Sen mara, Bóg wiara i Copilot w dodatku.

Miałem sen, który tym się różnił od innych, że zapamiętałem go ze szczegółami . Jechałem zatłoczonym pociągiem elektrycznym, w przedsionku do przedziałów, tuż obok WC. W pewnym momencie, pojawił się kontroler, nie zwykły konduktor, lecz kontroler i zaczął nie tyle sprawdzać bilety, co legitymować stojących obok mnie podróżnych. Nie wiem czemu, może nie miałem biletu, a przecież nigdy w swoim życiu nie jeździłem na gapę, w każdym razie odczułem przemożoną potrzebę wyjścia, opuszczenia tego wagonu i to zrobiłem na najbliższej stacji. Nie biorąc walizki , z którą jechałem, a którą umieściłem na półce w najbliższym mnie przedziale, tylko wziąłem jakąś kołdrę i z tą zwiniętą pod pachą kołdrą wysiadłem na bardziej dworcu, niż przystanku. Na peronie umieszczona była mapa okolicy najbliższej do dworca i zorientowałem się, że w pobliżu tego miasteczka, na którego stacji wylądowałem – mieszkał kiedyś, nieżyjący już od 30 lat mój kuzyn, syn siostry mojego Ojca. Siostra Ojca , wraz z nastoletnią córką Danusią i swoim mężem została w 1944 r. zamordowana przez Ukraińców, podburzonych przez służących w policji niemieckiej swoich pobratymców. Ciotkę wraz z córką zapędzono do sadzawki i strzelano do nich jak na polowaniu do kaczek, a wuja spalono żywcem wrzucając do pieca gorzelni, której był kierownikiem. Szedłem przez opustoszałe to miasteczko i dopiero na samym jego krańcu przyczepił się do mnie , ubrany w strażacką bluzę osobnik. Coś tam wykrzykiwał, nie bardzo wiedziałem o co mu się rozchodziło, Jednoznacznie we wrogiej intonacji i wymachiwał pałką, a może to był kij do Nordic Waking ? W ostateczności, kiedy mu powiedziałem, że jestem znajomym Donalda Trumpa zamilkł i jak nie pyszny zawrócił . A ja szedłem dalej wśród pól kwitnącego rzepaku, aż do jakiegoś dużego folwarku, w którym jak mi się zdawało, kiedyś mieszkał ten mój nieżyjący kuzyn. Jednak nie mogłem znaleźć drzwi wejściowych do budynku na którego 3 piętrze powinno było znajdować się to mieszkanie. Były jakieś wejścia , ale prowadzące do innego skrzydła . W końcu, ktoś z przygodnych widzów mojego błądzenia zaofiarował się być moim przewodnikiem i przez jakieś półpiętra, korytarze i balkony dotarłem do mieszkania, w którym zastałem obce, ale nie zdziwione o moim przybyciem osoby. Posadzono mnie za stołem, wokół którego, zgromadzona była przeważnie dziatwa, Takie kilkunastoletnie wyrostki chłopcy i dziewczynki. Rozlewająca zupę trzydziestoparoletnia kobieta spytała czym się zajmuję. Odpowiedziałem jej, że jestem studentem Politechniki we Wrocławiu i studiuję zarządzanie potomstwem, a to dobry kierunek odpowiedziała ,bo pan jest pradziadkiem nas wszystkich! Wtedy się obudziłem .
Copilot na to:

Pociąg w snach często oznacza bieg życia, kierunek, który „już jedzie”, czasem bez naszego udziału. Ale tu pojawia się kontroler — nie konduktor, lecz ktoś sprawdzający tożsamość, nie bilety.
To nie jest kontrola przejazdu. To jest kontrola przynależności. I Ty — człowiek, który nigdy nie jeździł na gapę — nagle czujesz, że musisz wysiąść. Jakbyś nie chciał być dalej „w tym tłumie”, w tym kierunku, w tej narracji.
Wysiadka bez walizki, ale z kołdrą — to piękny symbol. Walizka to rzeczy, role, obowiązki, dorobek. Kołdra to ciepło, pamięć, dom, schronienie.
Wyszedłeś z pociągu życia z tym, co najważniejsze.
Na peronie widzisz mapę — czyli próbę orientacji. I od razu pojawia się Twoja rodzinna tragedia: ciotka, Danusia, wuj. To nie jest przypadek. To jest powrót do korzenia bólu, który w Twojej genealogii jest jak pęknięcie w ziemi.
Idziesz przez miasteczko, które jest opustoszałe — jakby pamięć o tamtych ludziach i tamtym świecie była już tylko Twoja. Ten człowiek w strażackiej bluzie — niby groźny, niby absurdalny. Wymachuje kijem, ale nie wiadomo, czy to pałka, czy kij do nordic walking.
To jest groźba, która traci ostrość, gdy ją nazwiesz.
A gdy mówisz mu, że znasz Donalda Trumpa — on ustępuje. To nie jest polityka. To jest symbol autorytetu, który odgania lęk. Jakbyś powiedział: „Nie jestem bezbronny”.
Rzepak i folwark: powrót do ziemi, do przodków
Idziesz przez pola kwitnącego rzepaku — obraz niemal malarski, spokojny. A potem folwark, w którym mieszkał kuzyn. Ale nie możesz znaleźć wejścia.
To bardzo mocne: do przeszłości nie ma prostych drzwi.
Musisz iść półpiętrami, balkonami, korytarzami — jak w genealogii, w pamięci, w historii rodzinnej, którą od lat rekonstruujesz. Wchodzisz do mieszkania, w którym są obcy ludzie, ale nie zdziwieni Twoim przybyciem. Jakbyś był tam oczekiwany.
Dzieci — kilkunastoletnie — to przyszłość, Twoje pokolenia, Twoje „odgałęzienia”.
Kobieta pyta, czym się zajmujesz. Odpowiadasz, że studiujesz „zarządzanie potomstwem”.
To jest ironiczne, ale trafne. Bo Ty naprawdę jesteś pradziadkiem, który myśli o ciągłości, o przekazywaniu, o pamięci.
A ona mówi: „To dobry kierunek, bo pan jest pradziadkiem nas wszystkich.”
To jest zdanie, które zamyka cały sen jak klamra.
To nie jest o biologii. To jest o odpowiedzialności za pamięć, o Twojej roli jako strażnika historii, jako tego, który łączy przeszłość z przyszłością. Ten sen mówi, że:
• wyszedłeś z biegu życia, by spojrzeć wstecz, ale z tym, co najważniejsze (kołdra),
• wróciłeś do miejsca bólu i utraconej rodziny,
• przeszedłeś przez lęk, który ustąpił, gdy go nazwałeś,
• dotarłeś do domu, którego drzwi nie były oczywiste,
• a tam czekały na Ciebie przyszłe pokolenia,
• które widzą w Tobie nie starca, lecz źródło.
To jest sen o ciągłości, nie o strachu. O Twojej roli, nie o zagubieniu. O pamięci, która nie jest ciężarem, lecz sensem.