Publikuję swój artykuł, wywiad z niezwykłym człowiekiem. Bogdan Trojanek – „Biały Rom” -tak o nim mówią. Wzruszająca, prawdziwa historia Roma, który zdobywa serca tysięcy osób. Zapewniam – jest to jeden z nielicznych wywiadów, gdzie „serce jakby mocniej bije”. Szczerość, prawda, emocje przekazane przez fantastycznego człowieka. Wiem, że gdyby każdy z nas wnosił tyle dobra – życie byłoby bajką niczym te piękne cygańskie stroje na scenie. Chylę czoła przed człowiekiem, który sieje cenne wartości.

Proszę WAS, nie krytykujcie nigdy Cyganów. Dajmy im szansę na uwolnienie wrażliwości przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Przykład – bardzo proszę; słowa zawarte w tekście wywiadu. Bardzo, bardzo dziękuję Panie Bogdanie.

Bogdan Trojanek jest założycielem zespołu „ Terne Roma” – Młodzi Cyganie.
Autor tekstów, muzyki, piosenkarz, zarazem lider zespołu, którego występy cieszą się ogromną popularnością zarówno w kraju, jak i za granicą. Wywodzi się z wielodzietnej Rodziny mieszkającej w Sławnie. Prócz pasji, którą promuje na scenie prowadzi bardzo intensywny tryb życia związany nie tylko ze śpiewem, ale skierowanym na potrzeby drugiego człowieka.

Małgorzata Klemczak: Panie Bogdanie, proszę opisać swoją drogę do kariery scenicznej. Wszak Wszyscy Romowie nie mają takiego talentu, jak Pan-, choć muzykę kochają całym sercem.

Bogdan Trojanek: Cygan się z pieśnią rodzi i z pieśnią umiera.

Ja jak wielu moich braci Romów mam ten dar dany od Boga. Jeżeli ktoś kocha to, co robi, to dobry Bóg i los sprzyja człowiekowi, tylko trzeba znaleźć odpowiednią drogę do sukcesu. Tak Bóg pokierował moją drogą. Babcia chciała żebym został księdzem, tata i mama abym był dobrym gospodarzem i trzymał konie, a ja zawsze w sercu miałem śpiew, taniec i muzykę. Jednak po części spełniłem też oczekiwania rodziców, ponieważ konie mam, a zamiast z ambony mówię do ludzi ze sceny. Śpiewam, tańczę, a w sercu i w tekstach zawsze jest Bóg.

M.K.: Pisze Pan również teksty nawiązujące do życia, problemów, jak i radości. Inspiracją jest obserwacja codzienności, czy przypływ chwili i słowa układają się w myślach?

B.T.: Moje teksty, to nie są wyuczone słowa, a życie. To droga życia, którą przebyłem i wciąż przebywam nauczyła mnie wsłuchiwać się w serca innych ludzi. Bardzo często w moich tekstach wykorzystuję mądre słowa mojej świętej pamięci babci. W moich tekstach jest miłość, smutek, radość i śmiejące się serce. Co jest inspiracją??? Czasami jest to chwila zadumy, a czasami obserwacja codzienności, ludzi w pośpiechu, ludzkich zmartwień, trosk, ludzkiego szczęścia.

M.K.: Pełni Pan szczytne stanowisko Prezesa Królewskiej Fundacji Romów założonej przez cygańskiego Króla Henryka Kozłowskiego.  Prezesem Fundacji może zapewne zostać osoba budząca szacunek w środowisku, jak i ogromne zaufanie Króla. Co Pana zdaniem przesądziło, jakie predyspozycje do pozyskania tej funkcji?

B.T.: Król Romów Henryk Kozłowski przez wiele lat obserwował moją pracę społecznika, działacza, artystę. Widział i słyszał jak wielu młodych Romów próbuje mnie naśladować i mówi, że chcą być tacy jak Bogdan Trojanek. Król docenił również to, że w 
Wielkiej Brytanii i nie tylko na lekcjach opowiadano dzieciom o jedynym na świecie Romie odznaczonym orderem uśmiechu, białym cyganie z Polski. Myślę, że docenił też moją szczerość i prawdomówność oraz to, że zawsze staję po stronie słabszych i potrzebujących i to nie tylko Romów.

M.K.: Otrzymał Pan również Srebrny Krzyż Zasługi – ogromne wyróżnienie za propagowanie humanitarnego traktowania zwierząt oraz tytuł i statuetkę „Człowiek otwartego serca”. Oznacza to, że Pana działalność jest dostrzegana nie tylko w kręgu Romów, ale i Polaków. Jeżeli to nie jest tajemnicą-, kto typował Pana do pozyskania tych wyróżnień?

B.T.: Nie jest tajemnicą, że od wielu lat opiekuję się zwierzętami. Na mojej posesji są konie, owieczki, jastrzębie, gołębie, kury, kaczki i wiele innych zwierząt. W większości są to zwierzęta skrzywdzone przez ludzi. O Srebrny Krzyż Zasługi wystąpiły organizacje i stowarzyszenia, którym przez wiele lat pomagałem charytatywnie.

M.K.: Jako jedyny Rom na świecie, który za swoją działalność na rzecz potrzebujących otrzymał Pan „ Order Uśmiechu”. Jest to Order nadawany dorosłym, którzy niosą w sposób wyjątkowy radość dzieciom. To właśnie dzieci nominują poprzez Międzynarodową Kapitułę Orderu Uśmiechu, kto powinien zostać kawalerem orderu uśmiechu. Niezwykłe wyróżnienie. W jaki sposób zareagował Pan na nominację, dalej na nagrodę?

B.T.: Przez wiele lat koncertowałem charytatywnie, pomagałem i zbierałem różne datki dla organizacji pomagającej dzieciom. Jest to organizacja ze Skierniewic „ Dziecięcy uśmiech”. Szczerze mówiąc nie zdawałem sobie sprawy do końca, co to jest Order Uśmiechu. Słyszałem o kilku osobach, które są odznaczone tym orderem między innymi o Janie Pawle II, ale nie wierzyłem i nie wiedziałem, że skromny biały cygan może otrzymać takie wyróżnienie. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że to żart.

Jak ja, cygan z biednej wielodzietnej rodziny mogę otrzymać takie samo odznaczenie jak Papież Jan Paweł II. Jednak, kiedy już kanclerz kapituły napisał pismo, że po sprawdzeniu mojej osoby został przyznany mi Order uśmiechu to uwierzyłem. Przy wręczaniu na stadionie w Szczecinku zgromadziło się około 10 tysięcy ludzi.

M.K.: Charakterystyka Pana osoby jest imponująca. Sieje Pan dobro, pomoc ludziom w potrzebie jednocześnie wnosząc radość dla tysięcy osób przez swoją twórczość, występy z zespołem. Przytoczonych powyżej nagród, wyróżnień nie można sobie kupić. Trzeba na nie zapracować, jako osoba o wielkiej wrażliwości. Czy był w Pana życiu jakiś wyjątkowy przełom, który zaważył o postrzeganiu życia przez pryzmat drugiego człowieka w tak piękny sposób, jak Pan to czyni?

B.T.: Nie możemy tu mówić o przełomie. Na to, jakim jestem człowiekiem wpłynęło całe moje życie, począwszy od trudnego dzieciństwa. Wróżba, głód, bieda, ale jednak otoczony miłością wspaniałej babci. Jak byłem głodny, a babcia nie miała, co dać mi jeść, śpiewała mi piękne taborowe piosenki, a ja słuchając ich zapominałem o głodzie. Nigdy nie zwątpiłem w drugiego człowieka. Zawsze wierzyłem, że są na świecie dobrzy ludzie, którzy pomogą nam i mnie nakarmią i tak się w wielu przypadkach działo. Bywało tak, że jednego dnia byłem głodny, a następnego przyszła jakaś pani ze złamanym sercem na wróżbę, babcia powróżyła Jej, ta zostawiła parę groszy i już byłem najedzony. To właśnie mnie ukształtowało.

Najedzony nie zrozumie głodnego.

M.K.: W pędzie cywilizacji ludzie zatracają w sobie pewne wartości moralne, które Pan posiada. Jaka rada dla ogółu, by poddać się refleksji, być po prostu dobrym człowiekiem?

B.T.: Jest wiele wskazówek i rad, z których ludzie mogliby skorzystać. Jesteśmy narodem katolickim, mocno wierzącym w Boga. Idąc do kościoła na mszę modlimy się za opiekę nad Papieżem, za Biskupów i za drugiego człowieka. Na koniec zawsze mówimy „wysłuchaj nas Panie”. Wychodząc z kościoła często zapominamy, o co prosiliśmy przed kilkoma minutami Pana Boga. Nie widzimy potrzeby innych ludzi, którzy żyją obok nas, sąsiadów, znajomych a nawet własnej rodziny. Przechodzimy obojętnie obok osób w potrzebie. Czy wiara i modlitwa takich ludzi nie jest pusta? Uważam, że każdy człowiek ma w sobie pokłady miłości dane od Boga. Często tak nie wiele trzeba, żeby dać drugiemu człowiekowi radość., Często wystarczy zaledwie szczery uśmiech. Jeżeli chodzimy i modlimy się za innych, to starajmy się o tym pamiętam również po wyjściu z kościoła i starajmy się czynić dobro, o które wcześniej prosiliśmy Boga.

M.K.: 10 lutego 2015 roku został Pan powołany na reprezentanta Romów w komisji wspólnej do spraw Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Spoczywa na Panu bardzo ważne zadanie, aby przedstawiać problemy środowiska, szukać wspólnych rozwiązań do poprawy jakości życia Romów. Jakie są najtrudniejsze tematy w negocjacjach ze stroną rządową? Jakie sprawy według Pana zbyt długo oczekują na wdrożenie? Jakie problemy najbardziej dotykają Romów w Polsce?

B.T. – W 1963 roku osiedlono nas i obiecano nam, że będziemy traktowani tak jak każdy obywatel Polski, że będziemy mieli mieszkania i nasza tułaczka się skończy. Tułaczka w oczach innych, bo dla nas Romów życie w taborze i wolności to piękne życie.  Mimo, że minęło już tyle lat, uważam, że nadal są tacy, którzy nas nie rozumieją, zarówno w tym jak i w poprzednich Rządach. Nie rozumieją naszych zwyczajów, tradycji, kultury. Choć Konstytucja mówi o podtrzymywaniu tradycji i kultury i jest wiele programów romskich w tym celu, i wydaje się ogromne sumy pieniędzy, to nie ma to przełożenia w rzeczywistości. Pomoc niby jest, dotacje niby są, ktoś je wykorzystuje, ale efektów nie ma. Romowie mają problemem z zatrudnieniem. Do dziś często Rom z odpowiednimi kwalifikacjami nie zostaje zatrudniony tylko ze względu na swoje pochodzenie. Tak trudno zrozumieć innym, że mamy swoje zwyczaje, tradycje i kulturę, od której nie odstąpimy. Nasza tradycja i kultura nie mówi o nienawiści, o wojnach. Mówi o miłości i szacunku dla starszyzny, o dbaniu o dzieci i wychowywaniu ich w tradycji. Czy chcemy aż tak dużo?? Problem polega na tym, że ludzie, którzy decydują zza biurek nie wiele wiedzą o nas Romach, narodzie, który żyje na terenie Polski ponad 700 lat. Osoby te znają zazwyczaj tylko stereotypy. I jest to główny problem.

M.K.: Marzenia- Wszyscy je mamy. Pana marzenia na kolejne jutra?

B.T. – Jesteśmy dziećmi jednego Boga. Ten, kto się urodzi umrzeć musi.  Wykorzystujmy czas nam dany i nasze życie do czynienia dobra, a nie zła. Marzeniem moim jest, aby ludzie przestali być dzieleni na bogatych, biednych, wykształconych i niewykształconych…, nie ważne jest pochodzenie, kolor skóry czy religia. Mamy prawo obok siebie żyć i mieszkać. My, jako Romowie z przymusu, ale z przyjemnością mieszkamy w Polsce. Dlaczego z przymusu? Bo wywędrowaliśmy z dalekich Indii w XIV wieku, a tu nas osiedlono. Moim marzeniem jest też, aby bracia Polacy nie patrzyli na nas jak na hochsztaplerów, a spojrzeli na nas jak na swoich braci.

M. K.: Życzę, aby wszystkie się spełniły. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Z Bogdanem Trojankiem rozmawiała Małgorzata Klemczak.

Od Autorki wywiadu:

W świetle słów tak szczerych, prawdziwych przekazanych przez „Białego Cygana”- jak mówią o Bogdanie Trojanku wypadałoby się na chwilę zatrzymać, spojrzeć w głąb siebie zadając pytanie – ile ja mam w sobie wartości moralnych? Ile ja z siebie dałem drugiemu człowiekowi, żeby oddalić choć na chwilę ciemne chmury, które w danej chwili nad nim krążyły? Dlaczego tak często gardzę innym człowiekiem tylko, dlatego, że czymś się w tłumie wyróżnia?

„Załóż moje buty, przejdź tyle, co ja przeszedłem, wówczas oceniaj”- odwieczna prawda ciągle aktualna.

Oddalmy stereotypy oceniając Romów krytycznie.  Oni żyją wśród nas. Nie „atakuj”, a pomóż aklimatyzować się w środowisku od najmłodszych lat. Przecież mają takie same prawa jak Ty, Ty i Ty. Pozwól, aby z czasem kolejny Cygan uwalniał tak niezwykłe emocje, jak mój rozmówca. Daj również światu coś od siebie. Wówczas życie będzie znacznie lżejsze, radosne, kolorowe niczym stroje, muzyka fantastycznych Romów.

Kończę wywiad pięknymi piosenkami w wykonaniu Zespołu „Terna Roma”; śpiewa Bogdan Trojanek.

Bogdan Trojanek – Nie zapomnij dobry Boże – Romane Gila 2013

Wszyscy jesteśmy cyganami bogdan trojanek