zawsze przy poście tego typu wrzucam do komentarza bukiecik zrzutek na wszelkie rzeczy, które pozwalają się naszym bronić.
Jak zawsze dziękuję za każdy grosz wrzucony do tych i wielu innych skarbonek.
Jak zawsze dorzucam też link do kawy dla mnie myself, która pomaga przetrwać noc i dotrwać do świtu. Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor
Zostaw komentarz