Rumunia się zmienia, na lepsze, i na gorsze. LPG za 4,75 zł to już przesada. To wojna wypowiedziana gazownikom. Gaz na Lukoilu jest za 4,45 zł. Menu Zilei (danie obiadowe dnia) już nie schodzi poniżej 20 lei. Rumuni przestali już malować krawężniki farbą olejną. Za to przybywa nowych cerkwi, a ludzie pozostają bogobojni. W Maramureszu zawsze pada deszcz albo zaraz zacznie padać. Przy drodze można kupić cujkę (bimber) w plastikowych butelkach oraz miód i cebulę z czosnkiem. Czosnek warto kupić, bo chroni przed wampirami. Jak cujkę robią na cukrze to głowa będzie boleć kilka dni. Lepiej zrezygnować z zakupu.

Litr soku Tymbark w Profi (odpowiednik Żabki, nota bene początkowo z polskim kapitałem) kosztuje 11 zł, ten sam sok w Polsce ok. 6 zł. Żarcie generalnie jest droższe niż w Polsce. Taniej wychodzi chyba tylko kawa z ekspresu. Asortyment też dużo uboższy niż w Polsce. Rumuni jednak wygrywają na polu serów białych utwardzanych. Krowich, owczych i kozich. Tu są mistrzami świata. No i mają lapte batut – coś pomiędzy kwaśnym mlekiem a kefirem. Leczy wszelkie choroby.

Rumuni nadal wyprzedzają się na zakrętach przy ciągłej linii. Kierują się prawdopodobnie intuicją, że za zakrętem nie ma pojazdu jadącego w przeciwną stronę. Taki rodzaj rosyjskiej ruletki. W Rumunii jeździ się trochę jak w Turcji. Chamstwo na drodze opłaca się. Na drogach sporo Dacii Duster. Duma Rumunii. Peżot się chowa ze wstydu. Cyganie wciąż jeżdżą na wozach drabiniastych, odziani w kamizelki ochronne. Ale już tylko bocznymi drogami, bo na krajówkach im już nie wolno.

Rumunia to lasy i niedźwiedzie. Fajnie jest zatrzymać się gdzieś na trasie, położyć się w lesie i zawąchać dojrzewającą żywicę. Trzeba tylko uważać na niedźwiedzie. Jak podchodzi samica z młodymi to przerąbane, z niedźwiedziem-facetem da się jakoś dogadać. Lepiej jednak ich unikać. Dla obopólnego dobra.

Najlepsze i najtańsze żarcie jest w budach przy Kauflandzie. Wszystko z grilla. Najlepsze są mici (odpowiednik bałkańskiego ćevapi) z ogórkiem i musztardą. Oraz bułką. Jakieś 8 złotych za porcję. Od razu w okolicy pojawiają się zgłodniałe wróble. Rumuni to naród zupiarzy, co mnie bardzo cieszy, bo ja też. Ciorba radauteana to mistrzostwo świata. Może tylko nasz śląski żurek ją pokonuje, ale zupa jest wyśmienita.

Uwielbiam wracać do Rumunii. Tak psychicznie odżywam. W Polsce kisnę. Uwielbiam tę rumuńską frywolność. Ten świat, który z jednej strony rozpada się, a z drugiej buduje. Rumunia, podobnie jak Macedonia jest moją drugą ojczyzną.