Czeremcha dostała prezent, o jakim większość małych gmin może tylko pomarzyć — darmową reklamę na całą Polskę. Media mówiły o stacji Skolima, ludzie przyjeżdżali z daleka, internet żył tematem. Przez chwilę o Czeremsze było głośniej niż o niejednym powiatowym mieście.

I co zrobiły władze?

Chyba uznały, że najlepiej przeczekać, aż zainteresowanie samo wyparuje.

A przecież można było zrobić wszystko: lokalną markę, festyn, promocję regionalnych produktów, wykorzystać ruch ludzi i rozpoznawalność miejscowości. Można było pokazać, że Czeremcha żyje i ma pomysł na siebie. Ale do tego trzeba myśleć kategoriami rozwoju.

Dziś wygląda to tak, jakby jedynym realnym działem promocji Czeremchy była stacja Skolima, a cała strategia rozwoju sprowadzała się do biernego patrzenia, jak internet robi za urząd gminy.