Piotr Tymochowicz, znany doradca polityków ds. komunikacji społecznej, oskarżony był o posiadanie i rozpowszechnianie treści pornograficznych z udziałem osób nieletnich. Trzeciego sierpnia 2023 roku, sąd uniewinnił Tymochowicza od wszystkich zarzucanych mu czynów. Więzień polityczny III RP zapowiada walkę o odszkodowanie i powołanie Instytutu Pokrzywdzonych przez Prawo.
Robert Szkutnik: Panie Piotrze, jak pan skomentuje, nie tyle wyrok, bo tych się nie komentuje, ale całą sprawę?
Piotr Tymochowicz: Wyroków sądów się nie komentuje, ale to są sądy faszystowskie, które realizują wytyczne partyjne. Na szczęście są jeszcze niezależni sędziowie. Wiedziałem, że w końcu prawda wypłynie, prędzej czy później. Niestety w tym czasie opluto mnie i całą moją rodzinę, moich najbliższych, a także znajomych. Wielu ludzi się ode mnie odsunęło. Zniszczono mi też reputację, tak ważną nie tylko w biznesie, ale także codziennym życiu. Nikt nie wie, co przez ten czas przeżywałem nie tylko ja, ale także moja rodzina. Dzieci. Przecież ja mam pięć córek. Przeżyłem naloty, kiedy byłem w domu z małymi dziećmi. Przystawianie lufy karabinu do skroni i rzucanie na glebę nie należy do specjalnie przyjemnych. A potem była publiczna stygmatyzacja w mediach. A tymczasem ja byłem na wniosek upolitycznionej prokuratury i sądu przetrzymywany przez kilkanaście miesięcy w areszcie, mimo że nie było ku temu żadnych podstaw.
Sprawiedliwości stało się zadość?
– Nie. Przecież ja w areszcie spędziłem trzynaście miesięcy, a wyszedłem chyba tylko przez przypadek. Państwo nie wiecie, jaki jest w więzieniu status pedofila. Jest najniżej w hierarchii osadzonych, i każdy chce go dopaść. Wyobraź sobie, że trafiasz do aresztu, gdzie 1800 więźniów skanduje hasła, co mi zrobią. Codziennie wykrzykiwano pod moim adresem z innych cel tak wiele niecenzuralnych wyrazów, że od tego samego wrzasku można się było załamać. A proszę sobie wyobrazić, że ja tam nie miałem żadnych praw. Nawet prokurator przez sześć miesięcy nie chciał zgodzić się, aby dostarczono mi papier do pisania i długopis. No i cały czas namawiano mnie do współpracy z wymiarem sprawiedliwości. Na przykład zawieziono mnie do prokuratury łódzkiej przy CBA. Prokurator chciał, żebym podpisał fałszywe zeznania na pewną polityczkę. Na ich celownika była m.in. pani prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Gdybym kogoś obciążył, to mój los by się poprawił. Takie psychiczne znęcanie się nade mną, w moim przekonaniu, miało doprowadzić mnie do samobójstwa. Gdy to się nie udało, zamknięto mnie w celi z mordercą z wieloletnim wyrokiem. Więzień który miał mnie zabić – nie był umieszczony w mojej celi a czekał na mnie w korytarzu gdzie nie było kamer i nigdy wcześniej go nie widziałem – w pewnym momencie rzucił się na mnie z nożem. Później dowiedziałem się od lidera więzienia w Białołęce, że za zabicie mnie oferowano 40 tysięcy euro, i inne korzyści np. złagodzenie kary.
Dlaczego tak się Pana bardzo bano?
– Z różnych powodów. Przecież ja nie tylko szkoliłem Andrzeja Leppera, i zrobiłem go, jak to się czasem określa, rolnikiem w garniturze, ale też wykreowałem Stana Tymińskiego. Dziś już mogę powiedzieć, że jego tajemnicza czarna teczka była pusta, nie było w niej żadnych tajnych dokumentów. Znajdowało się w niej tylko amerykańskie wydanie Newsweeka z Wałęsą na okładce. Żeby ta teczka nie była zbyt lekka, to wrzuciliśmy do niej kilka ryz papieru maszynowego. Byłem niewygodny naprawdę dla bardzo wielu osób, i dla kuzyna, czyli Mariusza Błaszczaka także. On zawsze bał się, że powiem, że pradziadek był Żydem i prowadził kancelarię w Wyszkowie. A to mogło mu złamać karierę polityczną, bo jak wiem, był szykowany na następcę Kaczyńskiego.
Czyli pańskie aresztowanie nie było przypadkowe?
– Absolutnie nie. Zbliżały się wybory; samorządowe, parlamentarne i prezydenckie. Poczekano, aż wrócę do kraju, i zrobiono z mojego aresztowania pokazówkę. Zostałem zatrzymany ponowie jesienią 2017 roku. Przyjechałem wtedy z Kambodży do Warszawy i w hotelu miałem prowadzić szkolenie dla 150 pracowników znanej firmy ubezpieczeniowej. Aresztowano mnie na oczach tych ludzi. Z budynku wyprowadzono mnie w asyście policji i przez ponad rok, do wyroku, który zapadł w listopadzie 2018 roku, trzymano w areszcie śledczym. To nie był przypadek, bo nazajutrz miałem podpisać umowę na szkolenie członków partii opozycyjnej wobec PiS. W podobnie dziwnych okolicznościach weszła do mnie policja za pierwszym razem. Policja, która była już pod moim domem około godz. 6, weszła dopiero po godzinie 8. Czekali dwie godziny i weszli dokładnie chwilę po tym, jak zostało ukończone pobieranie pliku. Myślę, że czekali, aż im się to wgra. Oficjalnie powodem tak późnego wejścia był zepsuty domofon oraz znajdujący się na posesji pies. Przypomnijmy też, że dwukrotnie odwiedziło mnie rano ABW pod pretekstem sprawdzenia, czy aby nie jestem agentem Mosadu, a to wiązało się z wielogodzinnymi przesłuchaniami. Byłem też przesłuchiwany trzynaście razy jako świadek w sprawach Zbigniewa Stonogi i Marka Falenty.
Na początku rozmowy bardzo ostro potraktował Pan pracowników wymiaru sprawiedliwości. Na jakiej podstawie?
– Uważam, że to było działanie celowe z ich strony. Lista błędów i zaniechań, jakich dopuściła się prokuratura i sędzia Magdalena Garstka-Gliwa jest długa. Sędzia celowo odmawiała dopuszczenia siedemnastu wniosków dowodowych, celowo dopuszczała się naruszenie przepisów prawa procesowego oraz prowadziła rozprawy w taki sposób, że materiał dowodowy nie został w sposób prawidłowy ujawniony, co na rozprawie skutkowało naruszeniem prawa do mojej obrony, a w konsekwencji nierzetelnością prowadzonego procesu sądowego. Zresztą Sąd Apelacyjny stwierdził, że sędzia nie umożliwiła obronie oskarżonego zapoznania się i wykonania kopii kluczowych materiałów dowodowych jak filmy i zdjęcia, które były podstawą oskarżenia, a później mojego skazania. Co więcej, nie ujawniła i nie odtworzyła na rozprawie tych materiałów, także samemu opierając się jedynie na opinii biegłych informatyków, którzy pobieżnie opisali te materiały. Pikanterii dodaje fakt, że oboje; prokurator i sędzia na mojej sprawie zyskali.
Podobno cuda działy się także z opiniami sporządzonymi przez biegłych.
– Tak. Psychiatra Czernikiewicz, mimo że podczas mojego badania nie stwierdził u mnie żadnych zboczeń, to pozwolił sobie, myślę, że pod wpływem prokuratury na wydanie niezależnej opinii, która miała mi zaszkodzić. Taką niezależną opinię wydał też biegły komputerowy Karczewski. Te tzw. niezależne opinie napisane były pod dyktando prokuratora. Gdy tylko wyszedłem z aresztu, to poprosiłem o zbadanie mnie w klinice Lwa Starowicza. Lekarze orzekli, że nie mam żadnych zaburzeń. Życie na wschodzie, w Azji, dużo mnie nauczyło. Wierzę, że karma wraca. Dlatego napisałem list do tego niezależnego psychiatry, w którym stwierdziłem, że jego własne sumie nie pozwoli mu żyć. Obaj panowie już nie żyją. A ja cieszę się życiem z młodą i piękną żoną, z którą wziąłem ślub w obrządku buddyjskim.
Czyli co? Nirwana? Przecież wyrok jest nieprawomocny? Wiele się jeszcze może wydarzyć.
– I niech się dzieje. Ja będę przeszczęśliwy kiedy ci, którzy doprowadzili do tego haniebnego procesu, i ci, co mnie sądzili bez prawa do rzetelnej obrony, odpowiedzą za to. I nie chodzi tylko o moją sprawę. Będę walczył w imieniu wielu tak jak ja pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości. Chcę powołać Instytut Pokrzywdzonych przez Prawo. Trzeba zdjąć te bzdurne immunitety, które chronią sędziów i prokuratorów. Za togami nie mogą kryć się przestępcy. No bo jak inaczej można nazwać tych, którzy ferują wyroki pod dyktando i na zlecenie partii. Ale żeby to uczynić, potrzebne są duże pieniądze. Dlatego ja będę domagał się dla siebie 20 milionów złotych odszkodowania i tyle samo na cel, o którym wspomniałem.
A nie boi się Pan, że skoro zadarł Pan z systemem, to skończy Pan jak Lepper?
– Niech tylko tu przyjdą, niech spróbują. Czekam na nich. Mam ochronę składającą się z byłych partyzantów; Wietnamczyków i Khmerów. Raz-dwa zrobiliby z zamachowcami porządek. A ja tu żyję jak Khmer. Jestem swój. Tu w Kambodży mam żonę, dzieci, biznes. Rodzina mojej żony składa się w połowie z białych, i połowie, czerwonych Khmerów. Tak więc wszystkie ewentualne dojścia są dla seryjnego samobójcy spalone. To w tym kraju nie przejdzie.
Rozmawiał Robert Szkutnik
Piotr Tymochowicz (60 lat) jest najbardziej znanym w Polsce ekspertem od wizerunku i marketingu politycznego, zajmował się doradztwem medialnym. Założył Akademię Komunikatu Otwartego, w której szkoli, także przez internet, z komunikacji społecznej w oparciu o autorski program Komunikatu Otwartego. Był doradcą m.in. Andrzeja Leppera, Stanisława Tymińskiego, Mariana Krzaklewskiego, Michała Kamińskiego, Janusza Palikota. Pomagał też podejrzanemu w tzw. aferze taśmowej Markowi Falencie oraz kontrowersyjnemu biznesmenowi Zbigniewowi Stonodze. Dla SLD i Leszka Millera został „łowcą głów” do projektu lewicy „Kuźnia liderów”. We wrześniu 2007 r. Tymochowicz został zatrzymany w sprawie obrotu treściami pornograficznymi o charakterze pedofilskim. Informacja dotarła do polskiej policji z niemieckiego Interpolu. Po sprawdzeniu okazało się, że na komputerze nie było zakazanych materiałów i celebryta został zwolniony. Osiem lat później w czerwcu 2015 roku Tymochowicz został zatrzymany gdy biuro Interpolu, Interpol oraz policja niemiecka przeprowadziła akcję, poszukiwania osób ściągających z sieci treści pornograficzne z udziałem osób małoletnich. Piotr Tymochowicz został przesłuchany w charakterze świadka – stwierdził, że do jego sprzętu miało dostęp wiele osób, ponieważ prowadził dom otwarty. Sprawa została zawieszona, a on wyjechał za granicę. Tymochowicz został zatrzymany ponowie jesienią 2017 roku (przyjechał wtedy z Kambodży do Warszawy), i przez ponad rok, do wyroku w listopadzie 2018 r., przebywał w areszcie śledczym. Za Tymochowiczem od początku tej sprawy murem stali rodzice, przyjaciele, współpracownicy, były rzecznik stołecznej policji. Nawet jego była żona, przyjechała z Ameryki, by zeznawać jako świadek. Broniła dobrego imienia Piotra.
Tymochowicz jest wielkim manipulatorem. Nie wiem czy jest winny czy nie, ale też nasz wymiar sprawiedliwości pozostawia wiele do życzenia. Zobaczymy, co będzie jak wyrok się uprawomocni. A wiwiad, pełen profesjonalizm. Oby więcej takich tereści na waszum portalu. Pozdrawiam.
Można Tymochowicza nie lubić. Przyznam, że nie darzę go szczególnym uczuciem. Ale co innego zarzuty, jakie zostały mu przedstawione. Cel ich był jasny – śmierć cywilna człowieka. A skoro wiemy, jak łatwo jest zainfekować czyjś komputer takimi treściami, każdy powinien sie bać, Bo każda władza może go zniszczyć w ten sam sposób.