Co najmniej 251 milionów złotych udało się zebrać w zbiórce zorganizowanej przez influencera Łatwoganga. Youtuber przez kilka dni prowadził transmisję na żywo, żeby pomóc dzieciom chorym na raka. Pieniądze ze zbiórki trafią do fundacji Cancer Fighters, która wspiera najmłodszych walczących z nowotworami.
Bez sprawnej służby zdrowia państwo przestaje być państwem, a zaczyna być systemem przetrwania. I dokładnie w tę stronę idziemy.

Dziś nie mówimy już o problemach. Mówimy o zapaści.

Szpitale powiatowe, czyli fundament systemu dla milionów ludzi poza dużymi miastami, są w stanie chronicznego kryzysu. Dane są brutalne:
ponad 90 proc. takich szpitali kończy rok stratą.
co najmniej 40 placówek stoi na granicy bankructwa
aż 125 z 207 ma przeterminowane długi, których nie jest w stanie spłacić

To nie są pojedyncze przypadki. To jest systemowy model działania.

Szpital leczy ludzi i… wpada w długi. Robi więcej zabiegów, niż przewiduje kontrakt, bo musi ratować życie, a potem nie dostaje za to pełnej zapłaty. Koszty rosną, wynagrodzenia rosną, ceny energii rosną, a wyceny świadczeń nie nadążają.

Efekt?

Leczenie zaczyna się finansowo nie opłacać.
Narodowy Fundusz Zdrowia, który miał być gwarantem stabilności, sam jest w permanentnej dziurze. Mówimy o sytuacji, w której brakuje miliardów złotych rocznie, a system jest łatany kolejnymi zastrzykami pieniędzy z budżetu. To nie jest plan. To jest gaszenie pożaru.

I w tym wszystkim pojawia się najbardziej porażający obraz tej rzeczywistości za rządów nieudaczników od Tuska.

Młody człowiek w internecie zbiera pieniądze na leczenie dzieci.
Na onkologię.
Nie na eksperymentalną terapię za granicą.
Na coś, co powinno być absolutnym obowiązkiem państwa.

Onkologia dziecięca nie może czekać. A jednak czeka. Albo… nie doczekuje.

Jeżeli w kraju, który zadłuża się na setki miliardów, trzeba organizować zbiórki, żeby ratować życie dzieci, to nie mamy już problemu z „niedoskonałym systemem”.
Mamy problem z jego podstawową funkcją.
Politycy mówią o miliardach.
Obiecują miliardy.
Przesuwają miliardy.
A obywatel widzi jedno:
kolejkę, brak miejsca, brak lekarza, brak pieniędzy tam, gdzie one powinny być bez dyskusji. Bo prawdziwe pytanie nie brzmi dziś „czy państwo się zadłuża”.

Pytanie brzmi:
dlaczego mimo rosnącego długu system się zwija zamiast rozwijać?
Dlaczego szpitale bankrutują, wykonując swoją pracę?
Dlaczego dyrektorzy placówek alarmują, że nie mają z czego płacić pensji?
Dlaczego system, który pochłania dziesiątki miliardów rocznie, nie daje podstawowego poczucia bezpieczeństwa?

To nie jest już spór polityczny.
To jest pytanie o elementarną sprawność państwa. Bo jeśli państwo nie potrafi zapewnić leczenia dzieci, to wszystkie inne wydatki, wszystkie inne projekty i wszystkie inne deklaracje tracą znaczenie.

I wtedy wracamy do najprostszego zdania:
bez realnie działającego systemu ochrony zdrowia nie ma państwa, jest tylko struktura, która coraz gorzej radzi sobie z własnymi obowiązkami.

Tusk doprowadził państwo do ruiny. Państwo ma leczyć i chronić, nie produkować dług i bezradność.