Jeszcze kilka lat temu szydzili. Mówili, że za drogo, że niepotrzebne, że propagandowy zakup, że „papierowe samoloty”, że lepiej to, lepiej tamto. Kiedy rząd PiS podpisał umowę na F-35, politycy dzisiejszej koalicji kręcili nosami, eksperci z telewizyjnych kanap w TVN robili mądre miny, a internetowi komentatorzy opowiadali, że Polska „przepłaca”.
A dziś?
Dziś stoją pod tymi samymi samolotami jak dzieci pod choinką. Zdjęcia, uśmiechy, konferencje, wielkie słowa o bezpieczeństwie państwa i modernizacji armii. Nagle okazuje się, że jednak F-35 są potrzebne. Nagle okazuje się, że jednak to przełom technologiczny. Nagle okazuje się, że jednak dobrze, iż Polska weszła do elitarnego grona państw posiadających najnowocześniejsze myśliwce świata.
I człowiek patrzy na to wszystko z zażenowaniem. Bo nie chodzi nawet o zwykłą polityczną hipokryzję. Ta w Polsce dawno przestała kogokolwiek dziwić. Chodzi o coś głębszego. O kompletny brak elementarnej przyzwoitości wobec faktów.
Jeśli coś było dobre dla państwa, trzeba było to uczciwie powiedzieć już wtedy. A nie pluć, wyśmiewać, straszyć ludzi, a później przebierać się za ojców sukcesu.
To jest właśnie największy problem współczesnej polityki. Nie brak pieniędzy. Nie brak sprzętu. Nie brak technologii. Tylko brak kręgosłupa. Dzisiaj wielu polityków nie ma już żadnych poglądów, są tylko kalkulacje PR-owe. Jeśli coś zrobi przeciwnik polityczny, trzeba to zniszczyć medialnie, nawet gdy służy Polsce. A potem, gdy emocje opadną i rzeczywistość pokaże prawdę, ci sami ludzie ustawiają się do zdjęć i mówią, że to ich wielki sukces.
Puste dzbany robią najwięcej hałasu. Tak było zawsze.
Państwo nie może być zakładnikiem partyjnej nienawiści. Bo F-35 nie mają barw politycznych. One mają służyć Polsce. Mają odstraszać potencjalnego agresora i dawać naszym pilotom przewagę, której wcześniej nie mieliśmy. Ale żeby to zrozumieć, trzeba myśleć kategoriami państwa, a nie sondaży i pasków w telewizji.
I może właśnie dlatego tak wielu ludzi ma już dość tej politycznej karuzeli. Bo widzą, jak szybko politycy zmieniają narrację. Wczoraj kpina, dziś zachwyt. Wczoraj „gigantomania”, dziś „historyczny sukces”. Wczoraj krytyka, dziś lans pod skrzydłami najnowocześniejszych maszyn świata.
Trochę godności naprawdę jeszcze nikogo nie zabiło.
Zostaw komentarz