Kolejne środowisko prawnicze, tym razem skupione wokół „matecznika Zolla”, czyli Uniwersytetu Jagiellońskiego, wydało oświadczenie. Otóż przygotowana przez Min. Spraw. reforma wg szacownego grona jest o przysłowiowy kant roztrzaść.

Okazuje się, że wg krakowskich prawników obowiązująca od 4 maja reforma:

  1. prowadzi do upolitycznienia Krajowej Rady Sądownictwa: wbrew twierdzeniom zawartym w uzasadnieniu opiniowanego projektu ustawy rozwiązania te nie doprowadzą do zwiększenia szans sędziów różnych szczebli sądownictwa na ich wybór do składu KRS ani nie spowodują zobiektywizowania trybu tego wyboru, lecz doprowadzą do upolitycznienia organu stojącego na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów;

  2. generalnie godzi w trójpodział władzy i niezawisłość sędziowską: projektowane regulacje podważają również zasadę podziału i równowagi władz wyrażoną w art. 10 Konstytucji oraz związaną z nią zasadę niezależności sądów (art. 173 Konstytucji) i niezawisłości sędziów (art. 178 ust. I Konstytucji);

  3. podporządkowanie dyrektorów administracyjnych sądów również jest niedopuszczalne: zwiększenie roli Ministra Sprawiedliwości w zakresie nadzoru administracyjnego nad sądami w kształcie wynikającym z projektu nie znajduje oparcia w Konstytucji i prowadzi do podważenia konstytucyjnie gwarantowanej odrębności władzy sądowniczej;

  4. również niezgodne z Konstytucją jest żądanie publikowania przez sędziów oświadczeń majątkowych w Biuletynie Informacji Publicznej analogicznych do tych publikowanych przez parlamentarzystów czy też pracowników samorządowych: przewidziane w tym projekcie rozwiązania w poważny sposób ograniczają także zasadę niezawisłości sędziowskiej oraz naruszają podstawowe prawa człowieka, takie jak prawo do sądu (art. 45 ust. I Konstytucji), prawo do ochrony prywatności (art. 47 Konstytucji) oraz prawo do ochrony danych osobowych (art. 51 ust. 1 Konstytucji).

Jak podaje RMF: Prawnicy z UJ krytykują też obowiązek składania oświadczeń majątkowych przez sędziów. On już istnieje, jednak – z niezrozumiałych dla autorów opinii powodów – ma być znacznie rozszerzony. To według ekspertów może zagrażać bezpieczeństwo sędziów, a także ich bliskich. Szczegółowe informacje majątkowe – między innymi o zobowiązaniach – mogą być wykorzystywane do naciskania na nich, a to łamanie niezawisłości.

Przyznam, ze ostatni argument wywołał u mnie ostry atak śmiechu. Najwyraźniej mały Dyzio (aczkolwiek w todze i w birecie) wyobraża sobie, że jeśli stanie przed sądem, a jego przeciwnik pogmera w oświadczeniach i znajdzie spory kredyt (np. frankowy) pana sędziego to z miejsca zyska nad nim władzę.

O wiele „bardziej niezawisła” będzie sytuacja, gdy o istnieniu zobowiązań sędziego będzie wiedziała tylko jedna strona, np. pozwany bank, w którym „wysoki sąd” ukredytowany jest na kilka dziesiątek lat.

Powód natomiast wiedzy takiej nie będzie posiadał i tylko w głowę zachodzić będzie, dlaczego przegrał sprawę oczywiście do wygrania, jak zapewniali go inni prawnicy, w tym nawet z UJ. 😉

Poważnie mówiąc jest to okoliczność tego rodzaju, że nie tylko może, ale i wywołuje wątpliwości co do bezstronności pana sędziego.

Bez znajomości deklaracji nie jest możliwe podniesienie tego w odpowiednim czasie. Brak takiej informacji może więc w istotny sposób ograniczać prawo do rzetelnego sądu.

A poza tym dlaczego sędzia ma mieć większą ochronę niż parlamentarzysta?

Nie rozumiem również, dlaczego podległe pod dyrektora administracyjnego piony, a więc m.in. sprzątaczki mają być niezawisłe? A przecież ostatnia afera właśnie w Krakowie pokazała, jak taka „niezawisłość dyrektorska” w ciągu kilku lat potrafi przekształcić się w megaaferę.

Powstaje również pytanie o sens istnienia Ministerstwa Sprawiedliwości? Wszak postulowany „zgodny z Konstytucją” model oznacza, że ma to być Ministerstwo Aprowizacji Sądów jedynie.

Po raz kolejny usiłuje się wmówić społeczeństwu, że zgodne z Konstytucją jest pozbawienie Narodu roli suwerena.

Trójpodział władz ma wyglądać w ten sposób, że władzę wykonawczą i ustawodawczą Naród wybiera (tę pierwszą pośrednio), ale ta trzecia wybiera się sama. Do tego stopnia samodzielnie, że nawet sprzątaczka musi być objęta swoistą „niezawisłością”.

To nie jest żadna opinia prawna, ale kpina z Konstytucji, która w art. 4 wyraźnie stwierdza, że władza zwierzchnia należy do Narodu. Cała władza, a nie tylko ustawodawcza i wykonawcza z wyłączeniem sądowniczej.

I to w zasadzie powinien być koniec polemiki z ludźmi, którzy w miejsce państwa prawnego od lat usiłują wprowadzić „państwo sędziów”. Można natomiast i trzeba dyskutować nad tym, w jaki sposób suweren ma sprawować realną kontrolę nad „trzecią władzą”.

c.d.n.

5.05 2017