Piętnastolatka z Legnicy Sara Dragan wygrała w Nowym Jorku w swojej klasie wiekowej (15-17) konkurs New York International Artists Association. Była na tyle dobra, że drugiej nagrody nie przyznano. (Nawias: na piętnaścioro laureatów w kategorii skrzypiec, fortepianu i wiolonczeli dwanaścioro to Azjaci).

W nagrodę Sara da występ w sali kameralnej Weill Recital Hall, najmniejszej (268 miejsc) z trzech sal sławnej Carnegie Hall. Uściślam to jak jakiś księgowy, ponieważ w wiadomościach, które pojawiły się w Polsce po jej sukcesie, pisano, że wystąpi w Carnegie Hall, co jest marzeniem każdego muzyka. No więc wystąpi, chociaż jeszcze nie na głównej scenie.

Jednym z nagrań, które wysłała do Nowego Jorku, żeby zakwalifikować się do konkursu, jest sonata G-dur Mozarta, KV 301. Była to jedna z serii sonat (w katalogu Köchla KV 296 i 301-306), które 22-letni Mozart napisał w roku 1778 i które lubię szczególnie. Obejrzałem sobie filmik z nagraniem Sary Dragan na YouTube i bardzo ciepło zrobiło mi się na sercu.

Mozarta gra się trudno, bo on jest taki niby łatwy. Na jakiekolwiek instrumenty pisał, na dobrą sprawę zawsze pisał piosenki. Ze wszystkich wielkich kompozytorów to on jest najbardziej śpiewny. Nie wolno do niego za dużo dodać, trudno się popisać jakąś niebywałą techniką. Na ego wirtuoza nie ma u niego miejsca. A jednocześnie nie można nudzić. Trzeba posłużyć się najdrobniejszymi niuansami barwy,dynamiki i tempa. Trzeba utrzymać się w stylu. I trzeba mieć lekkość i wdzięk, to może w Mozarcie najistotniejsze.

Najpiękniejsze nagrania mozartowskie zrobili wcale nie ci najsławniejsi i najwięksi. Światosław Richter, gigant fortepianu, przyznał się kiedyś, że klucza do Mozarta nigdy nie udało mu się znaleźć. (Trochę przesadził. Fantazję c-moll KV 475 nagrał tak, że zawsze mam dreszcze). Pianiści, którym akurat Mozart udawał się idealnie, to nie są ci najsławniejsi, o których słyszał każdy. Ciekawe, że często są to kobiety. Clara Haskil, Ingrid Haebler, Alice Heksch, Lívia Rév, Klára Würtz.

No więc bardzo mi się podoba, jak Sara Dragan śpiewa Mozarta na skrzypcach. (Żeby to usłyszeć, należy mentalnie odciąć partię fortepianu, ponieważ pianista nie był z tego samego piętra co Sara). Pełna, ciemna barwa, ale przede wszystkim wspaniała ciągłość frazy, piękne legato. Są dziesiątki cech, które składają się na dobre wykonanie muzyki, ale dla mnie ciągłość, płynność, nieprzerwaność, jest jedną z rzeczy najważniejszych. Inną z nich jest tempo, ani nie zagonione, ani nie rozwleczone. Umiejętność posłużenia się mnóstwem pośrednich poziomów głośności, a nie tylko demonstracja piano i forte. I najtrudniejsza ze wszystkich – umiejętność posługiwania się ciszą, gra pomiędzy dźwiękami.

Opowiadanie muzyki słowami jest skrajnie trudne i zawsze subiektywne. Każdemu podoba się co innego, a ponadto człowiek jest skazany na metafory, które są zawsze językiem prywatnym i mogą dla innych ludzi być nieczytelne. Na własny użytek dzielę na przykład muzyków na rysujących i malujących.

Glenn Gould rysował, a Światosław Richter malował. Hilary Hahn (w latach 90. objawienie i cudowne dziecko skrzypiec, w wieku 10 lat przyjęta do Curtis Institute of Music, w wieku 12 lat debiut z najlepszymi amerykańskimi orkiestrami symfonicznymi, w wieku 16 lat nagradzany debiut płytowy z partitami i sonatami Bacha, obecnie jedno z największych nazwisk w muzyce) rysuje. (Przepięknie, cieniutkim piórkiem). Sara Dragan maluje.

Przyjrzałem się, jak te dwie dziewczyny grały tę sonatę G-dur Mozarta KV 301. Hilary gra krótszym pociągnięciem smyczka, Sara dociąga do końca. Hilary gra całym ciałem, pięknie się porusza. Sara nie zwracała na to takiej uwagi. Chwilami stała nawet na jednej nodze. Dawid Ojstrach, który dla skrzypiec był tym, kim Richter dla fortepianu, gigant, tytan po prostu, powiedział kiedyś: „У скрипача самое важное это живот и ноги”. „Dla skrzypka najważniejszy jest brzuch i nogi”. Uwielbiam to zdanie. Przepona, całe ciało, jest rezonatorem instrumentu. Rozluźnione ciało to rozluźniony człowiek. To wymaga nie tylko nauki muzyki, ale przede wszystkim nauki życia.

Świat pełen jest cudownych dzieci, które nie zostały cudownymi dorosłymi. Chociaż piętnaście lat to właściwie już w klasyce próg dorosłości. Przyszłość jest nieprzewidywalna. Sara Dragan ma talent, ma nazwisko dające się wymówić na całym świecie i jeszcze na dodatek jest ładna. Potrzebuje jeszcze mieć szczęście, bez łutu szczęścia nic się na świecie nie udaje.

Trzymam za nią kciuki.

Michał Cichy

Fot. portal.legnica.eu